Forza Motorsport 5, czyli hymn dla tych, który są zakochani w motoryzacji – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 12.12.2013
Forza Motorsport 5, czyli hymn dla tych, który są zakochani w motoryzacji – recenzja Spider’s Web

Forza Motorsport 5, czyli hymn dla tych, który są zakochani w motoryzacji – recenzja Spider’s Web

Pierwsza gra wyścigowa dostępna na konsolę Xbox One, niestety, rozczarowuje pod wieloma względami. Ale i tak nie mogę się od niej oderwać. Ta gra jest… piękna. I to niekoniecznie za sprawą oprawy audiowizualnej.

Forza Motorsport 5 to jedna z tak zwanych showcase’owych gier na Xboksa One. Ma ona pokazać, że już w dniu premiery ta konsola to dojrzały produkt, na którym dostępne są piękne i znakomite gry. Wymagania wobec niej były więc spore. Czy najnowsza Forza im sprostała? Muszę przyznać, że nie w całości. Są braki, miejscami dość spore. Ale jeżeli lubisz gry wyścigowe i kochasz samochody, to jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Ta gra kipi miłością do wszystkiego, co ma silnik i cztery koła

Zanim dojdziemy do opisania właściwej gry, muszę wspomnieć o jej oprawie. I nie chodzi mi tu o oprawę graficzną czy dźwiękową, a… nazwijmy to, merytoryczną. Forza Motorport 5 powstała przy współpracy z redakcją BBC TopGear. I nie jest to tylko marketingowe hasło, którego efektem jest logo wyżej wspomnianego kultowej już pozycji dla fanów motoryzacji. Przez naszą karierę prowadzą nas za rączkę sami Jeremy Clarkson, Richard Hammond i James May. To pierwsza gra wyścigowa, w której nie przewijałem ani jednej „gadki” czy filmiku. Kto ogląda TopGeara lub czyta magazyn w oryginalnym, brytyjskim wydaniu, zapewne rozumie dlaczego. Ci panowie są po prostu mistrzami w opowiadaniu o samochodach.

Samochody. Dla niektórych, są tylko środkiem transportu, wygodną alternatywą do łatwopalnych sterowców czy spaceru. Ale ty wiesz, że chodzi o coś więcej. Samochody to jedne z najbardziej upajających, najpiękniejszych rzeczy jakie ludzkość stworzyła w całej swojej historii –mówi Clarkson podczas jednego z najbardziej klimatycznych intr do gier w historii. I w całej grze czuć tę niesłychaną miłość, afekt do czterech kółek.

O miłości do wszystkiego, co ma silnik i cztery koła
O miłości do wszystkiego, co ma silnik i cztery koła

Przeczytałem gdzieś w jakiejś anglojęzycznej recenzji tej gry, że Forza nie tylko umożliwia prowadzenie przeróżnych samochodów, ale również je czci. I ciężko się z tym nie zgodzić. Każdy jeden samochód jest bardzo dokładnie opisany, odwzorowany z najwyższą możliwą pieczołowitością. Od charakterystycznego dla danego pojazdu ryku silnika, przez superpieczołowite oddanie wizualnych detali, opowieści i anegdoty na ich temat opowiadane przez redaktorów TopGeara aż po… pilne odwzorowanie faktury tapicerki na gałce skrzyni biegów. W Forza Motorsport 5 nie mamy kilkuset pojazdów, które mają podobny model jazdy, różniący się tylko kilkoma współczynnikami, ułożeniem polygonów i teksturami. Prowadzenie każdego pojazdu to zupełnie inne doświadczenie. Z czasem, pokonując kolejne szczeble kariery, można wręcz… przywiązać się do kupionego samochodu, nawiązać z nim emocjonalną relację. Tak, pod tym względem, ta gra jest aż tak dobra i nie spotkałem się z tak wysokim poziomem w żadnej innej „ścigałce”.

Samochody i tory

Niestety, ta pieczołowitość ma pewną cenę. Z racji tego, że każdy z pojazdów jest tak wspaniale odwzorowany, samochodów w tej grze jest zdecydowanie mniej, niż u konkurencyjnych tytułów, a także w porównaniu do poprzednich części Forzy Motorsport. To jednak nie jest wada tej gry, bo dalej mamy ponad dwieście samochodów do wyboru. Zdecydowanie jest co prowadzić, a różnorodność pojazdów jest zdumiewająca. Nie zmienia to jednak faktu, że Forza Motorsport 4 miała trzy razy tyle samochodów.

bf559512-eff3-41ca-9d5d-f0f95181e99a

Ale tak jak zredukowana ilość samochodów nie boli, bo dalej jest ich mnóstwo a na dodatek ma to swoje uzasadnienie w dokładności ich opracowania, tak niewielka ilość torów daje się we znaki. W sumie w grze dostępnych jest 14 torów. Te mają swoje poszczególne odmiany (różne wstęgi a także pokonywanie ich w obie strony), ale już po kilku godzinach z grą zaczyna brakować nowych tras. Te, co są, wyglądają pięknie… na tyle, na ile mogą wyglądać tory z „reala”. Forza Motorsport 5 bowiem, tak jak poprzednie części tej serii, nie zawiera żadnych wyimaginowanych tras. Znajdziemy tu więc Le Mans, Silverstone, Indianapolis i inne znane tory, a nawet tor testowy TopGeara. Te są odwzorowane właściwie perfekcyjnie, ale to też oznacza, że nie można liczyć na piękne, spektakularne widoki. To nie jest Forza Horizon. Mamy więc różne rodzaje asfaltu, barierek, niektóre trasy otoczone są przez drzewa, inne przez góry… nie da się jednak nas czymkolwiek zachwycić. Oznacza to, że owe 14 tras (plus ich pododmiany) zobaczymy w większości już po pierwszej serii wyścigów. A owych serii jest kilkadziesiąt. Przydałoby się więcej torów. Bardzo.

Błysk lakieru i ryk silnika

Od razu odpowiadam na podstawowe pytanie: czy Forza Motorsport 5 wygląda tak pięknie, jak na zwiastunach? Niby tak, ale jest pewien haczyk. Gra faktycznie działa w rozdzielczości 1080p (niestety, bez wygładzania krawędzi) i jej framrate (ponoć 60 fps) nie spada nawet na chwilę, niezależnie od tego, ile detali trzeba wyrenderować na potrzeby danej sceny. Faktycznie, przy odpowiednim zbliżeniu widać nawet mikroelementy… lakieru na samochodach, pozwalając określić jego gatunek. Wszystko to wygląda, tak po prostu, zjawiskowo. Ale też… wszystko zależy od ustawienia kamery.

Na zwiastunach kamera pracuje tak, by nie pokazać jakichkolwiek słabości silnika tej gry. Rzeczywistość różni się od zwiastunów jednym detalem: draw distance, a więc odległością od obserwatora, za którą silnik ładuje tekstury w niższej rozdzielczości i mniej skomplikowane modele. Ów draw distance jest bliższy, niż mógłby by być. Na przykład taka rzecz, jak asfalt. Przy zbliżeniu widać każde, najmniejsze ziarenko czy kamyczek. Ale już jakieś 50-70 metrów od pojazdu ładowane są tekstury w niższej jakości. Ja preferuję jeździć w samochodówkach w widoku z kokpitu. W efekcie właściwie prawie zawsze widzę asfalt w tej nieco gorszej jakości, bo ten „lepszy” jest zasłonięty przez ów kokpit. Podobnie sprawa wygląda z obiektami: widać wyraźnie, jak pojazdy oddalone od obserwatora o te 70 metrów mają podmieniane modele na te gorszej jakości.

Nie zrozumcie mnie źle, to jedna z najlepiej wyglądających gier wyścigowych, jakie widziałem w życiu (jeżeli nie najładniejsza). Ale część czaru, po „napaleniu się” na tę grę zwiastunami, znika. Na szczęście tylko część. Ta gra ma tak dokładną oprawę graficzną, że podczas wyprzedzania, na stopklatce i odpowiednim ustawieniu kamery, można się przejrzeć nawet w… znaczku z tyłu samochodu na klapie bagażnika, informującego o danym modelu, jeżeli jest wykonany z błyszczącego plastiku. Absolutna rewelacja. Dochodzi do tego niesamowita gra światłem, znakomity model wizualnych uszkodzeń samochodu czy nawet… maleńkie skrawki opon, zrywane na zakrętach przez naszych rywali, które potem przyklejają się do naszego przedniego zderzaka. Nie, właściwie ta gra nie wygląda tak dobrze, jak na zwiastunach. Ale wygląda przepięknie.

Poziom odwzorowania najmniejszych szczegółów jest porażający. Można nawet dostrzec... gatunek i rodzaj lakieru
Poziom odwzorowania najmniejszych szczegółów jest porażający. Można nawet dostrzec… gatunek i rodzaj lakieru

Niestety, w związku z tak szczegółową oprawą graficzną brakuje pewnych „standardów”. A konkretnie: dynamicznych zmian pogody. Na każdej trasie zawsze ścigamy się o tej samej godzinie (przypisanej do danej trasy), a pogoda jest zawsze sucha. A więc na brytyjskim Silverstone zawsze jest szaro i pochmurno i nigdy nie uświadczymy tam ładnej pogody czy zachodu słońca. Że o deszczu czy nocy nie wspomnę, bo tych nie tylko na tej trasie, ale również w całej grze nie uświadczymy. Pędząc przez praski Most Karola zawsze słońce będzie świeciło nam w twarz. Nie ma innej opcji. A szkoda.

O dźwięku nie będę się tyle rozpisywał. Jest perfekcyjny. Wszystko brzmi dokładnie tak, jak powinno. Jeżeli czyta to któryś z moich sąsiadów, to okazja do publicznych przeprosin. Forza Motorport 5 wręcz aż prosi się o to, by rozkręcić przy niej dobre głośniki i upajać się rykiem silników. Jakość dźwięku to najwyższa klasa. A muzyka? Dodaje odpowiedniej atmosfery. Nie mamy tu żadnych rockowych, popowych czy innych kawałków. Forza Motorsport 5 ma instrumentalny, symfoniczny soundtrack, bardzo dynamiczny w swojej naturze. Wyobraźcie sobie podkład muzyczny z jakiejś pościgowej sceny w wysokobudżetowym filmie akcji. Mniej więcej zrozumiecie co mam na myśli. Jest idealnie.

No dobrze, a jak w to się gra?

Forza Motorport 5 nie zaskoczy ani fanów Gran Turismo, ani poprzednich odsłon tej serii. To nadal pół-symulacyjny, pół-arcade’owy model jazdy, który jest dość wymagający, ale też nie powoduje frustracji. Na wyróżnienie zasługuje wyżej wspomiany nacisk na to, by każdy z samochodów zachowywał się tak, jak jego odpowiednik w rzeczywistości. Oznacza to, że decydując się na nowy pojazd właściwie trzeba uczyć się wszystkich tras od nowa, by wiedzieć jaką obrać taktykę na każdy zakręt czy łuk czy prostą. A jak jeszcze zdecydujemy się ulepszyć nasz pojazd o nowe, lepsze części, to mamy dodatkową zabawę.

Abu Dhabi... słońce, palmy i samochód wart pół miliona dolarów. Do twojej dyspozycji.
Abu Dhabi… słońce, palmy i samochód wart pół miliona dolarów. Do twojej dyspozycji.

Gra zachowuje znakomitą równowagę pomiędzy byciem produktem rozrywkowym, a takim, który wymaga od gracza koncentracji i ciągłej pracy przy gazie, półgazie, pompowaniu hamulców i tak dalej. Pod tym względem jest bardzo miodnie. Warto wyłączyć wszystkie ułatwienia (ja sobie zostawiłem tylko automatyczne skrzynię biegów i sprzęgło), bo Forza naprawdę chce, byś się nie frustrował, a zarazem by gra była wyzwaniem. Osiągnięto to za pomocą tej samej sztuczki, co w poprzednich częściach (i w grach DiRT), a więc interaktywnymi powtórkami. Źle wszedłeś w zakręt? Wpadłaś w niekontrolowany poślizg, przez co wyprzedziło cię kilku zawodników? Nie szkodzi. Wciśnij „Y”, cofnij się w czasie i podejdź do problemu raz jeszcze. Nie musisz powtarzać całego wyścigu, możesz zacząć od momentu, w którym coś poszło nie tak. Przy czym możesz to zrobić tyle razy, ile chcesz. „Jedyną” konsekwencją jest zredukowanie wypłaty za wyścig: każda powtórka to o 1 proc. mniej kasy. A typowy wyścig, jeżeli chcesz wygrać i nie jesteś maniakiem samochodówek, to może być nawet 20 powtórek. Co nie oznacza, że gra jest łatwa.

Mam już swoje doświadczenie w „samochodówkach”, gram w Forzę bez osłabiania ani sztucznego ulepszania zdolności przeciwników i rzadko kończę wyścig jako pierwszy. Zazwyczaj jestem drugi albo trzeci (lub później, ale wtedy powtarzam wyścig 😉 ). Powtórki więc nie czynią z Forzy gry prostej (zakładając, że się wyłączyło wszystkie ułatwienia i gra się w trybie „symulacyjnym”). Czynią z nią grę wyjątkowo mało frustrującą.

A skoro już o sztucznej inteligencji mowa, to tu również należą się brawa. Forza Motorsport 5 ma jedno z najlepszych AI, jakie widziałem. Przeciwnicy zachowują się naturalnie, nie jeżdżą jak po sznurku, potrafią walczyć o swoje między sobą i z nami. Nie „przeginają” też w drugą stronę, a więc wyścig nie zamienia się w Destruction Derby. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak powinno.

Studio Turn 10, odpowiedzialne za stworzenie tej gry, zapowiada, że to dopiero początek. Forza Motorport 5  jest bowiem jedną z pierwszych gier, które aktywnie wykorzystują chmurę obliczeniową Xbox Live, dostępną dla wszystkich deweloperów piszących gry dla Xboksa One. Gra cały czas analizuje zachowanie wszystkich graczy, którzy w nią grają i uczy się od nich. Ma to dwa cele. Po pierwsze, im więcej wszyscy będziemy grać w Forzę, tym więcej danych na temat zachowań „ludzkich” będzie dysponowało Turn 10, mogąc jeszcze skuteczniej stroić sztuczną inteliencję. A po drugie… nawet grając w trybie dla pojedynczego gracza, ścigamy się de facto z naszymi znajomymi i innymi graczami korzystającymi z Xbox Live. Przed każdym wyścigiem w trybie single player gra pobiera informacje z chmury na temat graczy i umieszcza ich cyfrowe odpowiedniki na trasie. Jeżeli wasz kolega jeździ agresywnie i lubi atakować inne pojazdy, próbując wprowadzić je w poślizg, to jego komputerowy odpowiednik, podpisany jego pseudonimem, również będzie tak grał. Jeżeli koleżanka preferuje techniczną jazdę, to jej styl prowadzenia będzie odwzorowany przez sztuczną inteligencję. Nawet gusty naszych znajomych i innych graczy są odzworowane. Ewa Lalik była u mnie w gościach i pograła chwilę w Forzę, ozdabiając swojego Nissana… kwiatami (sorry, Ewa, musiałem 😉 ). Reprezentująca ją sztuczna inteligencja więc chętnie wybiera Nissany i ozdabia je w podobne wzory.

Podsumowanie

Forza Motorsport 5 jest o krok od bycia grą doskonałą. Jest świetnie zbalansowana, ma przepiękną oprawę graficzną, perfekcyjną oprawę dźwiękową, bardzo fajny model jazdy, a przede wszystkim niesamowity klimat, będący zasługą współpracy z redakcją TopGeara, który pozwala ci pokochać samochody, które prowadzisz.

Niestety, ów krok którego zabrakło, jest dość istotny. Grze zdecydowanie przydałoby się więcej tras i większa na nich różnorodność (dzień, noc, zmienne warunki pogodowe). Wkurzają też drobne graficzne niedoróbki, jak brak wygładzania krawędzi (anty-aliasing), przez co mimo rozdzielczości 1080p, widać miejscami „ząbkowanie” obiektów, a także tekstury mogłby być podmieniane na gorsze nieco dalej od obserwatora.

To jednak obowiązkowy zakup dla każdego fana samochodówek, jeżeli ów fan posiada Xboksa One. Jak już mówiłem, Forza Motorsport 5 zdecydowanie nie jest ideałem. Ale do jego osiągnięcia zabrakło naprawdę bardzo niewiele.

Czytaj również: To nie tylko gra. To przede wszystkim wielkie święto wszystkich fanów czterech kółek – recenzja Gran Turismo 6.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement