Koniec z papierowymi podręcznikami w USA?
Z gabinetu prezydenta Obamy docierają informacje o planach porzucenia podręczników szkolnych i uczelnianych w formie drukowanej na rzecz elektronicznych. (więcej…)
Z gabinetu prezydenta Obamy docierają informacje o planach porzucenia podręczników szkolnych i uczelnianych w formie drukowanej na rzecz elektronicznych. (więcej…)
Tajwański producent sprzętu powiadomił wczoraj na Twitterze użytkowników swojego najnowszego tabletu z Androidem, że narzędzie pozwalające na odszyfrowanie bootloadera powinno pojawić się w lutym. (więcej…)
Sposobów na rozwiązanie problemu powielania funkcjonalności przez tablet i telefon z tym samym systemem operacyjnym widzieliśmy już kilka. Niezależnie jednak o tego, czy była to błyskawiczna i automatyczna synchronizacja bezprzewodowa za pośrednictwem sieci operatora czy przez Bluetooth, w znakomitej większości przypadków efekt końcowy był taki sam – dwa osobne urządzenia. Propozycja Asusa – Padfone, jest jednak zupełnie inna i na dodatek nie będziemy musieli czekać na nią już zbyt długo – debiut tego tandemu tabletu i smartfona ma mieć miejsce już w lutym tego roku.
Według wielu komentatorów, ostatni „duży” występ Microsoftu na Consumer Electronics Show był dość rozczarowujący. Spodziewaliśmy się fajerwerków, przełomowych faktów na temat Windows 8, Windows Phone, Windows Marketplace. Spodziewaliśmy się rewolucji, czegoś co powali nas na kolana, a jeśli nawet nie, będzie i tak tematem wystarczającym do dyskusji przez długi czas po zakończeniu konferencji.
Ostatecznie jednak okazało się, że z wyjątkiem zaledwie kilku naprawdę interesujących informacji, nie dowiedzieliśmy się praktycznie niczego nowego i większość nowości nie była dla nas żadnymi nowościami. Ot po prostu przedstawicie Microsoftu potwierdzili po raz kolejny to, co mówili już wcześniej, poopowiadali o tym, w czym pokładają największe nadzieje, zaprezentowali kilka ultrabooków z nowym Windowsem, ogłosili rozpoczęcie przedsprzedaży Kinecta dla PC (co akurat JEST ważne), powspominali jak było kiedyś na CES i… zakończyli konferencję. Teoretycznie więc nuda, ale w rzeczywistości nie był to po prostu dobry okres na prezentację, a do tego większość nowych produktów giganta z Redmont jest już tak mocno wyczekiwana przez klientów, że zdołają się one „obronić” bez robienia wokół nich dodatkowego zamieszania.
Świat obiegły wczoraj dwie istotne informacje dotyczące obecnego i… przyszłego tabletu produkowanego przez Apple. Z jednej z nich mogliśmy się dowiedzieć, że w świątecznych planach sprzedażowych dotyczących właśnie tego urządzenia mocno namieszał nowy tablet od Amazonu – Kindle Fire, natomiast według drugiej, (częściowo) w odpowiedzi na jego premierę i szokująco niską dla większości cenę, w przyszłym roku doczekamy się nie jednej, a dwóch nowych odsłon iPada. Pierwsza z nich, najprawdopodobniej z ekranem o podwyższonej rozdzielczości i nowych procesorem ma być produktem z najwyższej półki w ofercie Apple, natomiast kolejny, wraz z wyraźnie przecenionym iPadem 2, mają zaspokoić potrzeby klientów mniej wymagających lub mniej zamożnych, a ich ceny powinny wynosić w przypadku wersji najuboższych 299$ i 399$.
W ten sposób Apple miałby powalczyć na „całej szerokości rynku” – od niemal bezpośrednich starć z Kindle Fire i jego naśladowcami, którzy być może pojawia się w przyszłości, średniakami (lub po prostu nieco przecenionymi tabletami konkurencji) oraz pierwszą ligą, której członkowie charakteryzują się najlepszymi parametrami i przy tym stosunkowo wysoką ceną. W obydwu przypadkach wypada mieć jednak co najmniej bardzo poważne wątpliwości, zanim uwierzy się w faktyczną wartość tych informacji.
Miał być wyłącznie narzędziem do konsumpcji treści oferowanych przez Amazon, z Androidem zmodyfikowanym praktycznie nie do poznania, a tymczasem staje się powoli pełnoprawnym tabletem z tym systemem operacyjnym w wersji „czystej”. Co najciekawsze, okazuje się że nawet to urządzenie, oferowane klientom za 199$, jest w stanie całkiem dobrze poradzić sobie z najnowszą wersją systemu operacyjnego od Google – Ice Cream Sandwich.
Wygląda na to, że bez większego rozgłosu rozegrana została jedna z najważniejszych partii w świecie technologii mobilnych, decydująca o tym, kto jako pierwszy zyska szanse na podbicie rynku komputerów z Windows 8, wykorzystujących procesory oparate na architekturze ARM.
Jeśli źródła Digitimes się nie mylą, Qualcomm podejmie współpracę z Samsung Electronics i Sony, Texas Instruments z Toshibą oraz Samsung Electronics, natomiast Nvidia wesprze Lenovo i Acera.
Niezbyt długo nacieszył się rynkowym życiem 7-calowy tablet z Androidem produkowany przez Della. Wprowadzony na rynek w pierwszej połowie tego roku Streak 7” ostatecznie zniknął już z oficjalnej strony producenta i nie ma już żadnej możliwości zamówienia go w ten sposób.
Tablet, wyposażony w procesor o taktowaniu 1GHz, 512 MB RAM, system Android (zaktualizowany niedawno do wersji 3.2), 16 GB wbudowanej pamięci oraz slot na karty microSD, miało pomóc jego producentowi w walce o rynek tabletów, na którym furory nie zrobił wcześniej jego 5-calowy odpowiednik. Niestety również i w tym przypadku, pomimo tego, że urządzenie dało się w końcu zakwalifikować do jednej z ogólnych kategorii (w przypadku Streak 5” nie było wiadomo czy jest to tablet czy telefon), spodziewanego sukcesu nie udało się odnieść.
Jaki jest największy rynek zbytu na smartfony na świecie? Do niedawna były to Stany Zjednoczone, jednak w momencie, kiedy do posiadania smartfona przyznaje się tam już niemal połowa wszystkich użytkowników telefonów komórkowych, łatwy do przewidzenia był przynajmniej delikatny spadek popytu na tego typu urządzenia. Skorzystać na tym postanowiły Chiny, które w tym kwartale, z wynikiem 23,9 miliona „przyjętych” smartfonów, po raz pierwszy objęło prowadzenie w tej klasyfikacji. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę jeden z największych do tej pory producentów komputerów osobistych – „lokalne” Lenovo, które właśnie tam planuje rozpocząć walkę o popularność swojej nowej (lub po prostu „rozbudowanej”) linii produktów – LePad i LePhone.
Nie są to pierwsze próby wejścia Lenovo w ten segment rynku, choć trzeba przyznać, że wcześniejsze próby nie były ani aż tak odważne ani nie posiadały aż tak konkretnej „grupy docelowej” (choć w tym przypadku zdefiniowanej regionalnie). Pierwszym smartfonem którego zadaniem było wysondowanie rynku, był debiutujący jeszcze w kwietniu zeszłego LePhone, pracujący pod kontrolą Androida w wersji 2.0 i wyposażony w ekran AMOLED o wysokiej rozdzielczości, procesor o taktowaniu 1GHz oraz moduł radiowy umożliwiający poprawne funkcjonowanie w sieciach chińskich operatorów. Wbrew początkowym domysłom, urządzenia nie zdecydowano się oferować poza granicami państwa, w związku z czym niezwykle ciekawy produkt (z oryginalnie doczepianą „laptopową” klawiaturą) nie miał najmniejszych szans na odniesienie spektakularnego sukcesu, przynajmniej takiego, o którym moglibyśmy usłyszeć (w raportach Lenovo również było raczej cicho na jego temat).
Wizja, zaprezentowana nam po raz pierwszy dobrych kilka lat temu (2007) przez Microsoft, mogła pobudzić wyobraźnię praktycznie każdego, niezależnie od tego, czy był wielkim entuzjastą technologii czy po prostu jest zwykłym użytkownikiem. Surface, mający być w uproszczeniu połączeniem telewizora (pod względem wymiarów), komputera (pod względem możliwości) oraz… stołu (pod względem sposobu „montażu”), z innowacyjnym sposobem obsługi i niemal nieograniczonym zastosowaniem, z miejsca stał się jedną z najbardziej futurystycznych ciekawostek ostatnich lat. Urządzenie było jednak równie oryginalne, co drogie – trzeba było zapłacić za nie ponad 12 000$, co w naturalny sposób wykluczało jego komercyjny sukces. Okazuje się jednak, że cena takiego „dotykowego biurka” nie musi być wcale taka zawrotna i już wkrótce praktycznie każdy z nas będzie mógł sobie pozwolić na taki gadżet.
Rozwiązaniem „cenowego” problemu nie jest niestety również kolejny produkt wyposażony w Microsoft Surface. Za przygotowany przez Samsunga 40-calowy SUR40 zapłacimy bowiem w dalszym ciągu niemałe pieniądze – 8400$. Kto z nas zdecyduje się na taki wydatek, nawet jeśli uzna, że coś takiego mogłoby okazać mu się niezwykle przydatne? Prawdopodobnie nikt. Microsoft wprawdzie początkowo zakładał, że w ciągu kilku lat od debiutu pierwszego wydania urządzeń z Surface, ich cena powinna spać do przyzwoitego poziomu, jednak być może komuś uda się ich wyprzedzić. Tym kimś może być ExoPC, ze swoim EXODesk, który prezentuje się nie tylko niesamowicie atrakcyjnie, co wręcz nieprzyzwoicie tanio.
Android jest już prawie wszędzie – w smartfonach, które praktycznie zdominował, trafiając na ponad połowę wszystkich tego typu urządzeń w ostatnim kwartale, tabletach, których z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej, w „przystawkach” do telewizorów czy nawet samych telewizorach, a niedługo trafi pewnie i do naszych lodówek. Szukając mu kolejnego miejsca, w którym mógłby zaznaczyć swoją „zieloną” obecność, producenci zaczynają jednak docierać do granic absurdu, tak, jak najprawdopodobniej jeszcze w tym miesiącu uczyni to Lenovo, instalując „robota” jako jeden z dwóch dedykowanych systemów na odświeżonej wersji swojego najbardziej prestiżowego laptopa – ThinkPada X1. Pytanie tylko po co?
Oczywiście jeden ze slajdów, które nieoficjalnie dostały się kilka dni temu do internetu, w teorii odpowiada wyczerpująco na to pytanie. Android (sądząc po zrzucie ekranu na prezentacji, identycznego z tym, co widzieliśmy już na tabletach tego producenta) ma spełnić marzenie użytkowników laptopów, któremu do tej pory praktycznie nikt nie był w stanie podołać – natychmiastowego uruchomienia w dosłownie sekundę po wciśnięciu przycisku „Power” na obudowie. Najprawdopodobniej w tym przypadku, odpowiednio zmodyfikowany, z kolejną nakładką niemal uniemożliwiającą rozpoznanie Androida jako systemu, który działa pod przygotowaną przez producenta „powłoką”, zapewniłaby błyskawiczny dostęp do najbardziej podstawowych funkcji komputera – przeglądarki, poczty oraz multimediów. Zgodnie z raczej oszczędnym opisem Lenovo, w takim trybie użytkowania uzyskalibyśmy również dwukrotnie lepszy czas pracy na baterii, który w przypadku biznesowego ultrabooka z serii ThinkPad raczej nie należy do wybitnych. Tutaj, zamiast 4 godzin moglibyśmy uzyskać nawet 8 przy oglądaniu wideo oraz 10 przy przeglądaniu internetu.
Rynek komputerów stacjonarnych, laptopów, netbooków i innych ich „klasycznych” odmian w Europie zachodniej, w przeciwieństwie do rynku światowego, ma się mizernie, żeby nie powiedzieć wręcz: słabo. Pomimo tego, że cała branża zanotowała na wszystkich kontynentach w ostatnim kwartale wzrost o niecałe 5%, Europejczycy byli o wiele mniej skłonni do zakupu produktów, które można odnaleźć praktycznie w każdym gospodarstwie, generując tym samym spadek w wysokości łącznej ponad 11% w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku. W dogonieniu wyników sprzed 12 miesięcy nie pomógł nawet przeważnie przychylny producentom i dystrybutorom okres powrotu do szkół, kiedy sprzedaż powinna niezależnie od wszystkiego przynajmniej odrobinę wzrosnąć. Okazuje się jednak, że nie jest aż tak tragicznie jak mogłoby się wydawać i w dalszym ciągu niektórzy z graczy pokazują, że można na tym rynku jeszcze sporo ugrać.
Największym zwycięzcą okazał się w tym przypadku ASUS – komputerów oznaczonych tym logo sprzedało się w ciągu ostatnich trzech miesięcy o ponad 20% więcej niż rok temu, co pozwoliło temu producentowi wspiąć się aż na trzecie miejsce wśród największych dostawców, spychając tym samym Della na pierwszą pozycję poza podium. Łączny udział ASUS’a w rynku wyniósł 10,6%, co przełożyło się na ponad 1,5 miliona nowych klientów.
W momencie, kiedy na rynek trafiły urządzenia takie jak Samsung Galaxy S2 czy HTC Sensation, wydawało się nam, że producenci nie są nas już w stanie zaskoczyć niczym, co będzie miało jeszcze jakiekolwiek prawo nazywać się telefonem. Ponad 4 cale przekątnej były rozmiarem dla wielu z nas zbyt dużym, aby zaakceptować go jako urządzenie „codziennego użytku”. Twórcy smartfonów nie zamierzali jednak na tym poprzestać i nie tak dawno temu na rynek trafiły dwa giganty – HTC Titan, z wyświetlaczem o przekątnej 4,7″ oraz przetestowany przez nas właśnie Samsung Galaxy Note o przekątnej jeszcze większej. 5,3″ sprawia, że ciężko na pierwszy rzut oka myśleć o nim, jako o telefonie, ale rzeczywistość pokazuje, że nie jest to jednak tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać…
Ekran dotykowy (oczywiście oporowy) obsługiwany rysikiem albo pełna klawiatura QWERTY. Skomplikowane, mało intuicyjne menu, ale za to kryjące niemal nieograniczone możliwości. Najnowsze zdobycze technologii zamknięte w niewielkiej obudowie, prestiżowy wygląd i w końcu „prestiżowa” cena. Taki właśnie obraz „telefonu biznesowego” funkcjonował do niedawna w masowej świadomości, kiedy to podział pomiędzy „telefonami dla ludu” a „telefonami dla kadry kierowniczej” był oczywisty, wyraźny i niósł ze sobą jakąkolwiek informację na temat urządzenia. Czasy jednak zmieniły się na tyle, że zdecydowanie warto zastanowić się co najmniej kilka razy, zanim użyjemy tego sformułowania w odniesieniu do jakiegokolwiek telefonu, smartfonu czy nawet tabletu.
Oczywiście, mogą istnieć pewne przesłanki, nakazujące nam określić telefon jako „biznesowy”. Jeśli jednak przyjrzymy się im bliżej, ostatecznie praktycznie każdy z oferowanych obecnie na rynku smartfonów doskonale nadaje się do wykonywania powierzonych mu zdań, niezależnie od wielkości firmy, w której ma zostać zastosowany.
Tablety pracujące pod kontrolą „stacjonarnej” wersji Windowsa nigdy nie były wstanie osiągnąć popularności, którą udaje się obecnie zyskać urządzeniom teoretycznie od nich słabszym i pod wieloma względami mocniej ograniczonym. Powodów było wiele – od nieszczególnej wydajności, przez dużą masę i krótki czas pracy na baterii, aż po nieszczególnie dostosowany do obsługi palcem (wcześniej: rysikiem) interfejs i najczęściej astronomiczne ceny (przeważnie dwukrotnie przewyższające koszt „obecnych” tabletów). W momencie, kiedy wydawało się, że producenci nie będą marnować czasu ani pieniędzy na kolejnego tego typu urządzenia, czekając raczej na potencjalnie rewolucyjny Windows 8, przypomniały o sobie niemal jednocześnie cztery niezależne firmy – Samsung, Asus, Dell i HP.
Każdy z nich w ciągu ostatnich tygodni wprowadził (lub wprowadzi w najbliższym czasie) na sklepowe półki po jednym nowym tablecie w wersji „klasycznej” – z Windows 7. Każdy z nich również mocniej niż do tej pory zaznaczył grupę docelową swoich produktów, co pozwoli prawdopodobnie uniknąć rozczarowań. Samsung Series 7, HP Slate 2, Dell Latitude ST czy ASUS EEE Slate B121 nie zachwycą bowiem specjalnie nikogo, kogo zauroczył iPad czy chociażby tablety pochodzące np. z serii Galaxy, wyposażone w Androida. Ich twórcy opisują je jako tablety przeznaczone praktycznie wyłącznie dla klasy biznesowej i ciężko się z tym nie zgodzić.