Neil Young nie ma racji, jakość nie uratuje muzyki – muzyka nie potrzebuje ratunku
Neil Young uważa, że dzisiejsze formaty cyfrowej muzyki oferują tylko 5% jakości, którą muzyka oferowała kiedyś – i mówi tu o winylach i tym podobnych. Young czeka, aż jakiś “bogaty facet” stworzy format o wysokiej jakości dźwięku i odpowiednie odtwarzacze. Stwierdził też, że jeden taki utwór mógłby pobierać się nawet pół godziny, o ile będzie dobrej jakości. Mam wrażenie, że Young żyje w jakimś innym świecie i ma trochę racji tylko w jednej kwestii – że internet i “piractwo” to nowe radio. Jednak Young widzi to nowe radio jako formę skuszenia do kupowania, a przecież rzeczywistość wygląda inaczej.
Pierwsza sprawa to oczywiście pytanie, czy na przykład w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych ludzie faktycznie słuchali muzyki o lepszej jakości. Mnie nie było wtedy na świecie, ale wiem na przykład, że sprzęty zarówno do nagrywania jak i odtwarzania były po prostu inne i cały proces produkcji i dystrybucji nie był wcale tak jakościowy, zwłaszcza w porównaniu do dzisiejszych technologii. Poza tym najsłabsze ogniwo, czyli odbiorca końcowy, było i jest wciąż problemem. Co z tego, że według Younga kupujący otrzymywał “100 procent jakości”, gdy odtwarzał je tanim sprzęcie, kiepskich, wbudowanych głośnikach czy innych podobnych źródłach dźwięku. Gdzie te “100 procent jakości”?