Spider's Web

Wpisy z działu: cloud computing

Synchronizacja kalendarzy w chmurze to wciąż koszmar

icloud_cal

Podstawowe wydawałoby się usługi technologicznej chmury, takie jak  synchronizacja kontaktów, maila i kalendarzy nie powinny już dziś przysparzać żadnych kłopotów użytkownikom. Niestety, konsumencka chmura ciągle cierpi na brak cross-platformowej usługi – albo jesteś na wszystkich urządzeniach od jednego producenta, albo masz problemy. Gigantyczne problemy.

Wiele obiecywałem sobie po iCloud. W końcu po kompromitujących problemach z MobileMe Apple nie mógł znowu zepsuć swojej usługi chmurnej – mówiłem sobie. Niestety zawód jaki spotkał mnie po premierze iCloud był chyba jeszcze większy niż na początku w przypadku MobileMe. Nie dość, że jakość synchronizacji e-maila na koncie me.com wcale się nie polepszyła w stosunku do tej z poprzedniej wersji usługi (szybkość synchronizacji w desktopowych programach pocztowych ma się nijak do tej, którą oferuje Google, a webowy klient to już zupełny brak ergonomii), to na dodatek Apple posunął się do najgorszego działania - iCloud obsługuje jedynie synchronizację iCloud. Nici więc z synchronizacji kontaktów i kalendarzy Google’a w iCloud. To dyskwalifikuje w moich oczach usługę Apple’a w przedbiegach.

Android, chmura, prywatność, cenzura – rok minął, żadnej rewolucji nie było

words

Podsumowania roku może i są lekko infantylne, ale ciężko znaleźć inną okazję, która pozwalałaby na spojrzenie na konkretny okres czasu i umowne oddzielenie go od kolejnego. Rok temu nazwałam 2010 rokiem Androida. I wiecie co? W tym roku niewiele się zmieniło – Google niczym taran prze do przodu w dziesiątkach nowych smartfonów, z coraz nowszymi wersjami systemu i praktycznie tymi samymi problemami. Znaczy – umownymi problemami, czyli fragmentacją, darmowością, potencjalną konkurencją. Apple wciąż zarabia na swoich konsumentach ogromne pieniądze i każde nowe iUrządzenie jest hitem, ba, nawet udziały Windows Phone’a w rynku smartfonów nie mają na razie żadnego znaczenia – jak rok temu.

Wojna na liczbę aplikacji w mobilnych sklepach przycichła, WebOS w rękach HP zdechł i zostanie systemem open-source’owym, Symbian wciąż kona, ale ciągle jest najpopularniejszy, rynku mimo wszystko nie zalały tanie urządzenia od Huawei czy ZTE, pecety jeszcze nie zeszły, a wręcz odradzają się formie ultrabooków, kolejny rok z rzędu geolokalizacja nie stała się globalnym hitem, Facebook nie przekroczył magicznej granicy miliarda użytkowników, “curation” nie trafił pod strzechy… Mogłabym tak jeszcze długo. Rewolucji nie było. Więcej – w 2012 roku rewolucji również nie będzie! Nie będzie fajerwerków, nowych, niesamowitych i zmieniających rzeczywistość usług. Co będzie? To co w 2011. Stopniowe odmienianie nawyków i popularyzjacja pewnych trendów, która odbywa się niejako w tle.

Niby tylko mała drukarka, ale jak cieszy! Ewa: wolę coś przydatnego

Rzadko się zdarza, żebyśmy na Spider’s Web dublowali się tematycznie (bo w znacznej większości przypadków uzgadniamy tematy, na dodatek mamy wewnętrzny podział na „zainteresowania”). No, ale tym razem nam się zdarzyło – zarówno ja, jak i Ewa, napisaliśmy na ten sam temat i oboje czujemy się przywiązani do swoich tekstów. I choć temat nie jest jakoś wybitnie istotny, to jednak oba teksty pokazują zupełnie inną ocenę opisywanego tematu. Dlatego w nietypowy sposób decydujemy się opublikować oba teksty. I to naraz. Dwa w jednym. 

Kongres martwi się o prywatność użytkowników Kindle Fire. I chyba tylko on.

Nie od dziś doskonale wiadomo, że szczegółowe informacje na nasz temat są jedną z najcenniejszych „rzeczy” dla wszelkiego rodzaju usługodawców i producentów. Oczywiste jest też to, że nie oddamy ich za darmo, co z kolei wymusza przygotowanie dla nas „ofert nie do odrzucenia”. W przypadku Google może to być zestaw bezpłatnych narzędzi, takich jak poczta email czy edytory dokumentów, podczas gdy Amazon postanowił zaoferować nam ponadprzeciętnie wydajną przeglądarkę. Problem jedynie w tym, że w rezultacie wszystkie nasze ruchy w internecie zostaną skrzętnie zapisane i magazynowane przez stosunkowo długi czas. Zdaniem niektórych, zagrożenie dla naszej prywatności okazało się na tyle poważne, że całą sprawą zainteresował się tym razem nawet amerykański kongres.

W wystosowanym niedawno do Amazonu liście, kongresmeni zadają dość standardowe pytania, o to które informacje będą przechowywane, jak będą wykorzystywane i czy będzie możliwość odmowy udostępnienia tych danych. Na udzielenie odpowiedzi producent Kindle Fire będzie miał kilka tygodni, co nie powinno być dla niego specjalnym wyzwaniem – na sporą część z powyższych pytań odpowiedział już w ciągu kilkunastu godzin od pierwszej oficjalnej prezentacji swojego nowego tabletu. Zabrakło właściwie jednej – do czego dokładnie będą (z wyjątkiem przyspieszenia pracy przeglądarki) wykorzystywane informacje na nasz temat, przy założeniu, że oczywiście „nie ma nic za darmo”. Teoretycznie nasze dane mają być gromadzone całkowicie anonimowo, jednak czy tak ogromny dostawca treści świadomie odetnie się od znajdującej się na wyciągnięcie ręki bazy, pozwalającej „podsunąć” nam najbardziej odpowiedni dla nas produkt?

Start iCloud to wielka szansa

Dziś startuje pierwsza chmura dla mas. Dość ograniczonego sprzętowo, bo tylko dla posiadaczy urządzeń Apple, ale na świecie jest to ponad 100 milionów użytkowników iPhone, z których całkiem spora grupa posiada pełny ekosystem urządzeń.

Oczywiście miliony osób korzystają już z chmury Google, pewnie po części wyłącznie z Gmaila, jednak jest to na dzień dzisiejszy najpopularniejsze rozwiązanie pracy w chmurze. Chmura od Apple jest za to  pierwszym tak dużym projektem, który wyraźnie zaznacza działanie w oparciu o Cloud Computing.

Synchronizacji! Wszyscy chcemy lepszej synchronizacji!

Wraz z rozwojem chmury użytkowników czeka świetlana przyszłość. Ekosystemy, czyli integrowanie wielu usług i poszerzanie portfolio tak, by zaspokajały w jak największym stopniu potrzeby stały się podstawową ścieżką rozwoju usług konsumenckich. Bardzo dobrze, bo to to, czego potrzebują klienci. To co mamy na razie, to tylko zapowiedź przyszłości. Mamy już jednak przedsmak tego, co może być możliwe i lepiej, żeby producenci pośpieszyli się z implementacją synchronizacji między urządzeniami. Tego bowiem chcą użytkownicy – wygodnej pracy.

Od dawna ułamek tego, co nasz czeka w przyszłości oferuje Google i Android. Synchronizacja kontaktów czy kalendarza niezależnie od urządzenia to wielce przydatna rzecz. Ostatnio dzięki aplikacji Google+ i funkcji Instant Upload dotyczy to również zdjęć – są one przesyłane w tle, potem automatycznie umieszczane na nowym urządzeniu.

Chmura od Ubuntu pokazuje, że Linux jeszcze powalczy

Ostatnimi czasy poszukiwałam usługi synchronizacji i przechowywania plików w chmurze, które sprawdziłoby się na wszystkich moich używanych na codzień urządzeniach i po prostu działało nie powodując problemów. Może popadłam w paranoję, ale kolejne zmiany regulaminu Dropboksa i konieczność ponownej synchronizacji danych na Linuksie, mimo iż dane te już tam tkwiły synchronizowane Windowsem spowodowały chęć zmiany. Skoro i tak muszę synchronizować drugi raz, to nie musi to być Dropbox. Po sprawdzeniu kilku serwisów okazało się, że naciemniej pod latarnią i przecież używam Ubuntu, które ma usługę synchronizacji – Ubuntu One. W końcu Ubuntu to pierwszy system, który ma chmurę zaimplementowaną systemowo chmurę, dlaczego nie skorzystać? Okazało się, że open-source w wykonaniu Canonicala i Ubuntu to całkiem przyjemna usługa, na dodatek coraz mocniej rozwijana. Świetnie wpisuje się to w agresywne plany zdobywania przez Ubuntu coraz większych części rynku. U1 jest jedną z usług, które mają temu pomóc. Tak samo jak nowe oferty dla biznesu.

Dla użytkowników Ubuntu Ubuntu One ma oczywistą przewagę nad innymi rozwiązaniami – One jest dostarczane wraz z systemem, więc odpada konieczość instalowania czegokolwiek. Usługa, która niedawno świętowała drugą rocznicę powstania ostatnimi czasy rozwija się coraz mocniej.

Spotify jest po prostu magiczny

Od kilku dni, dzięki pomocy Dawida Piaskowskiego (m.in. z serwisu BookLikes, o którym pisaliśmy) u ‘samej góry’, mam przyjemność ‘testować’ pełną i nielimitowaną wersję Spotify – hitowego start-upu ze Szwecji oferującego streaming muzyki, czyli prawa do odsłuchu online bez możliwości poboru na dysk i swobodnego dysponowania plikami muzycznymi. I muszę to wyraźnie powiedzieć – to najlepszy serwis muzyczny z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Co więcej, technologia napędzająca serwis jest tak intuicyjna, że równać może się z nią jedynie… iCloud, który dopiero zadebiutuje. Po prostu magia.

Nie, Spotify nie jest dostępne w Polsce. Nie da się założyć łatwo konta, a jak już się tę barierę przejdzie (są sposoby), to aby cieszyć się wersją ‘premium’ – a tylko taka naprawdę cieszy – to trzeba przejść kolejną barierę, która w znacznej większości przypadków okazuje się nie do przejścia, czyli posiadanie karty kredytowej wydanej w jednym z państw, w którym Spotify działa, by opłacić konto (9,99 euro miesięcznie w wersji unlimited). Po co więc o tym piszę denerwując co poniektórych? By po pierwsze udowodnić, że muzyka w chmurze nie jest przyszłością, lecz piękną teraźniejszością oraz pokazać, że naprawdę jest na co czekać.

Apple broni się iCloud. Poza tym traci miano innowatora.

W przedziwny dla siebie sposób Apple wyjawił przed konferencją co zostanie na niej pokazane. Stąd zaskoczeń jak na lekarstwo. Gdyby nie iCloud – pierwsza kompletna oferta konsumenckiej chmury na rynku, można by powiedzieć, że Apple stracił miano największego innowatora na rynku mobilnym. Nie jest też dobrze z terminami – żadna z nowości nie jest dostępna od razu, co daje do myślenia w kontekście struktury organizacyjnej Apple’a – ta firma ciągle zarządzana jest jak start-up z każdym projektem sterowanym centralnie. W okolicznościach coraz większej konkurencji, Apple zaczyna tracić cenny czas.

Przez pierwsze pół godziny długiej nawet jak na standardy Apple’a było nudno; ba, było bardzo nudno, ponieważ prawie wszystko, co pokazane zostało odnośnie nowej wersji ‘stacjonarnego’ systemu operacyjnego Mac OS X już wcześniej było prezentowane w podobnie szczegółowym pokazie (no, chyba że podniecać będziemy się pełnoekranowym trybem pracy w aplikacji… Photo Booth), na dodatek przy akompaniamencie największego rozczarowania konferencji – Lion dostępny będzie dopiero w lipcu. Choć trzeba przyznać, że kolejny miesiąc oczekiwania został osłodzony świetną wiadomością – nowy system Apple’a (w formie aktualizacji) będzie kosztował (jak przewidywałem zresztą) 29,99 dol., czyli dokładnie tyle samo co aktualizacja z Leoparda na Snow Leoparda. Na dodatek – również jak przewidywaliśmy – Lew dostępny będzie z Mac App Store.

Google Docs i Cloud Connect w walce z Microsoft Office

Google i Microsoft to firmy, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Obie firmy, które stały się w dzisiejszych czasach ikoną postępu technologicznego działają przecież na zupełnie innych rynkach. Microsoft, producent oprogramowania i hardware. Google, lider usług dostarczanych do klienta za pomocą internetu. W ostatnich latach dwie firmy zaczęły jednak się do siebie zbliżać. Rozwijając swoje produkty jeden zaczął pracować nad pomysłami, które są domeną drugiego i odwrotnie. Coraz częściej jednak dwaj giganci wpływają na swoje wody terytorialne, a to jak wiemy prowadzi wcześniej czy później do konfliktu. Podobne pomysły i cele prowadzą do rywalizacji, które dla nas klientów i końcowych użytkowników najczęściej przynosi pozytywne efekty.

Dzisiejszy rynek podobnie jak próżni nie znosi stagnacji. Branża oparta na najnowszej technologii opiera się na nieustannym rozwoju i poszukiwaniu nowych dróg. Naturalne jest więc wchodzenie wielu firm na tereny dla nich dziewicze. Chcąc się rozwijać opracowuje się nowe produkty. A co się stanie jeśli na wcześniej nie odkrytym przez nas terenie okaże się, że już ktoś tam jest o wiele wcześniej niż my? Obie strony będą starać się zdobyć jak najwięcej przestrzeni dla siebie, próbując udowodnić kto był pierwszy i lepszy. Rywalizacja trwa w ulepszaniu i promocji wyszukiwarki Bing, Google zalewa świat Androidem, a Microsoft, próbuje się odnaleźć w tym wszystkim pracując na Windows Phone 7. Posunięcia każdej firmy są gorąco komentowane w sieci, a przysłowiową oliwą do ognia jest Google Docs i Web Office Microsoftu.

Co to jest „cloud”? Tłumaczą 11-latkowie (wideo)

Dla 11-letnich dziś osób internet istnieje „od zawsze”, e-mail jest synonimiem przeszłości, a słowo „Kindle” nie ma nic wspólnego z ogniem? Posłuchajcie jak tłumaczą czym jest „technologiczna chmura”.

Od razu powiem – to nie jest „śmieszny materiał”. Dzieci tłumaczą czym jest „cloud” w niezwykle naturalny, prosty sposób, ale w taki sposób że nie sposób nie zrozumieć.

O chmurze, końcu ery peceta i o tym, dlaczego notebooki ThinkPad produkuje dziś Lenovo, rozmawiamy z Kitem Lloydem z IBM.

Z Kitem Lloydem, dyrektorem na Europę Środkową i Wschodnią działów komunikacji i dystrybucji IBM, rozmawia Michał Młynarczyk. Ilustracje: Kamil Tatara.

Michał Młynarczyk: Cloud computing ma coraz większe znaczenie. Czy sądzi Pan, że dojdziemy do momentu, w którym nie będziemy potrzebowali pecetów?

Chmura produktywności coraz bliżej

Aktualizacja aplikacji z pakietu iWork na tablet Apple’a oraz zapowiedź Google’a o rychłych udogodnieniach dla mobilnych użytkowników Google Docs sygnalizują bardzo ważny fenomen – urządzenia mobilne stają się coraz bardziej produktywne. To kolejny istotny krok w kierunku uczynienia z tabletów oraz smartfonów urządzeniami, które w pełni zastępować będą mogły komputery stacjonarne i notebooki. Następny krok – szybki rozwój wielozadaniowości.

Dwa dni temu Apple uaktualnił Pages, Numbers oraz Keynote - czyli trzy aplikacje z pakietu biurowego iWork na iPada. Zmiany są iście rewolucyjne. Teraz każdy edytowany dokument na tablecie Apple’a może być zapisywany w iDisk – wirtualnym dysku dla posiadaczy usługi technologicznej chmury dla użytkowników indywidualnych – MobileMe. Co więcej, w najnowszej wersji iWorka wcale nie trzeba pracować na Apple’owych formatach dokumentów, bo obsługiwany jest także zestaw rozszerzeń bezdyskusyjnie najważniejszego pakietu biurowego na świecie – Microsoft Office.

Przełącz do wersji mobilnej