Ratujcie! Mam już dość mieszania rozrywki i polityki!

Zdaję sobie sprawę, że dbanie o naszą przyszłość, o lepsze jutro, to bardzo fajna i potrzebna rzecz. Jednak wszystko ma swoje granice, a ja jestem szczerze zmęczony polityczną agitką na każdym kroku.

Najlepsze filmy 2016 roku [TOP 10]

Koniec roku tuż tuż, a więc czas na filmowe podsumowanie A.D. 2016. To były ciekawe i różnorodne 12 miesięcy. Wybrałem z nich 10 najlepszych moim zdaniem filmów, jakie trafiły na polskie ekrany.

Z miłości do muzyki. „Boska Florence”, recenzja sPlay

To już się robi nudne, ale Meryl Streep ponownie jest fantastyczna! A reżyser Stephen Frears po raz kolejny dostarczył widzom pełną ciepła, humoru i wzruszeń piękną opowieść o pasji i miłości, zarówno do muzyki jak i drugiego czlowieka.

Jeszcze jedna wielka gwiazda w obsadzie „Mary Poppins Returns”

Po ponad półwieczu Mary Poppins powróci na kinowe ekrany w sequelu klasycznego filmu Disneya. Do jego obsady dołączyła właśnie Meryl Streep. 

„Tajemnice lasu”, czyli baśń z niecodziennym morałem. Recenzja sPlay

To mogła być naprawdę udana historia, jest w niej bowiem wszystko to, co trzeba, by zainteresować widza. Są książę, a nawet dwóch, biedne dziewczyny, których życie rychło ma zostać odmienione, klątwa, którą trzeba odczarować i zła wiedźma, która w istocie jest po prostu nieszczęśliwą, samotną kobietą. Rob Marshall, reżyser „Tajemnic lasu”, skądinąd mający na swoim koncie udane produkcje, takie jak „Wyznania gejszy” czy „Chicago”, nie udźwignął jednak jej ciężaru. Broadwayowski musical na ekranie nie urzeka, a zwyczajnie zaczyna męczyć.

Serialowe Love: Niebiosa na straży LGBT. „Anioły w Ameryce” z papieru na mały ekran

„Anioły w Ameryce” to produkcja, która ma już dobre 11 lat. Ten miniserial powstał w 2003 roku na podstawie sztuki o tym samym tytule (ang. „Angels in America”) autorstwa Tony’ego Kushnera, który za swoje dzieło otrzymał nagrodę Pulitzera. Obraz telewizyjny wyreżyserowany przez Mike’a Nicholsa, autora kultowego „Absolwenta” i popularnego filmu „Bliżej” (ang. „Closer”), również zdobył wiele uznania wśród różnego rodzaju jury i publiczności. W 2004 roku „Anioły w Ameryce” zgarnęły aż 5 Złotych Globów (w tym za najlepszy miniserial lub film telewizyjny) oraz 11 wyróżnień na gali Emmy (w tym także za najlepszy miniserial). 

Trudno się dziwić skoro Nichols obsadził w „Aniołach w Ameryce” same gwiazdy oraz opowiedział niebanalną, wzruszającą i metafizyczną historię. W rolach głównych możemy zobaczyć wielkie osobowości świata kina, takie jak Ala Pacino czy Meryl Streep. Dorównywać będą im nieco mniej znani, ale równie wyjątkowi aktorzy, np. Justin Kirk, Emma Thompson, Jeffrey Wright czy Patrick Wilson, chociaż ci ostatni, jeden przez udział w ekranizacji „Igrzysk Śmierci”, drugi przez rolę w „Jacku Strong”, są aktualnie znacznie bardziej rozpoznawalni niż kiedyś.

„Anioły w Ameryce” mimo naprawdę doskonałego warsztatu aktorskiego, świetnej ścieżki dźwiękowej (lejtmotyw, który słyszymy w trakcie intra rozpoczynającego odcinki jest doskonały i chwytający za serce!), fantastycznej, filmowej oprawy i genialnego klimatu nie są produkcją specjalnie popularną. Odpowiedzialna może być za to qeerowa tematyka, która tak naprawdę jest główną osią serialu.

Bo „Anioły w Ameryce” to serial o gejach z Nowego Jorku, którzy są chorzy na AIDS. Gejach, którzy poszukują własnej tożsamości w heteroseksualnym świecie pełnym facetów pod krawatami i z teczkami w rękach. O gejach, którzy się ukrywają. I o miłości.

Głównymi bohaterami tego 6 odcinkowego miniserialu, podzielonego na rozdziały, są Roy Marcus Cohn (Al Pacino) i Joe Pitt (Patrick Wilson) oraz Prior Walter (Justin Kirk) i Louis Ironson (Ben Shenkman). „Anioły w Ameryce” to tak naprawdę kilka wątków, które łączy kwestia homoseksualizmu. Na te wątki składają się historie dwóch par mężczyzn.

Pierwsza z nich, Roy i Joe, to związek wyłącznie zawodowy. Ten starszy, Cohn, ma pomóc temu młodszemu, Pittowi, wkroczyć do świata pełnego sukcesu, rautów, umów z wieloma zerami i wykwintnych alkoholi. Joe, chłopak prosty i poczciwy, nie potrafi stać się prawdziwym rekinem, ani w życiu zawodowym, ani prywatnym. Posłuszny swojej chorej żonie, próbuje odkryć siebie na nowo. Roy jest dojrzałym facetem, który niejedno w życiu przeskrobał i ma sporo na sumieniu. Pewnego dnia okazuje się, że jest chory. Na AIDS. Będąc cały czas w świetnej formie, odnosząc sukcesy, nie potrafi pogodzić się ze swoją niemocą. Nie chce sam przed sobą przyznać się do prawdy i zaakceptować nadchodzącego końca.

anioły w ameryce

Prior i Louis są parą gejów. Prior jest przebojowy, pełen życia, Louis natomiast jest znacznie spokojniejszy i nieco stłamszony przez własną, żydowską rodzinę, która nie akceptuje jego orientacji seksualnej. Obaj uzupełniają się wzajemnie i dodają sobie sił. Sielanka pryska jednak jak mydlana bańka w momencie, w którym Prior dowiaduje się i oznajmia swojemu facetowi, że ma AIDS. Wizje Aniołów, które zaczną mu od tej pory towarzyszyć skutecznie pogrążą go w samotności. Lecz to zetknięcie ze światem metafizycznym, ze światem Boga, w którego Prior nie wierzy, da mu siłę, by żyć.

„Anioły w Ameryce” to serial o mężczyznach. To oni tutaj są głównym tematem, to oni mają rozterki, to o ich życie tutaj się rozchodzi. Nie można jednak, mimo wszystko, pominąć roli kobiet w tym miniserialu.

Płeć piękna w „Aniołach w Ameryce” zwiastuje nowinę. Kobiety w mocny, nierzadko paskudny sposób, wykrzykują prawdę między oczy. Ich obecność sprzyja konfrontacji z rzeczywistością, nawet jeśli przychodzi ona z samych Niebios. Na uznanie zasługują głównie role Emmy Thompson, która wciela się w postać Anielicy, zapewniającej prawdziwie boskie doznania i Meryl Streep, która jako Ethel Greenglass Rosenberg (ciekawe wprowadzenie postaci historycznej!), będzie prześladowała w zwidach Roya.

anioły w ameryce 2

Mówiąc o doskonałym aktorstwie w „Aniołach a Ameryce”, nie sposób nie wspomnieć o Jeffrey’u Wrighcie i odgrywanej przez niego postaci transa Normana alias Belize. Ten aktor jest doskonały! Bohater, którego wykreował jest chyba najlepszym w całym miniserialu. Nie sposób go nie polubić.

„Anioły w Ameryce” to naprawdę bardzo dobra produkcja. Po obejrzeniu tego obrazu głównym elementem, który pamiętam są emocje. Nastrojowość, która budowana jest przez oświetlenie, muzykę, sceny zejścia Niebios na ziemię, jest rzeczywiście najmocniejszym punktem programu. To ona sprawia, że ten serial tak mocno zapada w pamięć.

Bolesny, momentami zabawny, wzruszający, nieraz przytłaczający przez problemy, o których mówi – takie są „Anioły w Ameryce”. Życie w raju nie zawsze dodaje skrzydeł.

Kolejna antyutopia dla młodzieży. „Dawca pamięci” – recenzja sPlay

Wyobraźcie sobie świat, w którym nie ma przemocy, wojen, głodu, chorób i korupcji. Świat, w którym wszyscy są równi i darzą się szacunkiem. Świat, w którym ten dobrobyt osiągnięto pozbawiając ludzi wolnej woli, uczuć i wspomnień, ich życie jest jest z góry zaplanowane, a każde działanie – monitorowane.

Taką wizję roztacza „Dawca Pamięci”, najnowszy film Phillipa Noyce’a, reżysera między innymi „Polowania na króliki” i „Czasu patriotów”. Powołana do życia Społeczność, zamknięta w obrębie swoistego miasta-państwa, żyje spokojnym rytmem, którego nic nie ma prawa zakłócić. O tym, czym mają zajmować się jej członkowie decyduje rada starszych, zaś każdy przejaw nieposłuszeństwa, karany jest wygnaniem. Te jednak nie zdarzają się często, bo faszerowani medykamentami ludzie w gruncie rzeczy pozbawieni są pragnień, zaś świadomość tego, co zostało im odebrane posiada jedynie jedna osoba, pełniąca funkcję Biorcy Pamięci.

Biorca jako jedyny członek Społeczności nie podlega jej ścisłemu regulaminowi, a także posiada dostęp do zbiorowych wspomnień ludzkości. Ma służyć starszyźnie radą w trudnych chwilach, lecz posiadana przez niego wiedza  nigdy nie może przedostać się na zewnątrz, bo groziłoby to zrujnowaniem wszystkiego, co udało się decydentom osiągnąć. Gdy wkraczający w dorosłość Jonas zostaje wybrany na nowego Biorcę, emocje, których doświadczy i wiedza, którą przyswoi, sprawią, że postanowi on przywrócić ludzkości jej wspomnienia.

„Dawca pamięci” to antyutopia, garściami czerpiąca z klasyków tego gatunku, z „Rokiem 1984” Orwella na czele. Zarysowana tu wizja świata jest bez wątpienia ciekawa, choć nieszczególnie oryginalna. Filmowi niestety brakuje dynamiki i napięcia, a scenariusz jest dość przewidywalny, przez co cała ta opowieść o obalaniu systemu ani specjalnie nie wciąga, ani nie wypada zbyt przekonująco.

Jest to dzieło skierowane przede wszystkim do młodego widza, przez co symbolika jest aż nazbyt oczywista, a nacisk położono na najbardziej banalne aspekty utopijnej koncepcji, te bardziej ambitne zasadniczo pomijając, albo ledwie się po nich prześlizgując. Nie jest to wada sensu strico, prowadzi jednak do tego, że starszy odbiorca będzie się na „Dawcy pamięci” nudził, a historia okaże się dla niego trywialna i oklepana.

Wyjątkowo słabo poradzili sobie aktorzy, spośród których broni się właściwie tylko Jeff Bridges. Meryl Streep wypadała zaskakująco kiepsko, Katie Holmes tylko snuje się po ekranie bez celu, a Brenton Thwaites w głównej roli jest kompletnie nieprzekonujący. Nienajlepsza gra aktorska i źle rozłożone akcenty sprawiają, że „Dawca pamięci” nie budzi żadnych emocji i nie angażuje.

dawca pamięci 2

Niemniej nie jest to film po prostu zły, ale wyraźnie sprofilowany pod określonego odbiorcę. Ma kompletnie idiotyczne zakończenie, ale zdarza mu się też kilka lepszych momentów. Pod względem ujęć, scenerii i muzyki jest całkiem estetyczny, zaś wizja świata przedstawionego jest ciekawa, nawet jeżeli niespójna. Generalnie jednak nie polecam, szkoda czasu na tego typu kiepskie średniaki.