Coraz trudniej ogląda się klasyczną telewizję. I nie chodzi tu o jakość treści

Felieton/TV 17.08.2017
Coraz trudniej ogląda się klasyczną telewizję. I nie chodzi tu o jakość treści

Trwa trudna i potrzebna dyskusja na temat komercjalizacji Internetu i wszechobecnych w nim reklam. Podobna jest potrzebna dla klasycznej telewizji ramówkowej, o czym boleśnie się przekonałem, oglądając ją po raz pierwszy od wielu miesięcy.

Pozdrawiam znad polskiego morza! Wyskoczyłem na szybki urlop, by odpocząć od służbowej presji i miejskiego zgiełku. Miejscowość? Taka, że psy tam szczekają różnymi częściami ciała, a zasięg Internetu… no jest. Jak staniesz na lewej nodze, prawą dotykając metalowego słupka i schowasz jedną rękę do kieszeni, koniecznie lewą. Nieprzewidywalna i rozczarowująca aura ogranicza nieco mój pobyt na świeżym powietrzu, więc siłą rzeczy szukam alternatywnych rozrywek. Rozrywka cyfrowa odpada. Więc zdarza mi się włączyć telewizję.

Dla kontekstu, bo ten tu jest ważny: w domu telewizor jest bardzo istotną częścią wieczornej rozrywki. Służy jednak jako główny monitor, na którym oglądane są filmy i seriale ze źródeł cyfrowych czy rozgrywane gry wideo. Telewizja ramówkowa nawet jest skonfigurowana, styczności z nią jednak nie mam. Treści na żądanie, które sam sobie mogę dobierać, spowodowały że forma ramówki przestała być dla mnie atrakcyjna. Po co o tym wszystkim piszę? By zaznaczyć, że piszę z perspektywy osoby, dla której dłuższy seans z telewizją był czymś zupełnie nowym.

Przerwy reklamowe są dłuższe niż pamiętałem. Nie to mnie jednak najbardziej zdumiało.

Znacie to? Klimatyczna scena, fajny dialog. Film zmierza ku swojemu finałowi. Buduje się klimat i… przerwa! Podpaski zawiązujące wilgoć w żel. Leki na wzdęcia. I romantyczna kolacja w sieciowym fast-foodzie. Nie mam jednak żalu o to, że telewizja przerywa program by nadać reklamy. To cholernie drogi biznes, więc z czego ma żyć? Może pod przymusem zabierać wszystkim posiadaczom odbiorników telewizyjnych jakąś opłatę, nawet jeśli jej w ogóle nie ogląda? To przecież byłoby złodziejstwo. Reklamy w telewizji muszą być emitowane, bo lepszego modelu biznesowego dla niej jeszcze nie wymyślono.

Zastanawiam się jednak, czy nie można by zmienić ich formy. Czy faktycznie badania opisujące, jaki typ widza ogląda telewizję o jakiej porze dnia są odpowiednio precyzyjne? Czy nie lepiej dobierać je kontekstowo, jak w Internecie? Zgaduję, że reklama biura podróży wysyłającego klientów do egzotycznych miejsc wzbudziłaby większe zainteresowanie oglądających w telewizji Indianę Jonesa i Świątynię Zagłady niż kampania związana z nowym lekiem redukującym dolegliwości po menopauzie.

Tego jednak nie wiem. Wiem jednak dwie rzeczy. Kiedy oglądałem jeszcze telewizję, to bloki reklamowe były znacznie krótsze i pamiętało się w ogóle jaki moment programu przerwały. Zazwyczaj zaczynały i kończyły się na jakiejś mniej lub bardziej gustownej animacji. Tymczasem w telewizji reklama trwa w zasadzie non-stop. Prawie cała ramówka to jedno wielkie „musisz to kupić”. Krytyka mediów internetowych wydaje się przy tym żałosna.

Reklama natywna i lokowanie produktu nie są niczym złym. Chwila oddechu by się jednak przydała.

Ładnie zrobione, przypominające treści typowe dla danej stacji czy magazynu internetowego oznaczone treści reklamowe nie powinny nikomu przeszkadzać. Nie sądzę by ktoś miał problem również z tym, że jakiś producent samochodów powiększył budżet serialu, oczekując w zamian, by jego główny bohater jeździł autem wskazanej marki. Takie reklamy to ja jeszcze pamiętam. To z czym niedawno się zetknąłem to w zasadzie coś w rodzaju festynu, gdzie niejednokrotnie widać kilka różnych marek na ekranie. I bardzo dobrze je widać, bo operator kamery dbał bardziej o ekspozycję opakowań niż prowadzącego program.

Moment, w którym straciłem cierpliwość – i który mnie zachęcił do opublikowania tego tekstu jako motywacji do dyskusji – to ten, w którym podczas jakiegoś mającego nas bardzo wzruszyć programu o nieszczęściu oszpeconej kobiety zmagającej się w życiu z bardzo realnymi problemami zdążyła się równocześnie wesoło zareklamować seria tanich kosmetyków i klinika urody (ha! kontekstowo!).

To ja już wolę moje fake-news, bannery i głąbów na YouTubie.

Bo jak wiecie, to tylko część Internetu. Ta druga to profesjonalne treści i multimedia w jakości przewyższającej cokolwiek, co telewizja w Polsce jest w stanie zaoferować. Internet nieraz jest krytykowany – słusznie! – za komercjalizację, nieodpowiedzialne publikowanie treści i źródło wielu problemów a nawet i patologii.

Oferuje jednak i tak więcej, niż ramówkowa telewizja, a jego złe elementy łatwo wyeliminować we własnym zakresie. I zapewne nie każda stacja telewizyjna jest taka zła. W domu, z ciekawości, aż sprawdzę stacje przyrodnicze i naukowe, do których tu nie mam dostępu. Jak się domyślam, telewizja nadal też króluje, jeśli chodzi o transmisje sportowe. I szczerze wierzę, że znajdzie się sporo powodów by mieć satelitę czy tam kablówkę.

Jednak tak zwana telewizja naziemna… cóż. Długie bloki reklamowe wybijające z wkręcania się w atmosferę filmów i seriali to powód, dla którego przestałem ją oglądać. Teraz dziwię się, że w ogóle nadal są na nią amatorzy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...