Andrzej Rosiewicz zaśpiewał dla Trumpa. To nie pierwszy hymn artysty dla światowego przywódcy

Felieton/Muzyka 06.07.2017
Andrzej Rosiewicz zaśpiewał dla Trumpa. To nie pierwszy hymn artysty dla światowego przywódcy

Występ Andrzeja Rosiewicza dla Donalda Trumpa przebija prawdopodobnie rubaszne żarty Jana Pietrzaka.

Zdarzają się sytuacje, że odczuwam irracjonalny wstyd, gdy patrzę na ekran telewizora. Kazik Staszewski śpiewał co prawda: „niech się wstydzi ten co robi, nie ten co widzi”, ale niestety, nie potrafię odpędzić się od tego przykrego wrażenia, gdy oglądam ostatni występ Andrzeja Rosiewicza.

Tym razem artysta, znany choćby z piosenki „Chłopcy radarowcy” czy przewodniego utworu do serialu „Czterdziestolatek”, postanowił zaśpiewać dla Donalda Trumpa. Ma to związek z wizytą prezydenta Stanów Zjednoczonych w naszym kraju.

„Trumping and jumping today is trendy. Trumping and jumping. I’m trendy Andy” – śpiewa Andrzej Rosiewicz radośnie przy tym pląsając.

W tekście tego wesołego hymnu znajdziemy wyartykułowane wprost zapewnienie, że piosenka jest prezentem dla Donalda Trumpa. Co ciekawe, usłyszymy też, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych jest bohaterem dla znanego aktora, Roberta De Niro. Wiele wskazuje na to, że autor słów nie zrobił wcześniej dobrego researchu lub przeoczył fakt, że odtwórca roli Vito Corleone w drugiej części serii Ojciec Chrzestny, łagodnie rzecz ujmując, nie przepada za swym przywódcą. To eufemizm. Aktor w bardzo niewybrednych, wręcz wulgarnych, słowach wypowiadał się podczas kampanii wyborczej o Trumpie.

Andrzej Rosiewicz nie debiutuje w roli barda światowych przywódców. Wystarczy przypomnieć inny jego występ. W 1988 roku śpiewał dla I sekretarza Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, podczas jego wizyty w Polsce. Wówczas piosenkarz również bezpośrednio zwracał się do bohatera tekstu:

„Michaił, Michaił eta piesnia dla tiebia” – śpiewał Rosiewicz.

Na widowni, oprócz adresata i jego małżonki, siedział również I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Wojciech Jaruzelski. Jak można wnioskować z reakcji, występ przywódcom PRL i ZSRR przypadł wówczas do gustu.

Cóż, artysta to zawód trudny, a bywa, że i nisko płatny.

Rosiewicz dał się poznać jako zwolennik Zbigniewa Ziobry. Znany jest jego utwór, o wszystko mówiącym tytule, „Wystarczy cztery ziobra, by Polska była dobra”.

Niektórzy dzielą artystów na prorządowych i tych zbuntowanych przeciwko władzy. Oczywiście to zbyt daleko idące uproszczenie, ale udział gwiazd sceny i ekranu w legitymizowaniu władzy lub chociaż ocieplaniu jej wizerunku ma bogatą tradycję

W sieci możemy znaleźć na przykład Polską Kronikę Filmową z 1 maja 1975 r. Film poświęcony w całości stołecznemu pochodowi pierwszomajowemu pokazuje m.in. znanych aktorów maszerujących przed trybuną z Edwardem Gierkiem. Wśród nich widać między innymi Jana Englerta, Daniela Olbrychskiego, Wiesława Gołasa czy Gustawa Holoubka.

Marsz w pochodzie nie jest tym samym, co śpiewanie hymnów na cześć tego lub innego przywódcy, ale w kronice widzimy, że udział aktorów został wykorzystany propagandowo i nie działo się to bez ich wiedzy.

Tytułem przypomnienia, trzeba wspomnieć, że był też drugi biegun. W tym kontekście wypada wspomnieć choćby Jacka Kaczmarskiego mimo, że zarówno muzyczne, jak i literackie zestawienie barda z Rosiewiczem będzie krzywdzące dla tego pierwszego.

Formy buntu miały różne natężenie. Dezerter w utworze „Spytaj milicjanta” dopytywał wprost „która droga życia według prawa i porządku”, ale za zawoalowane manifesty wolnościowe uznawane były też takie piosenki, jak „Chcemy być sobą” Perefectu czy „Przeżyj to sam” Lombardu. Warto też przywołać dokonania Kultu i solowe występy Kazika Staszewskiego, który na płycie „Kaseta” prowokacyjnie pytał „Po co wolność?”, a w latach 90. był ostrym recenzentem sytuacji na scenie politycznej. Jego utwory „100 000 000” czy „Łysy jedzie do Moskwy” nie pozostawiają złudzeń, jaki stosunek do rządzących miał Staszewski.

Występ Andrzeja Rosiewicza to jeszcze jedna okazja, by przywołać Kazika. Na płycie „Na żywo ale w studio” pojawił się utwór podsumowujący zaangażowanie polityczne artystów. Niech posłuży jako puenta tego tekstu.

*Zdjęcie główne: Radosław Czarnecki/CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons

Dołącz do dyskusji (6)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...