Wonder Woman to cudowny obraz, który przywrócił mi wiarę w DC – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 01.06.2017
Nasza ocena:
Wonder Woman to cudowny obraz, który przywrócił mi wiarę w DC – recenzja Spider’s Web

Wonder Woman jest kultową bohaterką, ale nakręcenie filmu o walecznej Amazonce było nie lada wyzwaniem. Na szczęście zjawiskowa Gal Gadot i młoda stażem Patty Jenkins nie tylko wynagrodziły nam bardzo przeciętne poprzednie filmy z serii DCEU, ale w dodatku przygotowały obraz, który broni się sam.

Fani komiksów DC mogą być słusznie rozczarowani poprzednimi filmami o ich ukochanych superbohaterach. Man of Steel niczym się nie wyróżnił. Batman v. Superman wyłożył się na ostatnim akcie. Legion samobójców, która miała zadatki być hitem na miarę Deadpoola, została poskładana bez ładu i składu.

Wonder Woman 2017 film recenzja Gal Gadot

Nic dziwnego, że film o Wonder Woman, w którym spotykają się realia I Wojny Światowej z grecką mitologią, budził obawy.

Bohaterka, która ubiera się w kusą kolorową zbroję, najpierw wskakuje w okopy, a potem rusza na Niemców strzelających do niej z karabinów maszynowych. Wyposażona jest tylko w świecące lasso, tarczę i miecz. To naprawdę twardy orzech do zgryzienia dla filmowców. Granica pomiędzy adaptacją w komiksowej konwencji, a festiwalem żenadą, była tutaj cieniutka.

Na szczęście w praktyce w kinowym Wonder Woman wyszło niemal wszystko – od gry aktorskiej, przez humor, po efekty specjalne. To, że Wonder Woman jest jak dotąd najlepszą odsłoną kinowego DC Extended Universe, nie oddaje zresztą sprawiedliwości osobom zaangażowanym w tę produkcję – poprzeczka była postawiona nisko. Wonder Woman zasługuje na wysokie noty. Bez żadnych „ale”.

To że Warner Bros. trafiło w dziesiątkę, wybierając odtwórczynię Wonder Woman, dowiedzieliśmy się już podczas seansu Batman v. Superman.

Gal Gadot zaliczyła już krótki występ na dużym ekranie jako księżniczka z cudownej krainy, która posługuje się w świecie ludzi aliasem Diana Prince. W końcowej walce wspomogła dwóch tytułowych bohaterów i stała się tym samym jednym z najjaśniejszych punktów poprzedniego filmu z serii DCEU.

Wonder Woman 2017 film recenzja Gal Gadot

Pełnometrażowy film o genezie Wonder Woman, który można już obejrzeć w wybranych kinach, pozwolił aktorce pokazać się w pełnej krasie. Gal Gadot perfekcyjnie uchwyciła naiwność i niewinność swojej bohaterki, która zderzyła się z twardymi realiami wojny, która miała zakończyć wszystkie wojny.

Wonder Woman to podręcznikowy film typu origin story.

Kinowa historia tytułowej bohaterki jest luźno oparta o komiksowy pierwowzór. Filmowcy zmienili kilka detali, ale zamiast urealnić bohaterkę mającą boski pierwiastek, poszli na całość i przyjęli jej fantastyczne korzenie z całym dobrodziejstwem inwentarza. Wprowadzili tych prawdziwych greckich bogów do dość realistycznego (jak na standardy gatunku) DCEU.

Zeus i Ares to nie kosmici. Diana, bo takie imię nosi główna bohaterka, to zaś ulepiona z gliny córka władczyni Amazonek, w którą życie tchnął grecki bóg Zeus. W początkowych scenach Wonder Woman obserwujemy, jak dorasta na mitycznej wyspie, a razem z widzem poznaje swoje dziedzictwo. Po krótkim wprowadzeniu musi opuścić swoją ojczyznę i rusza z misją.

Wonder Woman 2017 film recenzja Gal Gadot

Diana jest przekonana, że przerażająca I Wojna Światowa się skończy, jeśli tylko zgładzi Aresa: boga wojny.

Na papierze scenariusz prezentuje się co najmniej… dyskusyjnie. Tym bardziej byłem mile zaskoczony, że skontrastowanie mitologii z globalnym konfliktem, który pochłonął miliony ludzkich istnień, wypadło tak dobrze. Jako widz śledzimy przygody Diany i jej towarzyszy – bandy wyrzutków, która rusza na straceńczą misję i przypomina nieco… zbieraninę z Łotra 1.

Gal Gadot wypadła po prostu przeuroczo jako Amazonka, która ląduje w ogarniętym wojenną zawieruchą Londynie. Pozostali aktorzy też stanęli na wysokości zadania. Towarzyszem księżniczki jest amerykański szpieg Steven Trevor, którego zagrał charyzmatyczny Chris Pine. To on pokazuje Dianie, czym jest ludzkość i pokazuje, że warto walczyć ze złem.

Pomiędzy dwójką bohaterów od samego początku czuć chemię, a dzięki temu nawet ucieczka w banał w ich relacji nie jest zgrzytem.

Wonder Woman to w dużej mierze film wojenny, w którym grupa barwnych postaci ma za zadanie pokonać przerażającego wroga. Oprócz Diany i Stevena na kontynent wyrusza trójka innych postaci. To wesoła gromadka, w której nie zabrakło mistrza kamuflażu o ciemnej karnacji, uwielbiającego śpiewać Szkota topiącego traumę w alkoholu, a nawet… Indianina.

Bohaterowie nie spędzają ze sobą zbyt wiele czasu – akcja filmu to zaledwie kilka dni. Wystarcza go jednak na tyle, by rozwinęły się przynajmniej zręby relacji między nimi. Co prawda film idzie po prostej linii i wykorzystuje klisze, ale to akurat pasuje do konwencji. Wonder Woman dopiero pojawiła się w prawdziwym świecie i wszystkiego doświadcza po raz pierwszy.

Jedyny zgrzyt miałem, obserwując Robin Wright w roli ciotki głównej bohaterki w scenach akcji.

Nic nie poradzę na to, że odtwórczyni roli Claire Underwood nijak nie pasuje mi jako waleczna wojowniczka. Hełm, który zakładała na głowę, budził raczej uśmiech politowania niż trwogę. Na szczęście Wright pojawia się tylko w prologu, a od opuszczenia przerysowanej do granic wyspy Amazonek jest już tylko lepiej.

Cieszy też to, że czarne charaktery wypadły… poprawnie. Niemiecki generał i skrywająca się za protezą twarzy Doktor Trucizna nie staną co prawda obok Jokera lub Lokiego w panteonie najbardziej zapadającym w pamięć antagonistów w superbohaterskim kinie, ale byli przekonujący. Wymieszano w nich grozę i groteskę w odpowiednich proporcjach.

Wonder Woman 2017 film recenzja Gal Gadot

Patty Jenkins przez cały film bardzo sprawnie żongluje patosem i humorem.

Żarty może nie są zbyt wysokich lotów, ale dzięki konwencji wypadają naturalnie, swojsko. Diana w jednej scenie zachwyca się lodami, a w drugiej łamie społeczne konwenanse. Wonder Woman nie stało się jednak ani politycznym, ani obyczajowym manifestem.

Nie mam nic przeciwko temu, by filmowcy poruszali w swoich dziełach tematy ważkie, które korespondują z problemami, z jakimi boryka się ludzkość. Nie lubię jednak, gdy w hollywoodzkich produkcjach warstwę artystyczną i rozrywkową przykrywa moralizatorstwo.

Na szczęście w przypadku Wonder Woman obyło się bez tego, co zaliczam na ogromny plus.

W złych rękach Wonder Woman mogłoby się szybko stać potworkiem. To pierwszy od lat blockbuster, który w centrum stawia heroinę. Za jego reżyserię odpowiada kobieta, a w obsadzie znalazło się wielu przedstawicieli mniejszości rasowych. Główna akcja filmu osadzona została w dodatku w czasach, gdy ludzkość zaczynała dopiero dojrzewać do tego, by kobiety miały równe prawa.

Wonder Woman 2017 film recenzja Gal Gadot

Zamiast moralizować na siłę, Wonder Woman ze smakiem zrywa ze schematami. Do tej pory świat ratowali w kinematografii praktycznie wyłącznie biali mężczyźni o nienagannej urodzie, a kobiety były dla nich w najlepszym wypadku tłem, a w najgorszym – trofeum. Diana Prince to zaś na naszych oczach wyrasta na równorzędną partnerkę dla Supermana i Batmana.

Zaczyna jako naiwna młoda dziewczyna, ale nie daje się wepchnąć w ramy narzucane przez mężczyzn.

Nie pozostawiono suchej nitki na patriarchalnym modelu społeczeństwa. Na szczęście rola kobiet nie była głównym tematem filmu. Komentarz ograniczono do kilku scen i dialogów, które były naturalną częścią opowieści i podane zostały zazwyczaj w zabawnej formie. To bardzo dobry zabieg – Diany Prince w starciu z męskim światem nie musi bronić ani reżyser, ani scenarzysta.

Bohaterka portretowana przez Gal Gadot broni się sama i widać, że aktorka przy tym świetnie się bawi. Przy okazji dostarcza nam, widzom, mnóstwo znakomitej rozrywki. Wonder Woman to zdecydowanie bardzo udane widowisko, a nawet drobne potknięcia przy montażu oraz wykorzystane z premedytacją kiczowate kostiumy i rekwizyty, nie wpływają negatywnie na odbiór całości.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...