Piraci z Karaibów przed kolejną przygodą zawinęli na chwilę do znanego już portu

Recenzje/Film 23.05.2017
Nasza ocena:
Piraci z Karaibów przed kolejną przygodą zawinęli na chwilę do znanego już portu

Piraci z Karaibów to wspaniała seria bajek od Disneya, w której Johnny Depp od lat urzeka nas swoją kreacją niepokornego łotra. W tym roku Czarna Perła wypływa na niezbadane wody po raz piąty. W sercach Jacka Sparrowa i jego nowych kompanów strach będzie wzbudzać tytułowa zemsta Salazara.

Johnny Depp jako Jack Sparrow pierwszy raz zachwycił widzów w 2003 roku. Co kilka lat można go spotkać razem z wierną załogą w kinach na całym świecie. Kolejny rozdział jego przygód, w którym pojawią się zupełnie nowi bohaterowie pierwszoplanowi, będzie można obejrzeć już w najbliższy piątek w Polsce.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara Orlando Bloom

Sam miałem okazję obejrzeć Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara już w zeszłym tygodniu i wyszedłem z seansu niezmiernie zadowolony.

Piraci z Karaibów to bardzo przyjemna seria filmów przygodowych, których najjaśniejszą gwiazdą jest Johnny Depp. Portretowany przez niego Jack Sparrow jest głównym bohaterem, ale od samego początku towarzyszą mu inne postaci. W pierwszych trzech częściach cyklu jego kompanami zostali Will Turner (Orlando Bloom) i Elizabeth Swann (Keira Knightley), ale te postaci usunięto fabularnie w cień.

Czwarta odsłona była próbą szukania innej drogi dla serii, co spotkało się z mieszanym odbiorem. Sparrow w Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach skradł całe show, a film stracił nieco magii w porównaniu do poprzednich części. W tym roku zamiast robić kolejny obraz oparty na tym samym motywie co 6 lat temu, Disney zdecydował cofnąć się jeszcze dalej. Zamiast jednak zjednoczyć Jacka z dobrze znanymi postaciami, postawiono na nowe pokolenie.

Na poszukiwania mitycznego Trójzębu Posejdona wyrusza ze Sparrowem kolejna para nieopierzonych młodzików mających się ku sobie.

Akcja filmu Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara jest osadzona fabularnie dwa lata po wydarzeniach z ostatniej części serii. Jack Sparrow jak zwykle bałamuci niewiasty i okrada praworządnych obywateli, ledwo wiążąc koniec z końcem. Nadal nie udało mu się jednak obłowić. Czarna Perła nie jest w stanie wypłynąć z portu, a Jack ma problemy z utrzymaniem w ryzach załogi i traci swój magiczny kompas.

Piraci z Karaibów 5: Zemsta Salazara - recenzja

Jack przez własną głupotę doprowadza do tego, że na karaibskie wody wypływa statek pełen zjaw, z którego kapitanem będą musieli zmierzyć się bohaterowie. Salazar, bo takie miano nosi bohater grany przez urokliwego i niezwykle charyzmatycznego Javiera Bardema, poprzysiągł zemstę na Sparrowie za upokorzenie doznane w przeszłości i zaczyna go ścigać, siejąc śmierć i zniszczenie.

W wyniku charakterystycznego dla serii i kina przygodowego w ogóle zbiegu okoliczności, Sparrow i jego nowi kompani wypływają w morze w poszukiwaniu magicznego artefaktu.

Nowym głównym bohaterem serii został Henry Turner, którego zagrał Brenton Thwaites. Jeśli nazwisko wydaje się wam znajome, to nic dziwnego – to dorosły syn Willa z pierwszych trzech części, który poszukuje legendarnego artefaktu, by zdjąć klątwę ze swojego ojca. Przeciwwagą na ekranie dla niego jest Carina Smyth (Kaya Scodelario) – młoda kobieta, która wbrew konwenansom tej epoki para się nauką, więc zostaje oskarżona o czary.

Niedługo po brawurowej kradzieży sejfu razem z bankiem, której nie powstydziliby się bohaterowie cyklu Szybcy i wściekli, Jack Sparrow ląduje w więzieniu. Henry, który poszukiwał pirata z kilku różnych powodów, rusza mu na ratunek przy okazji uwalniając Carinę. Jeff Nathanson, czyli scenarzysta, zadbał oczywiście o to, by nową bohaterkę połączył ze Sparrowem i synem jego przyjaciela wspólny cel.

Piraci z Karaibów 5: Zemsta Salazara - recenzja

Załoga w komplecie rusza na poszukiwanie skarbu jak za starych dobrych lat.

Espen Sandberg i Joachim Ronning dali nam film, który uchwycił ducha serii sprzed lat. Oczywiście można mieć im nieco za złe, że zamiast eksperymentować powracają do korzeni, łącząc na ekranie trio bohaterów archetypowych, ale… to zdało egzamin. Piraci z Karabiów: Zemsta Salazara nie jest ani najlepszym filmem z serii, ani nie zapisze się jako wybitne dzieło w historii kinematografii, ale to tylko i aż bardzo dobre rzemiosło.

Jack Sparrow nadal jest lekkoduchem, który nie wypuszcza z ręki butelki z rumem, a i tak dzięki swojemu niesamowitemu szczęściu wychodzi cało z niemal każdej opresji. Piraci są przedstawieni jako poczciwi zawadiacy, którzy może i nie stronią od kloacznego humoru, ale nie przesadzają z nim też na tyle, by zrobiło się niesmacznie. Niektóre gagi były oklepane, ale większość żartów śmieszy, nawet jeśli jest opowiadana dziesiątki razy.

Pod względem realizacji i efektów specjalnych najnowsza część przygód Jacka Sparrowa to najwyższa półka.

Sceny batalistyczne, pojedynki, zjawy – to wszystko zrealizowano z najwyższą dbałością o detale. Komputerowe efekty specjalne nie rażą sztucznością, a scenografie są bardzo wiarygodne, chociaż momentami nieco zbyt sterylne. Jak na przygodowy film dla dzieci jest jednak przyzwoicie. Jedynym rozczarowaniem może być brak Hansa Zimmera na pokładzie, który nie przygotował do tego filmu ścieżki dźwiękowej. Za muzykę odpowiedzialny jest Geoff Zanelli.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara to obowiązkowy film dla wszystkich fanów serii i osób mających ochotę odmóżdżyć się przy letnim blockbusterze. Pomimo scenariusza bazującego na znanych motywach efekt końcowy jest naprawdę dobry. Nie spodziewajcie się jednak po piątej części cyklu zupełnie nowej jakości, nieszablonowego podejścia do tematu i czerpania inspiracji z innych gatunków filmowych.

Teksty, które musisz przeczytać:

Największe filmowe sukcesy lata 2017

Było już o filmowych wtopach wakacji 2017, teraz przyszedł czas, by przyjrzeć się bardziej pozytywnym przykładom. Oto filmy, które pozytywnie zaskoczyły widownię i producentów, stając się nieoczekiwanymi przebojami.

Artykuł/Film 20.08.2017

Dołącz do dyskusji (16)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...