Bagiński robi nie tylko Wiedźmina, ale i film na bazie Rycerzy Zodiaku

News/Film 20.05.2017
Bagiński robi nie tylko Wiedźmina, ale i film na bazie Rycerzy Zodiaku

Opowiem wam o moich przygodach z Rycerzami Zodiaku, jak chcecie coś więcej lub bardziej rzeczowo, to sobie znajdziecie na Wikipedii. Ot, blogosfera.

A niestety wiele powiedzieć wam nie mogę. O ile na przykład w kwestii Dragon Balla jestem w stanie godzinami debatować o poziomach mocy i najlepszych momentach w historii kinematografii (Gohan SSJ2, oczywiście pełna transformacja!) wraz z Dawidem Kosińskim i Przemysławem Śmitem, tak w przypadku Rycerzy Zodiaku nie czuję się takim ekspertem.

Ale też nie uważam, żeby przywiązanie akurat do faktów było w naszym dzisiejszym spotkaniu szczególnie istotne. Zebrał nas tu sentyment i wspomnienia, raczej nie spodziewam się zbyt wielu ciekawych świata czytelników, którym nazwa Rycerze Zodiaku nic nie mówi.

Rycerze Zodiaku trafią na ekrany kin.

Wynika to zapewne po części z tego, że anime nie było otoczone aż takim kultem. Ale RTL 7, któremu moje pokolenie zawdzięcza wiele przyjemnych chwil, przez długi czas emitował Rycerzy Zodiaku, znanych w oryginale pod serialem Saint Seiya. O co tam dokładnie chodziło – do końca nie pamiętam. Wydaje mi się, że w telewizji pojawiły się przynajmniej ze dwie odrębne sagi. W pierwszej tytułowi bohaterowie walczyli z kimśtam, natomiast druga mogła zapaść w pamięci ze względu na swój specyficzny klimat.

Nasi rycerze wyzywali tam bowiem na pojedynek grupkę wojowników w pięknych, złotych zbrojach, a każdy z nich reprezentował jeden znak zodiaku. Odwiedzali po kolei świątynie każdego z nich, utrzymane w greckim stylu (zdaje się, że była nawet jakaś Atena) i pięli się po schodach ku kolejnemu rywalowi. Oczywiście sceny, w których nasi bohaterowie zdobywali kolejne stopnie budowli były rozciągnięte w czasie, niczym Kapitan Tsubasa biegnący z piłką.

Tyle pamiętam. Przysięgam, nic więcej mi się nie kojarzy. Pamiętam też, że to była w miarę atrakcyjna bajka i że oglądało się to z przyjemnością porównywalną do słabszych epizodów Dragon Balla. Oczywiście nie będę tego oglądał od początku – wydaje mi się, że jestem już trochę za stary. Ale z pewnością chętnie rzucę okiem na film kinowy Tomasza Bagińskiego.

Rycerze Zodiaku w reżyserii Bagińskiego

Tak jest, nasza duma narodowa, skarb i złoto, #Katedra #Pamietamy, nie tylko wprowadziła Polskę do Netfliksa za sprawą serialu Wiedźmin, ale pracuje też nad filmem kinowym na bazie Rycerzy Zodiaku. Produkcja ma być japońska, wykonanie hollywoodzkie, a reżyseria – reżyseria najwyraźniej polska, ale traktujmy to pojęcie bez kompleksów, ponieważ to zaszczytne zadanie przypadnie właśnie Bagińskiemu.

Martwi mnie co innego. Anime przenoszone na grunt aktorski do tej pory kojarzy mi się raczej nieszczególnie. Ale i znów – nie mam zamiaru udawać w tym miejscu, że że jestem wybitnym znawcą tematu. Najnowszy Ghost in the Shell raczej nie porwał, natomiast film kinowy na bazie Dragon Balla… Wielu z nas chciałoby żeby nigdy nie powstał. Nawet nie chodzi o to, że był słaby jako film, ale jego powiązanie z popularnym anime było raczej symboliczne.

Kibicujemy więc rodakowi, by przełamał tę niepokojącą tendencję.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...