„Hel 3” Jarosława Grzędowicza. Dawno nie kończyłem lektury tak bardzo rozczarowany

Recenzje/E-booki 06.04.2017
Nasza ocena:
„Hel 3” Jarosława Grzędowicza. Dawno nie kończyłem lektury tak bardzo rozczarowany

Najnowsza powieść Jarosława Grzędowicza, nosząca tytuł „Hel 3”, rozczarowała mnie pod każdym względem. Wizja przyszłości przedstawiona przez pisarza jest przewidywalna, a zakończenie książki kuriozalne.

„Hel 3” Jarosława Grzędowicza to historia iwenciarza występującego pod ksywą Fokus. Norbert Roliński jest ambitny, odważny i poszukuje sensu własnej pracy w podłych czasach. Te są rzeczywiście nieprzyjemne. Iwenciarze są po trosze youtuberami i reporterami. Mają być tam, gdzie coś się dzieje i sprzedać relacje do MegaNetu, następcy znanego nam Internetu. Reguły rzemiosła są bardzo proste: filmy mają rodzić emocje, nieść prosty, wręcz łopatologiczny przekaz. Norbert stara się być inny. Nie tylko snuje rozważania na temat granic w zawodzie i dopytuje sam siebie o to „kiedy należy odłożyć kamerę i sięgnąć po karabin”. Próbuje wrzucać do MegaNetu klipy pokazujące tematy poważne. Nie interesują go głupie żarty i świat z perspektywy pranksterów.

Coś wam to przypomina? Rok 2058 narysowany przez pisarza to czasy dzisiejsze na rollercoasterze hiperbolizacji. Autor naszkicował w tle sytuację geopolityczną. Zamiast Rosji mamy więc Imperium Nowosowieckie. Wszechobecni są Chińczycy. Politycy zaś powtarzają bez umiaru frazesy o zrównoważonym rozwoju. Właśnie polityczna strona książki Grzędowicza stanowi zarazem jej dużą słabość. Czytelnik bowiem ma wrażenie, że trafił do koszmarnego snu Janusza Korwin-Mikkego. Regulacje, zakazy, zdeptane prawo do samostanowienia – tak wygląda przyszłość. Ilustracją tego dramatu jest choćby sprzedaż pączków po przedstawieniu zaświadczenia lekarskiego.

Jakie są inne elementy krajobrazu? Ludzie uzależnieni są od technologii. Smartfony zastąpione zostały przez omnifony. Bez nich nie da się praktycznie normalnie funkcjonować, a problem stanowi nawet zakup biletu komunikacji publicznej. Omnifon to klucz do rzeczywistości i w jakimś stopniu tolkienowski pierścień.

Bez niego nie mógł grać, nie mógł czytać, nie mógł działać w Necie, nie mógł rozmawiać, kupować słuchać radia, w samolocie nie mógł aktywować ekranu i korzystać z bazy gier, filmów i muzyki dostępnej na pokładzie. Jakoś tak niezauważalnie płaskie pudełko przypięte do pasa, wypchane elektroniką i miniaturowe wszczepy w nadgarstkach okazały się niezbędne do wszystkiego.

W branży iwenciarskiej niełatwo się przebić. Dlatego Norbert jeździ w miejsca, gdzie jest niebezpiecznie i można zarejestrować sensacyjne wydarzenia. Na początku książki spotykamy go w Dubaju. Mieście i emiracie, który dawną świetność ma już za sobą, bo ropa przestała być czarnym złotem. Grzędowicz zaczyna od fabularnych fajerwerków. Fokus ledwo uchodzi z życiem, uratowany przez najemników nieokreślonej proweniencji. Później akcja prowadzona jest skokami, by ostatecznie zaprowadzić nas do absurdalnego i – ma się wrażenie – doklejonego na kolanie końca.

„Hel 3” to powieść z fatalnym zakończeniem.

Zakończenie powieści niweczy wszystko co w niej dobre. Przypomina rozwiązanie z taniego horroru. „Hel 3” to dzieło nierówne. Ma lepsze i gorsze momenty. Finał ostatecznie przesądza, że jest to książka o zmarnowanym potencjale. To tylko jedna z jej słabości. Częstokroć razi język, którego używa autor. Czuć w nim nienaturalność. Nawet zakładając, że w 2058 roku jakimś cudem wyrugowane zostały przekleństwa, to najemnicy stosujący przerywnik „kurna”, są po prostu groteskowi. Jeszcze dziwniejsza jest pojawiająca się kilkakrotnie odzywka „chyba twojej babci”, będąca odpowiednikiem slangowych „chyba ty” czy „twoja stara”. Nie wiem, co chciał osiągnąć autor, ale skutek okazał się przeciwny do zamierzonego.

Kolejny zarzut kieruję do wydawcy. „Wyobraź sobie, że jest pierwiastek, który stanowi niewyczerpane źródło energii. Dwa tiry tego surowca starczą, by zapewnić energię elektryczną dla USA na cały rok. Jest tylko jeden problem… Złoża znajdują się na Księżycu” – czytamy w materiałach promocyjnych i z tyłu książki. Problem w tym, że wątek „energetyczny” pojawia się dopiero po przeczytaniu blisko 2/3 powieści. Wcześniej prowadzą do niego tylko nieliczne tropy. Dlatego można pomyśleć, że zarówno tytuł, „Hel 3”, jak i streszczenie, mające być zachętą do sięgnięcia po książkę, to wyłącznie zabiegi marketingowe.

Najnowsza powieść Jarosława Grzędowicza głęboko mnie rozczarowała.

Świat przyszłości przedstawiony przez autora to mocno przejaskrawiona wersja obecnego. Nie zaskakuje i nie przeraża. Polityczne wątki i scenariusze wydają się naiwne. Wizja rozpasanych elit, działających na zasadzie „rząd się sam wyżywi” jest sztampowa i nieodbiegająca od oceny na poziomie pana Henia spod sklepu całodobowego. Ten ostatni może mieć sporo racji, ale od pisarza wymaga się głębszego przemyślenia tematu.

„Hel 3” Grzędowicza jest jak język jego bohaterów: potoczny i sztucznie stylizowany. Nie zmusza do refleksji nad przyszłością ludzkości, cywilizacji czy nawet mediów. To obrazek, który ma wzbudzić określone emocje. We mnie niestety nie wzbudził.

Dołącz do dyskusji (19)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...