Oto najlepsze piosenki 2016 roku [TOP 15]

Muzyka 29.12.2016
Oto najlepsze piosenki 2016 roku [TOP 15]

Zapraszam do mojego najbardziej subietywnego, eklektycznego i osobistego podsumowania najlepszych piosenek 2016 roku w tej części cyberprzestrzeni. Znajdziecie tu utwory, które znacie, jak i te, o których pewnie nie słyszeliście. Pewnie też nie ze wszystkimi typami się zgodzicie. Ale cóż, tak to jest z subkietywnymi podsumowaniami.

Anderson .Paak Heart Don’t Stand a Chance

Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z tym nazwiskiem to zapamiętajcie je dobrze. Anderson .Paak jest na dobrej drodze do wielkości. Jego teogoroczny album „Malibu” został nominowany do Grammy, a w przyszłym roku polska publiczność będzie miała okazję posłuchać go na żywo jako supportu przed koncerem Bruno Marsa. A Paak może solidnie namieszać w muzyce. Są w jego utworach słyszalne echa zarówno Jimi Hendrixa, Prince’a jak i Jamesa Browna. Inteligentnie miesza on R&B, Motown, jazz i bluesa, nie uciekajac przy tym od przyjaznych dla uszu melodii. Oczywiście, jest to muzyka dla trochę bardziej wprawionego ucha, niemniej moim zdaniem potencjał jest w nim niemały.

David Bowie Lazarus

Jest w tym utworze (i w klipie mu towarzyszącym) coś co przyprawia mnie o dreszcze. Widzimy i słuchamy artystę, który wie, że umiera w pełni tego świadom, dzieli się tym z resztą świata. Jest w tym coś smutnego, pięknego i mistycznego zarazem. Sprawia to, że Lazarus, utrzymany w gotyckim, po trosze art rockowym klimacie, jest jednym z najbardziej niezwykłych utworów i to nie tylko 2016 roku.

Tonebox Warp Drive

Jednym z moich największych odkryć (i to całkiem świeżych) 2016 roku jest Tonebox, czyli kolejny świetny wykonawca synthwave, gatunku który od kilku lat przeżywa wspaniały rozkwit. To jeden z tych przykładów na to, że tworząc muzykę poza wielkimi studiami, w warunkach domowych, można stworzyć coś co spokojnie mogłoby zawojować światowe kluby i zainspirować niejednego producenta z wyższej półki.

Gojira Pray

Gojira to w tej chwili metalowa potęga na światowym poziomie. Dla fanów mocnego brzmienia pozycja obowiązkowa, tym bardziej, że ich najnowsza płyta, „Magma”, jest najbardziej przystepna z ich dyskografii, co sprawia, że jest idealna na początek muzycznej przygody w ich świecie. Mało który zespół jest tak doskonały technicznie, tak precyzyjny, a przy tym dający sobie mnóstwo pola na swobodę i dzikość. Cała sekcja rytmiczna Gojiry to istny muzyczny taran, który nie ma sobie równych. Pray pokazuje to co najmnocniejsze w tej kapeli – ciężar, moc, rytmika i przemyślane konstrukcje.

Kyle Dixon and Michael Stein Stranger Things

W serialu „Stranger Things” zakochałem się podobnie jak miliony ludzi podczas tegorocznego lata. Ale równie wielkie wrażenie zrobiła na mnie ścieżka dźwiękowa serii Netfliksa, dumnie reprezentująca wszystko co najlepsze w muzyce synthwave. Motyw przewodni, trwający ledwie minutę, zawiera w sobie maksimum treści i emocji zawartych w serialu. Jest w nim mrok, tajemnica, jest zmysł przygody i niewiadomego. To jeden z tych kawałków, które można słuchać w nieskończoność, tak więc nie dziwią mnie te wszystkie loopy trwające po 10 minut jakie można znaleźc na YouTube’ie.

Nick Cave & the Bad Seeds Girl in Amber

Nie pamiętam kiedy (i czy w ogóle) jakakolwiek płyta aż tak rozbiła mnie emocjonalnie jak „Skeleton Tree”, czyli requiem dla tragicznie zmarłego syna Cave’a. Nie pamietam też czy kiedykolwiek słuchałem aż tak intymnego albumu, w którym artysta dzieli się ze słuchaczem swoim bólem i żałobą, niejako w formie autoterapii. Popkultura nieczęsto styka nas ze śmiercią, a tym bardziej w tak donośny, stonowany i dojrzały sposób.

Evergrey Distance

Od kiedy po raz pierwszy usłyszałem Evergrey ponad dekadę temu, nieustannie ten szwedzki zespół znajduje się w mojej czołówce ulubionych, a każda ich kolejna płyta jest przeze mnie wyczekiwana jak mało która. Evergrey nie są może globalnie znani, ale to światowa superliga jeśli chodzi o muzykę rockową i metalową. Nikt nie lączy tak pięknych, soulowo-popowych melodii z ciężkimi riffami i znakomitymi solówkami. Do tego wspaniały wokal Toma Englunda (naprawdę piękna i wyjątkowa barwa pełna melodii i głębii) nadają każdemu ich utworowi jedyną w swoim rodzaju atmosferę.

Meteor City Lights

Meteor to moje prywatne objawienie sceny synthwave tego roku. Projekt o tyle ciekawy, że łączący w sobie tłuściutkie syntezatory rodem z neonowej epoki lat 80., wraz z rockowym feelingiem w stylu Pink Floyd. Dla mnie jest to mieszanka iście bombowa. Jest w tej muzyce niesamowite wyczucie jeśli chodzi o kreowanie atmosfery, działającej na wyobraźnię i przenoszącej w zupełnie inne miejsce. No i nie sposób zwrócić uwagi na świetne melodie, rytmikę i produkcję.

Metallica Atlas, Rise!

Metallica nie raczy nas często nowymi płytami, dlatego też każda ich premiera jest tak sporym wydarzeniem. Dobrze też, że przy okazji na ogół są to dobre płyty. Wiadomo, że przyczepić się można zawsze i do wszystkiego, ale akurat „Hardwired…To Self-Destruct” dało najmniej ku temu powodów od co najmniej dekady. Cały album zawiera mnóstwo świetnych kawałków (z otwierającym dynamicznym Hardwired na czele), ale to „Atlas, Rise!” jest tym najlepzym moim zdaniem. Przywodzącym na myśl skojarzenia z Master of Puppets, pełen zmian tempa, dobrej melodii, ciekawej aranżacji oraz świetnymi, długimi solówkami.

James Blake My Willing Heart

Jedną z piękniejszych płyt roku nagrał James Blake, właściciel równie pięknego I melancholijnego głosu. My Willing Heart wprowadza słuchacza w stan smutku, kontemplacji, uspokojenia. Niewiele było w tym roku równie poruszających kawałków.

Bruno Mars 24K Magic

Choć jego najnowsza płyta okazała się rozczarowaniem jako całość, to jednak Bruno Mars wiedział jak powrócić z przytupem i wypromował ją najlepszym kawałkiem, czyli tytułowym 24K Magic. Świetna funkowa linia melodyczna, pełna luzu i zabawy, do tego znakomicie użyte syntezatory (ewidentnie wzorowane na S.O.S. Band) perfekcyjnie uderzające w sentymenty za latami 80. Nie jest ten kawałek zbyt oryginalny, ale kurcze, brzmi znakomicie.

Ariana Grande Into You

W kategorii tegorocznych komercyjnych hitów lata bezapelacyjnie wygrała Ariana Grande z kawałkiem Into You. Perfekcyjnie wyprodukowany przebój prosto ze stajni Maxa Martina posiada wszystko to, co sprawia, że ów producent jest gigantem na rynku już od dwóch dekad. Mocny aranż, świetna dyskotekowa melodia i bardzo dobry wokal Grande. Nie jest to żadne arcydzieło, ale w swojej kategorii to dość wysoka półka.

FM 84 Running in the Night

To moje tegoroczne guilty pleasure. Szkocki muzyk pod ksywą FM 84 w 2016 roku wypuścił kapitalny synthwave’owy album „Atlas”, który aż ocieka sentymentem za latami 80. oraz muzycznymi obrazami rodem z Kaliforni. Kawałek Running in the Night z gościnnym wokalem Ollie Wride’a (który ma świetną barwę głosu) zrobiłby furorę gdyby swoją premierę miał jakieś 30 lat temu. Ale i w 2016 roku wpasował się całkiem nieźle, szczególnie, że cała masa dzisiejszych gwiazd czerpie całymi garściami z synthwave’u. Świetna melodia, szczególnie w refrenie, po trosze romantyczna, po trosze melancholijna, sprawiają, że nawet jeśli jest on trochę kiczowaty, to dla mnie znajduje się on w czołówce hitów tego roku.

The Weeknd Starboy

The Weeknd w odróżnieniu od Bruno Marsa mnie nie zawiódł tak mocno swoim albumem. Jasne, „Starboy” nie jest odkrywczą płyta, można wręcz uznać, że jest asekurancka i wykalkulowana na komercyjny sukces. Ale przy tym jest naprawdę przyjemna w odsłuchu. Coraz większy flirt The Weeknd z muzyką pop wcale mi nie przeszkadza, szczególnie gdy daje on nam całą masę dobrych, komercyjnych, świetnie wyprodukowanych o znakomicie brzmiących kawałków. No i, gdy zaprasza do współpracy Daft Punk, którzy zawsze wyniosą, nawet przeciętny numer, o kilka poziomów wyżej.

The Game All Eyez

To kolejny tegoroczny kawałek z gatunku guilty pleasure. The Game na co dzień nie słucham, właściwie to w ogole go nie lubię. Co więcej, utwór All Eyez to mainstreamowy przeciętniak. Ale jednak ma on coś w sobie. Ten motyw na klawisze, który cały czas przewija się w tle totalnie mnie zahipnotyzował. To oczywiście nie jest dzieło The Game, a producenta Scotta Storcha, który ma na koncie prawdziwe zastępy kultowych przebojów, ale niestety wpadł w sidło nałogów i przez ostatnie lata staczał się w dół. All Eyez to jeden z jego pierwszych kroków powrotnych.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...