Jestem zdumiony, że inwazja superbohaterów na kina jeszcze się nie załamała

Film 12.12.2016
Jestem zdumiony, że inwazja superbohaterów na kina jeszcze się nie załamała

Trzy filmy Marvela, przynajmniej dwa filmy od DC/Warnera, trzy seriale Netfliksa, cztery seriale CW, dwie produkcje FX, dwie produkcje ABC – tak od 2017 roku będzie wyglądać superbohaterska ofensywa przemysłu filmowego i telewizyjnego. Zastanawiam się, ile jeszcze to potrwa.

Musi dziać się coś naprawdę złego, skoro nawet taki fan bezstresowego, popcornowego kina jak ja czuje przesyt tytułów o zamaskowanych herosach. Batman, Superman, Avengersi, Thor, Daredevil, Luke Cage, Flash, Arrow – jest tego cała masa. Prawdziwa inwazja superbohaterów.

Policzyłem, że w 2017 roku pojawi się przynajmniej 18 filmów i seriali na podstawie komiksów o herosach.

W telewizji będziemy mogli zobaczyć seriale The Flash, Arrow, Legends of Tomorrow, Supergirl, Gotham, Legion, The Inhumans (pierwsze dwa odcinki), Agents of SHIELD, Iron Fist, The Defenders oraz Preacher.

Jeżeli chodzi o filmy, dostaniemy takie tytuły jak Thor: Ragnarok, LEGO Batman, The Justice League, Spider-Man Homecoming, Wonder Woman, Guardians of the Galaxy 2 oraz Logan.

Łącznie daje to 18 produkcji dla wielkiego i małego ekranu. Kinowa premiera średnio przypada raz na półtora miesiąca. A nie doliczyłem filmów o superbohaterach spoza kanonu Marvela i DC, takich jak nowe Power Rangers czy Ghost in the Shell!

cw-seriale

Jak widzicie, mamy masę tytułów dla fanów komiksów. Powstaje pytanie, czy nie za dużo.

Uwielbiam całe to hollywoodzko-superbohaterskie widowisko. Chłonę Avengersów, oglądam zwiastuny Justice League, śledzę na bierząco Flasha oraz Arrow. Nie przepuściłem ani jednej wielkiej kinowej premiery. Mój wewnętrzny dzieciak, wychowany na komiksach z Batmanem i bajkach z Super-Manem oraz X-Menami, cieszy się jak nigdy. Jednak nawet ja mam powoli uczucie przesytu.

W moim przypadku pierwszy raz poczułem przejedzenie, gdy ruszyła kampania reklamowa filmu Doctor Strange. W rozmowach przy piwie i w ćwierkach na Twitterze znajomi byli bardzo podekscytowani następnym filmem Marvel Studios. U mnie było zupełnie odwrotnie. W pierwszych zwiastunach nie widziałem niczego odkrywczego, a całe to „wprowadzenie magii do świata komiksów” nie wyglądało przesadnie odkrywczo. Mimo tego, oczywiście wybrałem się do kina.

Gdy z niego wychodziłem, byłem mocno rozczarowany. Mimo uwielbianego przeze mnie Mikkelsona, Doctor Strange wydał mi się bardziej szablonem, niżeli filmem. Szablonem typowej produkcji Marvela, w którym zmieniają się bohaterowie i tła, ale wszystko inne pozostaje takie samo – gagi, lekko zarysowana historia miłosna, ratowanie świata i tak dalej.

cw-seriale

Ku mojemu zdumieniu, znajomi byli zachwyceni.

Zresztą, nie tylko oni. Doctor Strange okazał się najbardziej dochodowym filmem z jednym superbohaterem w historii Marvel Studios. Nowa postać z filmowego uniwersum przebiła zyskami takie ikony popkultury jak Iron Man, Thor czy Kapitan Ameryka.

Spodziewałem się, że coraz więcej osób będzie zniechęconych powtarzalnym schematem Marvela. Jest wręcz odwrotnie. Wytwórnia odnotowuje rekordowe zyski, co zapewne utwierdza kierownictwo Marvel Studios w tym, że obrali oni odpowiedni kierunek. Kierunek, który opiera się na taśmowym wydawaniu bezpiecznych, powtarzalnych, rzemieślniczych produktów bez odważnych pomysłów i twórczej zabawy formą.

Coraz silniej odbijam się od tej komiksowej ściany. Ludzie wokół mnie wręcz przeciwnie. Są przez nią wsysani bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, a Marvel znalazł złoty klucz do umysłów milionów widzów na całym świecie. Mimo powtarzalności, schematyczności i braku twórczej ambicji, zyski filmów na podstawie komiksów rosną i rosną.

Ciekawi mnie, czy ta machina się załamie, skoro nawet nudny jak flaki z olejem Doctor Strange okazał się wielkim sukcesem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...