„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” lepsze niż seria filmów o Harrym Potterze?

Film 18.11.2016
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” lepsze niż seria filmów o Harrym Potterze?

Powstanie filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” było naturalną konsekwencją rozbudowywania uniwersum znanego z cyklu o Chłopcu, Który Przeżył. Produkcja o Newcie Skamandrze będzie pentalogią, a pierwszą jej część możemy oficjalnie od dziś oglądać w polskich kinach. Czy „Fantastyczne zwierzęta…” w reżyserii Davida Yatesa dorównują serii filmów o Harrym Potterze?

Nie tylko dorównują, ale i przewyższają. Z prostego względu – to historia, której wcześniej nie mieliśmy przedstawionej na kartach żadnej powieści. I właśnie w związku z tym nie mogliśmy mieć żadnych konkretnych oczekiwań. Jasne, idąc do kina, mamy nadzieję, że film nas nie rozczaruje, ale zupełnie nie o to mi chodzi.

Po lekturze książek o Harrym Potterze trudno było nie wyobrażać sobie świata przedstawionego w powieściach. Każdy czytelnik zafascynowany tym uniwersum miał wizję, jak powinni wyglądać: Harry Potter, Ron Weasley, Hermiona Granger, Albus Dumbleore czy Severus Snape.

Nieścisłości pomiędzy opisem postaci w książkach, a tym jak zostały pokazane w filmie, wzbudzały wiele kontrowersji (chyba tylko Snape’owi udało się nie rozczarować fanów), tak samo zresztą jak wydarzenia z powieści po przełożeniu ich na język filmowy. Niestety fabuła znana z literackiego pierwowzoru straciła tu i ówdzie.

harry-potter-ksiazka-vs-film

W przypadku „Fantastycznych zwierząt…” wchodzimy na salę kinową z pustą głową. Jasne, wiemy co nieco o samym Newcie, który jest postacią historyczną (oczywiście w ramach uniwersum stworzonego przez Rowling), a także o jego książce – mamy świadomość, że ta powstała.

Ale w gruncie rzeczy z samych książek o Harrym Potterze niewiele dowiedzieliśmy się o tej postaci. Wątpię, by podczas lektury serii Joanne K. Rowling ktoś dłużej niż chwilę zastanawiał się, jak Newt wyglądał, czy jaką miał osobowość. To z Harrym, Ronem i Hermioną spędzaliśmy najwięcej czasu, więc to ich wizerunek wywoływał największe emocje.

newt-scamander
Eddie Redmayne jako Newt Skamander

Ten brak oczekiwań i konkretnych wyobrażeń na temat Newta jest dla mnie największym atutem „Fantastycznych zwierząt…”. Nie znam do końca ani bohatera, ani wydarzeń, w których brał udział. Można mnie więc – jeśli tylko całość będzie interesująca – kupić historią. Nie będę – co zdarzało mi się często podczas seansu serii o Harrym Potterze – porównywać jej z pierwowzorem i czuć rozczarowania, kiedy coś nie będzie takie, jakie było w mojej wyobraźni.

A fabuła „Fantastycznych zwierząt…” na szczęście jest interesująca i dynamiczna.

Newta Skamandra poznajemy w sytuacji, kiedy przyjeżdża z Wielkiej Brytanii do Stanów Zjednoczonych. W tym samym czasie Ameryką wstrząsają zbrodnie Gellerta Grindelwalda, który zajmuje się czarną magią. Pewnego dnia czarnoksiężnik znika, ale czarodzieje nadal żyją w strachu, że powróci wraz ze swą złą mocą.

Newt Scamander zjawia się w Ameryce z brązową walizką. W niej – jak głosi tytuł filmu – znajdują się fantastyczne zwierzęta, którymi Newt się opiekuje. Niektóre z nich to gatunki zagrożone wymarciem. Galeria zwierzaków jest naprawdę bogata – mamy część tych gatunków, które pamiętamy z opowieści o Harrym Potterze, jak niuchacze czy hipogryfy, ale też takie, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Przyjaciele Newta, mieszkający w walizce, są bardzo niespokojni i próbują się wydostać na zewnątrz. Niektórym się to udaje i cała historia przybiera dramatyczny obrót. Traf chce, że w wydarzenia zostaje wplątny mugol, Jacob Kowalski, który znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie (czy może raczej na odwrót – we właściwym miejscu o właściwym czasie, ale to już zależy od interpretacji faktów).

Oprócz Jacoba Kowalsky’ego Newt w Nowym Jorku poznaje siostry Goldstein, Porpentinę, która była aurorem i Queenie, która doskonale zgłębiła tajniki legilimencji. Wraz z trójką swoich nowych przyjaciół główny bohater stawi czoła najwyższym magicznym władzom Stanów Zjednoczonych oraz tajemniczej sekciarskiej grupie, która choć z pozoru nie wydaje się niebezpieczna, włada naprawdę nieokrzesanymi mocami.

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” to film – przede wszystkim – z dużą dawką dobrego humoru.

Tak, to nie magia gra pierwsze skrzypce w tej opowieści, ale dowcip. Obserwowanie milutkich i czasem przerażających zwierząt, to doskonała rozrywka. Moim faworytem jest znajdujący się poniżej niuchacz, który powinien chyba doczekać się własnego spin-offa.

Magii, choć słyszałam różne już opinie, też wcale nie jest mało.

Jasne, może i mniej niż w cyklu o Harrym Potterze, ale bynajmniej nie jest to wadą. Historia jest zwarta, wciąga i to jest najważniejsze. Być może parę postaci jest mało ciekawych jak np. pani prezydent czarodziejskiej społeczności, ale to bohaterka tak naprawdę epizodyczna. Główne postaci spisują się znakomicie, zwłaszcza Queenie i Jacob.

Cieszy mnie otwarte zakończenie filmu, które daje nadzieję na jeszcze więcej jeszcze lepszych historii. „Fantastyczne zwierzęta…” zwiastują świetny cykl. To początek serii rozrywkowej, która pokazuje nam teoretycznie znany świat z innej perspektywy. Po ośmiu filmach, w których głównym bohaterem był Harry Potter, potrzeba nam czegoś nowego. A to uniwersum, mimo że pełne niedociągnięć, zasługuje na inne formaty. I może dobrze, że już bez chłopca z blizną w kształcie błyskawicy. Tamten temat chyba się wyczerpał.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...