Filmowa „Dziewczyna z pociągu” to – tylko lub aż – przyzwoity thriller. Recenzja sPlay

Film 07.10.2016
Filmowa „Dziewczyna z pociągu” to – tylko lub aż – przyzwoity thriller. Recenzja sPlay

Mimo oczywistych podobieństw do „Zaginionej dziewczyny”, „Dziewczyna z pociągu” to film wyraźnie słabszy, mniej porywający i z całą pewnością nie tak zaskakujący. Co wcale nie znaczy, że nie warto go obejrzeć. 

Od razu zaznaczam – książkowa „Dziewczyna z pociągu” znana jest mi jedynie ze słyszenia, nie miałem dotąd okazji bliżej zaznajomić się z dziełem Pauli Hawkins. W związku z tym w niniejszej recenzji nie znajdziecie porównań z literackim oryginałem, nie mam pojęcia, na ile przedstawione w filmie wydarzenia i postaci odbiegają od pierwowzoru. Skupię się zatem wyłącznie na tym, czy film broni się jako widowisko, a nie ekranizacja powieści.

Główną bohaterką „Dziewczyny z pociągu” jest Rachel (Emily Blunt), która każdego dnia podróżuje tą samą trasą. Z okna pociągu kobieta obserwuje mijane domy, przede wszystkim jeden, zamieszkały przez – w jej odczuciu – idealną parę, która uosabia wszystko, co Rachel straciła: miłość, szczęście, domowe ciepło. Rachel jest alkoholiczką po rozwodzie, która nie potrafi sobie ułożyć życia na nowo i nęka byłego męża i jego rodzinę.

Pewnego razu Megan – kobieta, która Rachel obserwuje każdego ranka, znika w niewyjaśnionych okolicznościach.

Jedną z podejrzanych jest właśnie nasza protagonistka, którą zamroczoną alkoholem widziano w okolicy. Rachel niewiele pamięta z tego dnia, ma jedynie przebłyski, które mogą wskazywać na to, że faktycznie jest zamieszana w zaginięcie Megan.

dziewczyna-z-pociagu-2

Wydarzenia poznajemy z perspektywy kilku osób, nie tylko Rachel, co sprawia, że poznajemy ich sekrety i brudne myśli. Dzięki temu widz może podejrzewać wielu bohaterów – każdy ma lepszy lub gorszy motyw, by pozbyć się Megan. Scott, jej zazdrosny i despotyczny mąż, Anna, partnerka byłego męża Rachel, dr Kamal Abdic, terapeuta dziewczyny… Stosunkowo długa ekspozycja poszczególnych postaci i wątków nadaje im niezbędnej głębi i wiarygodności, odbija się jednak na dynamice filmu.

„Dziewczyna z pociągu” przypomina raczej podróż liniami TLK niż Pendolino.

dziewczyna-z-pociagu-2

Choć zastosowany w końcowym etapie widowiska zwrot akcji jest zaskakujący, trudno oprzeć się wrażeniu, że użyto go nieco zbyt wcześnie, przez co finał traci na dramatyzmie. Trochę za dużo jest tu też elementów pobocznych, niepotrzebnie rozwijanych w pełnoprawne wątki, które wystarczyłoby jedynie zasygnalizować.

„Dziewczyna z pociągu” ma kilka niepodważalnych zalet, które z powodzeniem równoważą mankamenty filmu.

Przede wszystkim mowa tu o postaci Rachel. Emily Blunt udało się stworzyć bohaterkę niejednoznaczną, trudną w ocenie, budzącą współczucie i gniew. Jej historia, stopniowo ujawniana, bezpośrednio związana z intrygą, jest ze wszech miar fascynująca i budzi większe zainteresowanie, niż sama odpowiedź na pytanie co stało się z Megan. Nieźle prezentują się też ujęcia, z którymi dobrze współgra skomponowana przez Danny’ego Elfmana muzyka.

dziewczyna-z-pociagu-3

„Dziewczyna z pociągu” nie jest tak udana jak ubiegłoroczny hit, „Zaginiona dziewczyna”, film o zdecydowanie lepiej utkanej intrydze i z ciekawiej napisanymi postaciami. Niemniej jednak, seans dostarczył mi sporo przyjemności, całkiem zgrabnie sprzedając koniec końców mało filmową opowieść.

Przedpremierowy pokaz „Dziewczyny z pociągu” obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina. 

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...