Mechanik: Konfrontacja to obowiązkowe widowisko dla fanów Jasona Stathama – recenzja sPlay

Film 01.09.2016
Mechanik: Konfrontacja to obowiązkowe widowisko dla fanów Jasona Stathama – recenzja sPlay

Uwielbiam niezobowiązujące kino akcji, więc kolejne filmy Jasona Stathama witam z uśmiechem na ustach. Nie inaczej było z obrazem Mechanik: Konfrontacja, w którym aktor ponownie wciela się w zabójcę, Arthura Bishopa, któremu demony przeszłości nie pozwalają przejść na emeryturę.

Mechanik: Prawo zemsty w reżyserii Simona Westa z 2011 roku (oryginalny tytuł The Mechanic – nie mylić z The Machinist z 2004 roku, gdzie zagrał Christian Bale) to kolejny film Jasona Stathama. To też remake produkcji o tym samym tytule z 1972 roku, gdzie Arthura Bishopa zagrał Charles Bronson.

Pierwszy Mechanik miał inne zakończenie niż oryginał, co otworzyło drogę do sequela.

Główny bohater serii, czyli perfekcyjny zabójca do wynajęcia, nie zginał w filmie z 2011 roku tak jak postać odgrywana kilka dekad wcześniej przez Bronsona. Dzięki temu Statham mógł ponownie wcielić się w rolę Bishopa w nowej produkcji – Mechanik: Konfrontacja (o oryginalnym tytule The Mechanic: Resurrection).

Mechanik Konfrontacja

Za reżyserię kolejnego filmu odpowiada Dennis Gansel, a Stathamowi partneruje Jessica Alba. Do produkcji zaangażowano też Tommy’ego Lee Jonesa. Scenariusz jest mocno sztampowy i przewidywalny, a produkcja wymaga tzw. zawieszenia niewiary – ale to nie wada, bo w końcu to dokładnie tego oczekuję od filmów akcji tego typu.

Motyw przewodni w Mechanik: Konfrontacja jest start jak świat.

Bishop to zabójca, który przeszedł na emeryturę. Wyleguje się na plaży w ciepłych krajach i ani myśli wracać do swojego starego żywota. Oczywiście zarzucenie takiego fachu nigdy nie jest łatwe, a postać z przeszłości Arthura pojawia się w jego życiu i zmusza go, by wykonał trzy ostatnie zlecenia.

Arthur Bishop jest trzymany w szachu przez handlarza bronią, którego poznał za lat swojej młodości. Kryminalista chce wykorzystać niecodzienne umiejętności Stathama do wyeliminowania konkurencji, a by tego dokonać, więzi śliczną dziewczynę bohatera, Ginę (Jessica Alba).

Mechanik Konfrontacja

Cały film to stereotyp na stereotypie.

Trzeba przy tym pamiętać, że to nie jest dzieło aspirujące do zapisania się w historii kinematografii. To letnie kino rozrywkowe stylizowane na filmy akcji z lat 80. ale w lepszej jakości i ze smartfonami zamiast telefonów stacjonarnych. Statham jak mało kto odnajduje się w takiej konwencji.

Miło zaskoczyło mnie natomiast to, że film nie jest aż tak przewidywalny, jak sugerowałyby to zwiastuny i krótkie opisy produkcji. Już to, w jaki sposób Gina trafia w objęcia Arthura nieco zaskakuje, a w dodatku nie jest to – tylko – blondynka w opresji, chociaż Alba pełni przede wszystkim rolę ozdoby.

Kino jednego aktora.

Statham najwyraźniej uwielbia być ekranowym twardzielem i przy kręceniu tego typu filmów dobrze się bawi. Reżyser z kolei zdawał sobie sprawę, że tylko to jedno (męskie) nazwisko w obsadzie jest naprawdę w stanie przyciągnąć widownię, więc w całym Mechaniku próżno szukać innych postaci.

Główny antagonista – Craina (Sam Hazeldine) – jest papierowy i jednowymiarowy, a kolejne cele Bishopa są jeszcze mniej interesujące. Wyróżnia się jedynie postać grana przez Tommy’ego Lee Jonesa, ale pojawia się on dopiero w dalszej części filmu, a najbardziej rzuca się w oczy jego charakteryzacja.

Mając w pamięci poprzednie filmy ze Stathamem wiem, że taka jest po prostu konwencja produkcji z jego udziałem.

Momentami zgrzytało mi tylko to, że kilka razy w ciągu jednego seansu widziałem Stathama latającego helikopterem i pływającego na skuterze – połowa scen tego typu byłaby wystarczająca, a tak mieliśmy mały przesyt.

Podczas seansu wyłączyłem na dwie godziny myślenie i… całkiem nieźle się bawiłem oglądając kolejne pościgi, całkiem zgrabnie przedstawione strzelaniny i walki wręcz. Nie był to może najlepszy film akcji w historii, ale miło spędziłem czas.

Film Mechanik: Konfrontacja można obejrzeć w kinach Cinema City.

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...