„Marcella” – Luther w spódnicy, czyli coś dla miłośników brytyjskich seriali. Recenzja sPlay

Seriale 12.07.2016
„Marcella” – Luther w spódnicy, czyli coś dla miłośników brytyjskich seriali. Recenzja sPlay

Może nie do końca w spódnicy, bo tytułowa bohaterka, Marcella, raczej preferuje chodzenie w spodniach, ale przecież dobrze wiecie, o co mi chodzi. Brytyjski serial swoją oficjalną premierę miał w kwietniu tego roku, ale z początkiem lipca trafił do platformy Netflix. Ostatnie dni spędziłam więc w Londynie, a po niebezpiecznym i pełnym zbrodni mieście oprowadzała mnie policjantka, która okazała się jedną z bardziej fascynujących postaci, jakie dane było mi spotkać na ekranie.

Jeśli Marcella (grana przez Annę Friel) i Luther spotkaliby się kiedyś na gruncie zawodowym bądź prywatnym, prawdopodobnie doszłoby gdzieś do wybuchu wulkanu. Silne emocje, które towarzyszyłyby ich poznaniu się, musiałyby mieć wpływ na otoczenie. Marcella i Luther albo by się znienawidzili, albo pokochali, by za chwilę skakać sobie do gardeł, nie ma innej możliwości. Są zbyt do siebie podobni, by mogli obok siebie przejść obojętnie i również z tego względu trudno byłoby im niektóre swoje cechy zaakceptować, jak na przykład silny indywidualizm i kroczenie pod prąd.

Nie bez powodu to właśnie o Lutherze wspominam już w samym tytule tego tekstu.

Podobieństwo serialu „Marcella” do produkcji z Idrisem Elbą w roli głównej jest uderzające. Mamy nie tylko zbrodnie, seryjnych morderców i Londyn, ale także dwa silne charaktery, które narzucają rytm obu tytułom. Marcella przypomina też w niektórych aspektach Sarah Linden z „The Killing”. Zresztą sam serial, mimo że akcja „Dochodzenia” dzieje się w Stanach Zjednoczonych, również ma wiele punktów zbieżnych. Przede wszystkim jednak „Marcella”, „Luther” jak i „The Killing” to jedne z najlepszych seriali kryminalnych (dorzuciałbym do tej trójki jeszcze „The Fall” z Gillian Anderson i Jamie’em Dornanem w rolach głównych, ale tu sam koncept fabularny jest inny, oraz pierwszy sezon „Broadchurch”; zresztą jeden z reżyserów „Broadchurch” maczał palce przy „Marcelli”), jakie w ogóle powstały. A składa się na to kilka czynników: rewelacyjni bohaterowie, którzy są ludźmi z krwi i kości, i których psychika świetnie została pokazana na ekranie, niepokojący klimat i genialne intrygi, przemyślane, zaskakujące.

Marcella ma problemy. Ma wiele problemów, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Mąż postanowił ją zostawić. Po wielu latach małżeństwa jest sama. Dzieci, które uczą się w szkole z internetem, i które i tak już są od niej daleko, oddalają sie coraz bardziej, nie ma między nimi porozumienia. Oskarżają matkę o to, że rodzina się rozpadła. Ale największy problem Marcella ma sama ze sobą. Kobietę nachodzą stany, w których traci panowanie nad sobą. Mimo ogromnego stresu i wielu lęków postanawia wrócić do pracy. Marcella stawia się na policji, by rozpocząć pracę nad poważnym śledztwem.

W Londynie dochodzi do nowej fali morderstw, która przypomina tę sprzed ponad dziesięciu lat.

marcella-1

Główna bohaterka, nie zważając na polecenia swoich przełożonych, postanawia wziąć sprawy we własne rece. Jest przekonana, że wie, kto stoi za brutalnymi zabójstwami, i że jest to osoba, która lata temu została wykluczona z grona podejrzanych. Działając na granicy prawa, kobieta zbiera dowody, narażając się jednocześnie na niebezpieczeństwo. W miarę dochodzenia sprawa zaczyna być jej osobistą walką, co doprowadzi Marcellę do zguby. Sytuacji, z której nie ma już wyjścia, w której kłamstwa i omamy nawarstwiają się tak bardzo, że niewiadomo już, co jest prawdą, a co nią nie jest.

W serialu poznajemy wiele postaci, z różnych grup społecznych, których losy splatają się ze sobą. Oprócz morderstw mamy tu także korupcję, wielkie biznesy, miłość, zdrady, zazdrość, chorobę, która może przekreślić całe przyszłe, szczęśliwe życie. Poszczególne wątki poprowadzone są sprawnie i interesująco. Fakt, że wszyscy bohaterowie są ze sobą w jakiś sposób połączeni, dodaje intrydze głębi. Niczego i nikogo nie możemy być pewni. Kto jest ofiarą, a kto mordercą? Kto jest dobry, a kto zły? I czy w ogóle możemy kogokolwiek tak łatwo cenić?

„Marcella” uwodzi klimatem.

marcella-2

Już pierwsza scena, w której poznajemy główną bohaterką brudną od krwi i kąpiącą się w wannie, ba, już utwór otwierający serial (The Bug – The Fall feat. Cope(land)) zapowiadają mroczną atmosferę. Oglądając „Marcellę”, cały czas mamy wrażenie, że gdzieś blisko czai się niebezpieczeństwo. Demony, które trapią tytułową postać, zdają się trapić także i nas. Brudny, tajemniczy i momentami obskurny Londyn idealnie służy za tło wydarzeń. Ładne podmiejskie szeregowce stanowią świetny kontrast do prezentowanych się w produkcji wydarzeń. „Marcella” to jeden z tych seriali, którego klimatem się przesiąka. Sceny siedzą w głowie jeszcze długo po zakończeniu odcinka i całej serii. To emocjonalna karuzela.

Dawno żaden serial tak mnie nie zachwycił. Dawno nie wciągnęłam się tak szybko, już po zaledwie kilkunastu minutach.

Pierwszy sezon liczy osiem świetnych epizodów. Tu nie ma miejsca na nudę. I – na szczęście – doczekamy się kolejnych sezonów. Powstaną jeszcze co najmniej dwie serie „Marcelli”. To zaiste doskonała wiadomość. Wybitne dzieło. „Luther” doczekał się godnego (i równie pokręconego) zastępcy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...