„Dark Matter” to typowa produkcja Syfy – niezły pomysł, ale mierne wykonanie. Recenzja sPlay

Seriale 15.06.2015
„Dark Matter” to typowa produkcja Syfy – niezły pomysł, ale mierne wykonanie. Recenzja sPlay

Czy pomimo niewielkiego budżetu można stworzyć udany serial z gatunku space opera? Można. Czy Syfy się to udało z „Dark Matter”? Niestety nie.

Interesujący scenariusz, ciekawie skonstruowane postaci, zgrabne zwroty akcji – to elementy, które nie wymagają wielomilionowego budżetu, a są w stanie ocalić niemal każdą produkcję.

„Dark Matter” zawodzi jednak nawet na tym polu, a to i tak najlepsze, co serial ten jest w stanie zaoferować.

Pilot zapowiadał się intrygująco. Oto szóstka bohaterów budzi się z hibernacji na pokładzie pustego statku kosmicznego. Żaden z nich nie pamięta kim jest, skąd się tam wziął, ani dokąd zmierza okręt. Wszystkie dane dotyczące załogi bądź pasażerów zostały skrzętnie wymazane z komputera pokładowego. Jedyną wskazówką pozostaje zawartość ładowni, w której znajdują się pełne broni skrzynie.

Bezimienni bohaterowie nie utracili jednak swoich umiejętności. Wiedzą w jaki sposób obsługuje się broń, walczy wręcz czy pilotuje statek. Krótko po wybudzenia padają ofiarą ataku piratów, przed którymi udaje im się uciec na planetę górniczą. Jak się okazuje, od początku to właśnie ona stanowiła cel ich podróży.

Sam pomysł na fabułę „Dark Matter”, zaczerpnięty z komiksów o takim samym tytule, autorstwa Josepha Mallozzi i Paula Mullie, uważam za bardzo przyzwoity.

Skrywająca tajemnice przeszłość załogi, którą będą musieli odkryć i frapujące zdolności, które posiadają bohaterowie, niosą obietnicę serialu ekscytującego i porywającego. Niestety, na obietnicy pierwszy odcinek poprzestaje.

dark matter 2

Jestem w stanie wybaczyć tego typu produkcjom wiele – kiepską pracę kamery, raczej tandetne efekty specjalne, oszczędność środków, mierną grę aktorską (a wszystko to znajdziecie w „Dark Matter”) i tak dalej. Trudno mi jednak przełknąć dwie rzeczy: sposób, w jaki zostały zarysowane postaci i drętwe dialogi.

Konstrukcja postaci jako żywo przywodzi mi na myśl zapomnianą już produkcję Polsatu „Zostać Miss”, gdzie też wszystkie bohaterki były skrajnie nieciekawe, do bólu archetypiczne i w gruncie rzeczy pozbawione osobowości. W „Dark Matter” jest to samo. Być może kolejne odcinki zmienią ten stan rzeczy, dodając im choć trochę głębi, jednak szczerze wątpię, żeby po takim początku dało się to odratować.

A skoro mamy kiepskich aktorów i równie kiepskich bohaterów, to złe dialogi to na dobrą sprawę oczywistą tego konsekwencją.

dark matter

„Dark Matter” po pilotażowym odcinku jestem w stanie polecić tylko wygłodniałym fanom gatunku space opera, którzy w dodatku mają niskie wymagania. Pozostałym odradzam, bo przy takiej ilości produkowanych obecnie seriali, oglądanie „Dark Matter” to zwyczajna strata czasu – nawet, jeśli stanowi jedynie tło dla innej czynności, jak na przykład szydełkowanie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...