„Limbo” w końcu na Androidzie. Znowu czuję się jak klient drugiej kategorii

Mobile 13.02.2015
„Limbo”  w końcu na Androidzie. Znowu czuję się jak klient drugiej kategorii

Miłośnikom zielonego robota przyszło czekać naprawdę długo na własną edycję popularnej gry platformowej. Posiadacze Androida dzielnie znosili jednak drwiny kolegów z iUrządzeniami, natomiast ich cierpliwość w końcu została nagrodzona. „Limbo” jest już do kupienia w Google Play, z tym wyjątkowym tytułem powinien zainteresować się każdy fan platformówek. Mam tylko jedno, zasadnicze „ale”…

Do teraz mam w pamięci swój pierwszy kontakt z „Limbo”. Szara i zaskakująco mroczna produkcja wryła mi się w pamięci za sprawą spotkania z długonogim, mrożącym krew w żyłach pająkiem. Chwilę potem przekonałem się, że gra Playdead jest znacznie bardziej brutalna i przerażająca niż początkowo sądziłem. Zwłoki wiszące na szubienicach, ludzkie ciała nieruchomo dryfujące na powierzchni wody – pomimo bardzo skromnej, estetycznej oprawy graficznej „Limbo” zdecydowanie nie jest grą dla najmłodszych.

Produkcja Playdead to również olbrzymie wyzwanie, nawet dla najbardziej wymagających graczy. W „Limbo” poziom trudności jedynie wzrasta.

Boleśnie przekonałem się o tym podczas pierwszych kilkunastu minut z tytułem. Będziecie ginąć. Naprawdę często, na wiele możliwych sposobów. Z drugiej strony każda przeskoczona rozpadlina czy rozbrojona pułapka to olbrzymia satysfakcja, która motywuje do nieustannej gry. No, przynajmniej tych graczy, którzy z „Limbo” nie mieli wcześniej do czynienia. Zgaduję, że tych nie będzie wielu, ponieważ aplikacja pojawiła się wcześniej na praktycznie wszystkich możliwych wiodących platformach.

„Limbo” zadebiutowało jeszcze w 2010 roku. Dzisiaj gra jest dostępna na komputerach osobistych z systemami Windows, OS X oraz Linux. Aplikacja ukazała się na iPhone’y oraz iPady. „Limbo” dało się poznać posiadaczom konsol PlayStation 3, Xbox 360 oraz PlayStation Vita. Z tej perspektywy niedawna premiera na Xboksie One nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Dopiero po tym platformowym eldorado producentom przypomniało się o Androidzie.

limbo 2

Jako posiadacz urządzeń z zielonym robotem poczułem się jak klient drugiej kategorii. Nie pierwszy raz zresztą.

Wartościowe, płatne pozycje pojawiają się w Google Play z olbrzymim opóźnieniem, albo nie pojawiają się wcale. Wciąż czekam na przenośnego „Bioshocka”, natomiast świetne „Knighs of the Old Rrpublic” zadebiutowało w kilkanaście miesięcy po premierze w iTunes App Store. „Limbo” jest kolejnym przykładem na to, jak traktuje się społeczność mobilnych graczy skupioną wokół Androida. Wciska się nam darmowy chłam, kiedy wiele konwersji wspaniałych gier przechodzi nam obok nosa bądź dostajemy je z olbrzymim opóźnieniem.

To polityka, która na pewno nie zachęca mnie do kupna „Limbo”. Zwłaszcza, że z tytułem miałem już do czynienia na stacjonarnej platformie. Uważam jednak, że produkcja Playdead świetnie pasuje do przenośnych urządzeń. Jeżeli więc nie mieliście jeszcze okazji wypróbować tego tytułu, naprawdę warto się nad nim zastanowić.

Teksty, które musisz przeczytać:

Ze śmiercią Ci do twarzy. Potaniała wejściówka do Limbo.

Minimalizm jest w cenie. Systematycznie udowadniają to twórcy niezależni, którzy swoimi produkcjami niejednokrotnie fundują większe pokłady grywalności, aniżeli tytuły poparte wielomilionowym budżetem. Świadczy o tym dobitnie platformówka z rąk studia PlayDead.

Gry 12.04.2013

Dołącz do dyskusji (25)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...