Rynek zaawansowanych telefonów komórkowych i tabletów jest już mocno nasycony. Mimo tego kolejni producenci, którzy wcześniej nie brali udziału w wojnie tabletów decydują się na produkcję tych urządzeń. Jest o co walczyć, bo według prognoz to dopiero początek boomu na mobilne urządzenia, które w założeniu mają zastąpić komputer stacjonarny w codziennych zadaniach. Mimo że to dopiero początek ich kariery, już teraz możemy przebierać w dziesiątkach jeśli nie w setkach różnych konfiguracji. Praktycznie codziennie możemy dowiedzieć się o kolejnej premierze „cudownego” produktu, który ma diametralnie zmienić sposób w jaki korzystamy z internetu i cyfrowej rozrywki. Czy dla czytelników będzie zaskoczeniem wiadomość o tym, że Motorola szykuje następce głośnego killera iPada, tabletu Xoom? Czy tylko ja wzruszam ramionami i myślę sobie „fajnie, i co z tego?”
Dziesiątki konfiguracji, które tak naprawdę niczym się od siebie nawzajem nie różnią – ten sam system operacyjny, Google Android Honeycomb 3.2, system, który miał być zabójcą iOS, a jego największym atutem miały być wielozadaniowość i otwartość. Tak się nie stało, bo zwyczajnego Kowalskiego to po prostu nie obchodzi! W całym tym bełkocie otwartości, wsparciu dla Flasha itp. największą siłę mają aplikacje. Proszę nie posądzać mnie o fanatyzm do marki Apple – jest wiele rzeczy, które mi się w tej firmie nie podoba i wiele razy wybrałem lub wybrałbym inne rozwiązanie niż te proponowane przez firmę z Cupertino. Podobnie jak ja, tak i wiele innych ludzi ma głęboko w nosie slogany reklamowe konkurencji. Większość klientów obchodzi tylko baza aplikacji dostępnych do nabycia w internetowym sklepie producenta urządzenia. Jeśli Android i wszystkie te tablety działające pod jego kontrolą są takie wspaniałe, to czemu zalegają na sklepowych półkach i magazynach nie wzbudzając wśród odwiedzających sklep większego zainteresowania?