Powrót fotograficznej legendy. Nadchodzi cyfrowy Zenit, który powalczy z samą Leicą

Artykuł/Foto 22.08.2017
Powrót fotograficznej legendy. Nadchodzi cyfrowy Zenit, który powalczy z samą Leicą

Może się wydawać, że Zenit to firma fotograficzna, która na zawsze odeszła do historii. Tymczasem Rosjanie szykują mocne uderzenie na 2018 rok. Chcą konkurować z samą Leicą.

Jeśli nie kojarzysz marki Zenit, jest duża szansa, że jesteś… zbyt młody. Lustrzanki tej firmy w czasach PRL-u były prawdziwymi ikonami. Do dziś można spotkać je na wielu aukcjach.

To oznacza, że Zenit wśród zapaleńców fotografii wcale nie umarł. Co jakiś czas odkurzam mojego Zenita 12XP i robię nim kilka rolek filmu. Do tego regularnie korzystam z Heliosa 44M–4, czyli chyba najpopularniejszego obiektywu systemu M42. Obiektyw doczekał się drugiego życia na bezlusterkowcu, z którym współpracuje świetnie.

Charakterystyczna miękkość na pełnym otworze przysłony, szalony bokeh i ogromne spadki kontrastu w ujęciach pod słońce nie zawsze są wadami. Takie smaczki z czasów analoga mają dziś wyjątkowy charakter.

Czas na drugie życie. Nadchodzi cyfrowy Zenit, który powalczy z samą Leicą.

Jak donosi serwis PetaPixel powołując się na rosyjską agencję RNS, w przyszłym roku mamy zobaczyć nowy aparat Zenita. I to aparat nie byle jaki.

Po pierwsze, mówimy oczywiście o sprzęcie cyfrowym. Po drugie, aparat będzie bezlusterkowcem. W końcu po trzecie, nowy Zenit będzie wyposażony w pełną klatkę. Jak widać, Zenit wraca na rynek z przytupem. Nadchodzący aparat ma być „luksusową” propozycją, która ma być alternatywą dla niemieckiej Leiki.

Wszystko to brzmi dość abstrakcyjnie.

Każdy, kto interesuje się fotografią, doskonale zdaje sobie sprawę, że nie da się za jednym pstryknięciem palców wejść na rynek foto na tak wysokim poziomie.

Technologia cyfrowej pełnej klatki jest tak skomplikowana, że zajmuje się nią tylko kilka firm na świecie. Do tego aparat to tylko część systemu, którego bardzo ważnym elementem są obiektywy.

Najpewniej nowy aparat jest obliczony na grę na emocjach i sentymencie.

Zenit ma dość rozsądny plan. KMZ (Fabryka Zenita w Krasnogorsku) zajmie się produkcją samej optyki, a elektronikę dostarczy inny duży gracz. Najprawdopodobniej oznacza to, że zobaczymy aparat brandowany marką Zenit, a nie sprzęt stworzony od podstaw przez rosyjską firmę.

Pozostaje pytanie, kto skusił się na taką współpracę. Być może jest to Sony, które ma na koncie podobne projekty. Bezlusterkowce Hasselblada były przerobionymi konstrukcjami Sony, sprzedawanymi znacznie drożej, niż japońskie odpowiedniki. Spodziewam się, że podobna sytuacja będzie miała miejsce z Zenitem.

Zenit już rok temu pokazał nowe obiektywy.

Znalazły się wśród nich konstrukcje takie jak Zenitar 50mm f/0.95, Zenitar 50mm f/1.2 i Zenitar 85mm f/1.2. Dwa ostatnie zostały stworzone pod bagnet Canona i Nikona, natomiast pierwszy ma mocowanie Sony FE.

To potwierdza, że Zenit może być zainteresowany współpracą z Sony, ponieważ tylko ten producent ma w ofercie pelnoklatkowe bezlusterkowce.

Mam złe przeczucia.

Coś mi mówi, że nowy aparat nie będzie się wyróżniał niczym, poza kultowym logotypem. Bezlusterkowce Sony/Hasselblad były pokazem snobizmu, złego gustu i całkowicie przestrzelonej ceny. Obawiam się, że z Zenitem będzie podobnie.

Obym się mylił. Do sukcesu wystarczyłaby stylistyka retro i nieprzasadzona cena. Tylko czy w takim wypadku Sony zgodziłoby się na współpracę? Pamiętajmy, że zbyt dobry Zenit byłby konkurencją dla aparatów Sony, a na to Japończycy z pewnością nie chcą pozwolić.

Grafika główna: Vladimir Fedotov, zdjęcie w tekście: Wikipedia (CC-BY SA 4.0).

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement