Przeszczepy międzygatunkowe są nam coraz bardziej potrzebne. Chińscy lekarze walczą o ich legalność

Artykuł/Nauka 30.08.2017
Przeszczepy międzygatunkowe są nam coraz bardziej potrzebne. Chińscy lekarze walczą o ich legalność

Słowem, które może was dzisiaj zainteresować jest ksenotransplantologia, czyli międzygatunkowy przeszczep narządów. W tym konkretnym przypadku chodzi o świńskie organy przeszczepiane ludziom.

W Chinach, pierwszy taki zabieg może odbyć się już za niecałe dwa lata. Kraj ten bowiem cierpi na ogromny niedobór dawców organów. Po tym, jak w 2015 r. władze Chin zrezygnowały z przymusowego pobierania narządów od przestępców skazywanych na karę śmierci, ten problem znacznie się powiększył.

Według statystyk, którymi posługuje się chińska służba zdrowia, w latach 2010 – 2016 zaledwie 10 tys. Chińczyków zdecydowało się na oddanie swoich organów do przeszczepu. 10 tysięcy w 6 lat to bardzo mało, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że chińskim państwie co roku ok. 1,5 mln osób potrzebuje transplantacji narządu.

– Nasi pacjenci umierają z powodu niewydolności narządów. Ich zdesperowane rodziny błagają o szansę dla nich, lecz kiedy zwracamy się do władz z prośbą o zgodę na testy kliniczne (ksenotransplantacji – przyp. red.), w odpowiedzi otrzymujemy milczenie. Rozumiemy, że to bardzo trudna decyzja, jednak to już najwyższy czas, abyśmy otrzymali jasną odpowiedź – mówi Zhao Zijian, dyrektor Metabolic Disease Research Centre na Akademii Medycznej Nanjing w Jiangsu.

Przeszczepy zwierzęcych organów mogłyby być szansą dla nieuleczalnie chorych.

Pierwszy, udokumentowany przeszczep, w którym człowiek otrzymał część zamienną pochodzenia zwierzęcego odbył się już w 1682 roku. Wtedy to lekarze wykorzystali psią kość do naprawy czaszki rosyjskiego arystokraty. O dziwo zabieg przebiegł pomyślnie, ale metoda ta spotkała się z głośnymi protestami ze strony Kościoła katolickiego.

Brytyjczycy pod koniec XIX w. wykorzystywali z kolei żabią skórę do wymiany poparzonej tkanki u ludzi. Lekarze brytyjskiej armii wykonali podobno setki takich zabiegów. Amerykanie z kolei eksperymentowali z przeszczepami organów pochodzących od ssaków naczelnych. Najczęściej od szympansów i pawianów.

Od tamtych czasów badania z dziedziny ksenotransplantologii poszły znacząco do przodu. W zeszłym roku w piśmie Science ukazała się publikacja, w której naukowcy z amerykańskiego National Institutes of Health (NIH) opisali szczegółowo przeszczep świńskiego serca pawianowi. Ssak przeżył szczęśliwe trzy lata po tym zabiegu.

W listopadzie 2016 r., w Xi’an, stolicy prowincji Shaanxi z kolei, chińskim naukowcom udało się pomyślnie wykonać przeszczep świńskiej wątroby małpie. Organ funkcjonował prawidłowo, filtrując małpią krew bez większych problemów.

Tao Kaishan, z Fourth Military Medical University, który brał udział w tej operacji twierdzi, że przeszczep świńskiej wątroby człowiekowi będzie możliwy najpóźniej w 2019 r. Zresztą już dzisiaj w Chinach ludziom przeszczepia się świńskie rogówki. Obecnie już ok. 100 pacjentów cieszy się odzyskanym wzrokiem dzięki temu zabiegowi.

Ryzyko w przypadku innych organów jest większe.

ksenotransplantologia chiny

Rogówka bowiem nie zawiera naczyń krwionośnych, co sprawia, że ryzyko odrzucenia jej przez organizm biorcy jest znikome. W przypadku bardziej skomplikowanych organów, takich jak serce, wątroba, czy płuca, cała sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.

Jednak naukowcy znaleźli sposób, żeby oszukać ludzki organizm. Wszystko bardzo popularnej ostatnimi czasy metodzie edycji genów CRISPR/Cas9, dzięki której możemy dość swobodnie edytować geny większości organizmów. Trik polega na tym, żeby zmodyfikować świńskie DNA w taki sposób, żeby było jak najbardziej zbliżone do ludzkiego. Takie ludzko-świńskie chimery mają w przyszłości spełniać funkcję inkubatorów dla zapasowych, ludzkich organów.

Świnie, jeśli chodzi o ich parametry fizjologiczne, są bardzo podobnym gatunkiem do człowieka. Mają bardzo podobny rzut minutowy serca, zbliżone ciśnienie tętnicze czy osmolarność moczu. Zresztą już teraz niektóre świńskie hormony i tkanki wykorzystuje się w badaniach klinicznych leków.

Świnie to jednak nadal inny gatunek. Wykorzystywanie świńskich, nawet zmodyfikowanych genetycznie zarodków, niesie za sobą ryzyko zakażenia się przez człowieka endogennymi retrowirusami świni (PERV).

Edycja świńskich genów mogłaby umożliwić im sforsowanie międzygatunkowej bariery. W warunkach laboratoryjnych udało się wykazać, że wirusy tego typu mogą wywoływać zmiany nowotworowe w ludzkich komórkach. Czy podobny scenariusz byłby możliwy wewnątrz świńsko-ludzkiego inkubatora organów? Nie wiadomo.

I tak warto zaryzykować.

Nie tylko Chiny cierpią na brak organów dostępnych do transplantacji. W Polsce, na przeszczep np. nerki niektórzy pacjenci potrafią czekać dłużej, niż 3 lata. Na serce można czekać jeszcze dłużej. Niektórym pacjentom się nie udaje. W przyszłości statystyki te staną się jeszcze gorsze.

Tajemnicą poliszynela jest np. to, że ogromna część organów do przeszczepu pochodzi od ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. Wyobraźcie sobie teraz, że za te kilkanaście, kilkadziesiąt lat, cały ruch drogowy przejmą super bezpieczne pojazdy autonomiczne. Co wtedy?

Ksenotransplantologia prędzej czy później będzie musiała zacząć podejmować coraz śmielsze próby przeszczepu organów pochodzenia zwierzęcego pochodzenia ludziom. Coraz bardziej potrzebujemy tej opcji.

Dołącz do dyskusji

Advertisement