W tych słuchawkach świat przestaje istnieć. Sony MDR-1000X – recenzja Spider’s Web

Akcja partnerska/RTV 24.06.2017
W tych słuchawkach świat przestaje istnieć. Sony MDR-1000X – recenzja Spider’s Web

Sony MDR-1000X to słuchawki, które zaskoczyły mnie nie tylko brzmieniem, ale także tym, czego w nich… nie słychać. Tylko czy to wystarczy, by wydać na nie 1699 zł?

W pierwszych wrażeniach, które możecie przeczytać klikają w ten link, skupiłem się na dwóch najbardziej istotnych aspektach flagowych słuchawek Sony – brzmieniu oraz redukcji hałasu. Te słuchawki zdecydowanie zaskakują pod obydwoma względami. Nie tylko redukują dźwięki otoczenia w sposób przewyższający to, co oferuje konkurencja, lecz przy tym brzmią znacznie lepiej, niż większość słuchawek bezprzewodowych w swoim przedziale cenowym. Dzięki zastosowaniu kodeka LDAC i technologii DSEE HX (cyfrowego zwiększania jakości pliku audio) Sony MDR-1000X potrafią odtwarzać dźwięk, którego jakości nie powstydziłyby się drogie konstrukcje przewodowe.

 

Jednak po słuchawkach kosztujących 1699 zł dokładnie tego się spodziewamy. Wydając takie pieniądze mamy pełne prawo wymagać od słuchawek, żeby brzmiały dobrze, a skoro do tego wyposażono je w ANC, to musi być to ANC z najwyższej półki. Dlatego samo brzmienie i redukcja hałasu to za mało, by skłonić do zakupu w tym segmencie. Istotnych jest też kilka innych elementów, które można ocenić dopiero po dłuższym okresie użytkowania. Przyjrzyjmy się zatem, jak spisują się słuchawki Sony MDR-1000X w pozostałych aspektach i czy są wystarczająco przekonujące, by skusić potencjalnych kupujących.

Zacznijmy od jakości wykonania, bo jej nie sposób czegokolwiek zarzucić. Kombinacja aluminium i tworzyw sztucznych sprawia fantastyczne wrażenie, a całość konstrukcji jest doskonale spasowana.

 

Do tego Sony MDR-1000X to bardzo mobilne słuchawki. Nauszniki możemy wygodnie obracać i składać tak, że nie przeszkadzają spoczywając na szyi, a też nie zajmują wiele miejsca w transporcie.

 

Jak przystało na słuchawki tej klasy, Sony dodaje do zestawu bardzo solidny futerał, z dedykowanym miejscem na przejściówkę do samolotu i 1,5-metrowy przewód audio z pozłacanym wtykiem. Możemy być spokojni o to, że w transporcie nasze drogie słuchawki nie ulegną uszkodzeniu.

 

Sony MDR-1000X zdały egzamin z mobilności z najwyższymi ocenami.

Podczas moich testów korzystałem z nich zarówno w domu, jak i poza nim, i ani razu nie zdarzyło się, bym czuł jakikolwiek dyskomfort związany z ich noszeniem czy przechowywaniem. Podobnie rzecz się ma z komfortem podczas słuchania muzyki. MDR-1000X to jedne z tych słuchawek, które możemy bezboleśnie nosić na głowie przez cały dzień (z regularnymi przerwami, naturalnie).

Najwięcej zasług w aspekcie komfortu trzeba przypisać miękkim nausznikom, które z jednej strony doskonale przylegają do głowy, a z drugiej nie „odparzają” uszu, jak często ma to miejsce w przypadku konstrukcji wokółusznych. Nie bez znaczenia jest też pokryty miękkim tworzywem pałąk, który w ogóle nie uciska czaszki w trakcie noszenia słuchawek, oraz niewielka masa, wynosząca ledwie 276 g.

 

Komfort to nie tylko wygoda noszenia, ale też wygoda obsługi. Tutaj ponownie – Sony MDR-1000X zasługują na najwyższe oceny. Odtwarzanie muzyki kontrolujemy panelem dotykowym na jednej z puszek; przesunięcie w lewo/prawo zmienia utwór, góra/dół reguluje głośność, a przytrzymanie dłoni na puszce pozwala szybko ściszyć muzykę na czas rozmowy, nie przerywając odtwarzania i jednocześnie uwypuklając głos rozmówcy.

 

Funkcje aktywnej redukcji hałasu kontrolujemy za to wygodnymi, dużymi przyciskami u dołu puszki. Włączenie/wyłączenie ANC czy przełączenie trybu pracy redukcji hałasu to kwestia jednego kliknięcia.

 

Sony MDR-1000X nie są jednak konstrukcją pozbawioną wad.

Tak jak każdemu sprzętowi elektronicznemu, również i tym słuchawkom zdarzyło się co najmniej jedno, dość wyraźne potknięcie, w jednym z kluczowych obszarów. Chodzi o łączność bezprzewodową, której – niestety – zdarzają się wpadki. Przetestowałem słuchawki Sony z trzema różnymi smartfonami, by wykluczyć wpływ telefonu na owe problemy i w każdej sytuacji zachowywały się bardzo podobnie. Słuchawki nie najlepiej współgrają też z systemem Windows 10 – grają ciszej, niż przy połączeniu z telefonem, a do tego system praktycznie losowo podłącza je raz jako słuchawki, raz jako zestaw głośnomówiący. To jednak ewidentnie wina Microsoftu; łączność Bluetooth nie jest mocną stroną Windowsa 10. Na Macach podobne problemy nie występują.

Zaniepokojonych uspokajam – gdy Sony MDR-1000X się połączą, nic nie rozprasza przyjemności z korzystania. Problemem jest fakt, że mają one spore problemy z pierwszym podłączeniem; pomimo tego, że widnieją na liście urządzeń Bluetooth, nie połączenie wymaga kilku prób. Podobnie rzecz się ma w przypadku parowania przez NFC, które albo działało z opóźnieniem, albo… nie działało w ogóle.

 

Na szczęście problemy występują tylko przy pierwszych próbach parowania.

Po sparowaniu słuchawek z telefonem nic już nam nie przeszkadza w słuchaniu. Sony MDR-1000X są bardzo odporne za zakłócenia i nawet w miejscach, gdzie gęsto od sygnałów bezprzewodowych, dźwięk płynący przez Bluetooth ani na moment nie traci płynności. Nie pojawiają się też żadne trzaski czy inne artefakty tożsame zazwyczaj ze sprzętem audio wyposażonym w łączność Bluetooth. Flagowe słuchawki bezprzewodowe Sony nie rozczarowują też pod jeszcze jednym względem: czasu pracy na jednym ładowaniu.

Producent deklaruje 20 godzin nieustannego słuchania z włączonym ANC i 22 z wyłączonym ANC. Zazwyczaj estymacje producenta są mocno na wyrost, ale w przypadku Sony MDR-1000X twórcy niewiele się pomylili – słuchawki podłączone przez Bluetooth, z włączonym ANC, odtwarzały zapętloną playlistę przez 21 godzin. Więc nawet jeśli słuchalibyśmy muzyki całymi dniami, nie codziennie musimy podłączać MDR-1000X do ładowania.

 

Dodam jeszcze ostatnią wisienkę do tego tortu. Sony MDR-1000X to nie tylko kapitalnie grające słuchawki, ale też… fantastyczny zestaw głośnomówiący. Spośród wszystkich słuchawek, które testowałem, MDR-1000X mają wbudowane najlepsze mikrofony, co jest od razu słyszalne po stronie odbiorcy. A dzięki redukcji hałasu my też słyszymy każde słowo, niezależnie od tego, jak głośno jest w naszym otoczeniu.

 

Czy warto wydać 1699 zł na Sony MDR-1000X?

Bez najmniejszego zawahania mówię – warto.

Sony MDR-1000X to szalenie udane słuchawki i jedna z najlepszych bezprzewodowych konstrukcji audio na rynku. Aktywną redukcją hałasu przebijają każdą konkurencję, wliczając w to zarówno niepokonane dotychczas pod tym względem Bose QC35, czy nawet znacznie droższe propozycje od B&O. Brzmieniowo również nie mają się czego wstydzić zawstydzając jakością dźwięku niejedne przewodowe słuchawki. Dodajmy do tego przemyślaną konstrukcję, świetną jakość wykonania, długi czas pracy na jednym ładowaniu i komfort użytkowania, i naprawdę niewiele zostaje powodów, by powiedzieć tym słuchawkom „nie”.

Nie są to słuchawki idealne, a cena pewnie będzie trudna do przełknięcia dla wielu osób. Porównywalne produkty konkurencji kosztują jednak bardzo zbliżone pieniądze, oferując mniej, niż Sony MDR-1000X, więc trudno uznać ten koszt za wadę.

Jeśli jesteście w stanie wyłożyć na stół takie pieniądze, Sony MDR-1000X to jeden z najlepszych sposobów, w jaki możecie je wydać. Oczywiście jeśli chodzi o sprzęt audio.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement