Czy Polsce grozi Blackout? W naszym kraju niebawem może zabraknąć prądu

Artykuł/Biznes 20.06.2017
Czy Polsce grozi Blackout? W naszym kraju niebawem może zabraknąć prądu

Blackout i braki w dostawie prądu są realnym zagrożeniem. Bardzo wysokie temperatury sprawiają, że polski system energetyczny staje się bardziej podatny na awarie.

Informacje te podano w Rzeczpospolitej w oparciu o dane zrzeszenia operatorów przesyłowych ENTSO-E. Według tych informacji największe ryzyko niedoboru mocy pojawi się w drugiej połowie lipca, w godzinach 13-14. Wówczas dostępnej mocy może być za mało, co przełoży się na potencjalny blackout. Powodem tego jest nie tylko duże zużycie energii, wynikające z masowego uruchamiania klimatyzacji, ale także przewidziane na ten czas remonty infrastruktury energetycznej.

Autorzy raportu przewidują, że w Polsce może zabraknąć mocy w razie przedłużenia się okresu bardzo wysokich temperatur i spowodowanych przez nie suszy. Na pierwszy rzut oka wielu osobom może wydawać się, że susza nie powinna przeszkadzać w wytwarzaniu energii. Jest jednak zupełnie inaczej. Podczas upałów temperatura wody rośnie, a ciecz wyparowuje z naturalnych zbiorników.

Z tego powodu elektrownie nie mogą do nich oddawać gorącej wody, która wcześniej pełniła funkcję chłodziwa. Miałoby to destrukcyjny wpływ na ekosystem wspomnianych naturalnych zbiorników. Z powodu wysokiej temperatury elektrownie nie mają też skąd pobierać kolejnych porcji płynu chłodniczego. To wszystko składa się na potencjalną przerwę w dostawie energii.

Problem ten może przeciągnąć się również na zimę, jeżeli deficyt opadów utrzyma się. Wówczas cieki wodne, służące do ochładzania elektrowni, mogą zamarznąć do dna i sparaliżować ich działanie. To jednak nie powinno nam grozić, ponieważ ostatnia zima była wyjątkowo surowa. Dzięki niej bardzo wzrósł poziom wód podziemnych. Na tyle, że jest znacznie więcej niż w 2015 roku, gdy ostatni raz mieliśmy ogromne problemy z dostawami energii.

Blackout: jak sobie radzić z jego widmem?

Jak donosi serwis Energetyka24, Polskie Sieci Elektroenergetyczne mają sposoby na zminimalizowanie ryzyka awarii. To m.in. dostosowanie grafiku remontów do potrzeb systemu oraz zawarcie umów na import interwencyjny z operatorami z krajów sąsiednich. Dodatkowo przedstawiciele przemysłu zgłosili gotowość do ograniczenia w trudnych momentach poboru mocy o 361 MW.

Warto tu zwrócić szczególną uwagę na kupno energii od naszych sąsiadów. Wysokie temperatury sprawią, że Niemcy będą produkować za dużo energii. Wynika to z faktu, iż kraj ten ma największą liczbę instalacji fotowoltaicznych w Europie i będzie zmuszony do sprzedaży swojej nadwyżki energii. Dzięki naszym problemom Niemcy zyskają rynek zbytu na swoją energię, a my nie będziemy musieli bać się blackoutu. Każda zainteresowana strona na tym zyska.

Szwajcarzy już nie chcą swoich elektrowni atomowych. Będą wygaszać

Wszystkie opisane wyżej rozwiązania są jednak tymczasowe.

By uniknąć takich problemów w przyszłości, należy dywersyfikować źródła energii, a konkretnie inwestować w odnawialne źródła energii. Podobne problemy do Polski miewa bowiem Francja, która dużą część energii pozyskuje z elektrowni atomowych.Także one wymagają do chłodzenia dużych ilości wody. Oznacza to, że nawet wybudowanie elektrowni atomowej nie uratowałoby nas przed podobnymi problemami.

Konieczne jest inwestowanie w OZE. Doskonale wiedzą o tym nasi rządzący, którzy planowali, że Polska do 2020 roku będzie produkować 15 proc. energii właśnie ze źródeł odnawialnych. Niestety okazuje się, że raczej nie uda się nam wypełnić tego planu. Według raportu „Prognoza realizacji celu OZE 2020 dla Polski” przygotowanego przez firmę doradczą Ecofys oraz Uniwersytet Techniczny w Wiedniu, nasz kraj do 2020 roku będzie produkować od 10 do 13,8 proc. energii przy użyciu OZE.

By to zmienić, konieczne jest szybkie inwestowanie w fotowoltaikę, energetykę wiatrową oraz biogazownie. Panele fotowoltaiczne pomogłyby nam uchronić się przed letnimi kryzysami, zaś wiatrowe przed zimowymi. Z kolei biogazownie działałyby praktycznie zawsze.

Dywersyfikacja jest konieczna. Nie można korzystać z jednego rodzaju OZE.

Udowodniła to firma APA Group, która stworzyła autorski system automatyki NAZCA. Jej eksperci zaprogramowali system NAZCA tak, by dokładnie mierzył ilość energii wytworzonej przez instalację z paneli fotowoltaicznych. Przez cały rok, od kwietnia 2014 roku do kwietnia 2015 roku, system dokonywał pomiarów działania instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na budynku siedziby głównej firmy w Gliwicach. System pobrał informacje bezpośrednio z zastosowanego w instalacji licznika energii, następnie przeanalizował je i zarchiwizował. Zebrane w ten sposób dane prowadzą do kilku interesujących wniosków, które znajdziecie w tym artykule.

W wielkim skrócie, z badań wynikło, że koszt instalacji fotowoltaicznej zwróciłby się po 8 latach, a po wzięciu pod uwagę wszystkich poniesionych kosztów, czas ten wzrósłby do ponad 10 lat. Cenę instalacji sieciowej wynoszącą od 6000 a 8000 zł netto/kW oczywiście można dodatkowo obniżyć za pomocą unijnych dotacji.

Dzięki OZE blackout nie będzie więcej zagrażał Polsce.

Trzeba mieć jednak świadomość, że choć większość producentów ogniw deklaruje, że wytrzymają one 25 lat, to udziela na nie tylko 10-letniej gwarancji. Jeżeli panele zepsują się zaraz po zakończeniu gwarancji, konieczna będzie jej naprawa lub nawet wymiana instalacji fotowoltaicznej i ponowne czekanie na ewentualny zwrot z inwestycji. Nie oznacza to jednak, że inwestowanie w OZE nie ma sensu. Po prostu w Polsce zaledwie cztery z dwunastu miesięcy można uznać za słoneczne, przez co korzystanie wyłącznie z fotowoltaiki byłoby u nas nieopłacalne.

Jasno pokazuje to przykład Niemiec, w których panuje zbliżony klimat do naszego. Niemcy bardzo chętnie korzystają z elektrowni wiatrowych oraz inwestują w biogazownie oraz elektrownie wodne. Te wszystkie rozwiązania są jednak uzależnione od warunków atmosferycznych. Dlatego nadal warto utrzymywać także konwencjonalne źródła energii, które będą mocniej eksploatowane w pochmurne i bezwietrzne dni. Tylko różnorodny system energetyczny może dobrze działać w absolutnie każdych warunkach.

Kolejne rządy nie mogą uporać się z problemami  polskiej energetyki.

Polacy powinni modernizować swój system przesyłu energii, powinni też inwestować w OZE. Niestety za rządów Platformy Obywatelskiej nie było to możliwe, ponieważ partia ta przez osiem lat swoich rządów nie była w stanie nawet przegłosować tzw. ustawy korytarzowej, która umożliwiłaby łatwiejszą budowę korytarzy przesyłowych energii i zapewniłoby nam większe bezpieczeństwo energetyczne.

Lepszy od niej nie wydaje się też rząd Prawa i Sprawiedliwości, który wydaje się ignorować istnienie odnawialnych źródeł energii i jest ślepo zapatrzony w węgiel. Zeszłoroczna nowelizacja ustawy o OZE faworyzuje produkcję energii odnawialnej za pomocą stabilnej generacji. Oznacza to, że faworyzuje technologię współspalania biomasy razem z węglem, co nie jest rozwiązaniem w pełni ekologicznym

Nowelizacja wycofała też obowiązek zakupu zielonej energii i wprowadziła obowiązek zakupu energii z biogazowni. Straciła na tym przede wszystkim energetyka wiatrowa, dodatkowo dotknięta przez ustawę o inwestycjach wiatrowych, tzw. ustawę antywiatrakową.

To wszystko każe nam podejrzewać, że w Polsce w temacie OZE zmieni się niewiele, a my co roku będziemy zastanawiać się, czy nasz system energetyczny przetrwa kolejną falę upałów, czy może czeka nas blackout.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement