Czekałem na nową część Assassin’s Creed. Zobaczyłem gameplay i… już nie czekam

Artykuł/Gry 13.06.2017
Czekałem na nową część Assassin’s Creed. Zobaczyłem gameplay i… już nie czekam

Nie wiem co ja sobie myślałem. Ale uznałem, że skoro nawet Ubisoft doszedł do słusznych wniosków – że seria zmierza donikąd – to czeka nas w tej materii rewolucja. 

Nie jestem przesadnym fanem serii Assassin’s Creed. A raczej – byłem jej wielkim piewcą przez pierwsze dwie edycje, a czwarta mi się nawet podobała, ale już w okolicy powszechnie chwalonego Assassin’s Creed 2 dostrzegłem, że tutaj robi się nam serial, w którym będą kolejno podmieniane tekstury, lecz sama gra to już po prostu nie jest to.

W rezultacie Unity liznąłem, dosłownie liznąłem przez 40 minut, do Syndicate nie miałem już nawet serca. I chyba moją ulubioną częścią pozostaje Assassin’s Creed z 2007 roku, ten oryginalny. Bo choć siła schematów była tam zatrważająca, gameplay nie był tak dopracowany i w ogóle… To przynajmniej wszystko względnie się trzymało kupy. Byli oryginalni asasyni, Ziemia Święta, krucjaty, jakaś tam w miarę spójna historia i powiew świeżości – może nudzącej się z czasem, ale jednak świeżości.

Potem były już tylko odgrzewane kluchy.

Czasem lepiej (AC: Brotherhood, AC4), a z czasem już tylko gorzej, do tego stopnia, że nowe odsłony cyklu przestały budzić wśród graczy jakiekolwiek emocje. Zrobiła się z tego taka trochę FIFA, w którą najmniej wyrobieni fani elektronicznej rozgrywki musieli zagrać – bo przecież jest mocna marka, grają góra kilkanaście godzin rocznie i nie bolą ich schematy. Ale nawet środowisko graczy było coraz mniej podzielone, dostrzegając, że zabójca jest nagi. Już nie dało się tego ukrywać w tłumie czy kupce siana.

Kiedy więc Ubisoft podjął słuszną decyzję, że trzeba tego fantastycznego Asasyna, tę niesamowicie mocną markę, zbudować od nowa – zakrzyknąłem z entuzjazmem. Jeszcze bardziej ucieszyłem się, gdy potwierdziły się pogłoski o tym, że przenosimy się do starożytnego Egiptu – okresu fascynującego historycznie, a jakby zapomnianego ostatnio w grach. Miały być silne inspiracje gameplay’owe, Ubisoft podpatrywał ponoć nawet twórców Wiedźmina 3.

No i jest gameplay. No i nie ma histerii.

Nie wiem jak w Waszym przypadku, chętnie poznam opinię w komentarzach, ale mnie ten gameplay bardzo rozczarował. Owszem, pojawiły się pewne nowości, Marcin Połowianiuk wspomina m.in. o inspiracjach Far Cry’em. Ale nie zmieniła się istota zabawy.

To, co możemy zaobserwować na filmie z E3, wygląda równie nudno, jak kilka ostatnich części. Owszem, statki swego czasu ożywiły Assassin’s Creed, ale samo bieganie po miastach wcale nie było bardziej pasjonujące. Po dłuższej przerwie seria nie prezentuje nowości, które wywróciłyby grę do góry nogami. Ja tam dalej widzę nudne wspinanie się na rozsiane wieżyczki, by następnie skoczyć sobie z dużej wysokości.

Nie tak wyobrażałem sobie Assassin’s Creed Origins.

Grafika mi się podoba, sympatyczny jest też ten egipski klimat. Ja jednak nie zwracam dużej uwagi na takie elementy. Jestem pełen rozczarowania, jeżeli chodzi o rozgrywkę, ponieważ spodziewałem się – sam Ubisoft się chyba spodziewał – czegoś zupełnie nowego. Oczekiwałem, ze Origins będzie dla serii Assassin’s Creed tym samym, czym Sands of Time były dla Prince of Persia. A tymczasem zanosi się na takiego Asasyna, którego moglibyśmy dostać te 10 miesięcy po Syndicate i znowu narzekać, że nic się nie zmieniło.

Zostawiam sobie margines błędu wynikający z mojego nieskończonego wręcz optymizmu. Może wygląda nudno, sztampowo i tak jak zawsze, ale gra się super? Oby tak było, choć nadzieje mam raczej niewielkie. Ale to tylko ja, gracz wypalony, choć – warto przypomnieć – że na krótko przyjemność z grania przywrócił mi nie kto inny, a bezpośrednia konkurentka zakonu asasynów, ich przodków, potomków, kosmitów i całej reszty tej zagmatwanej ferajny.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement