LEGO City: Undercover to druga najlepsza gra na Switcha, ale jedna z wielu na inne platformy – recenzja

Recenzja/Gry 01.05.2017
LEGO City: Undercover to druga najlepsza gra na Switcha, ale jedna z wielu na inne platformy – recenzja

Licencja ze świata Hollywood to obosieczny miecz. Z jednej strony dostajemy popularnych bohaterów podnoszących sprzedaż gier, ale z drugiej inwencja twórcza ich producentów jest mocno ograniczana. Dlatego spece od wirtualnych klocków nareszcie odważyli się na własny tytuł, niepodparty filmową marką. No i dlatego ich LEGO City: Undercover/Tajny Agent jest takie dobre.

Będąc dokładnym, to twórcy LEGO City: Undercover odważyli się stworzyć grę niepodpartą hollywoodzką licencją już w 2013 roku. Wtedy jednak Tajny Agent ukazał się jedynie na mało popularnej konsoli Wii U. Co za tym idzie, nawet wierni fani klockowych produkcji mieli małe szanse, aby zapoznać się z tym tytułem. Teraz podrasowane graficznie, większe i lepsze LEGO City: Undercover nareszcie wylądowało na pozostałych platformach.

Tajny Agent to pierwsza gra ze wsparciem polskiego języka na Nintendo Switch

LEGO City: Undercover to takie Grand Theft Auto, tylko w przyjaznym, humorystycznym świecie.

W ręce gracza zostaje oddane inspirowane San Francisco miasto, a także masa terenów przyległych do aglomeracji. Nie są to jedynie pola uprawne, łąki i lasy. W grze znalazło się miejsce dla wykręconych lokacji z rozmaitych zestawów LEGO, takich jak chińska świątynia sztuk walki, niezwykle głęboka kopalnia czy średniowieczny zamek. Wypuszczając się poza tytułowe miasto zdecydowanie nie będziecie się nudzić. Ba, dla mnie to właśnie dzikie tereny były najlepszą częścią otartego świata!

No właśnie – otwartego. LEGO City: Undercover to produkcja, która (po pewnym czasie) w żaden sposób nie ogranicza wolności gracza. Jeżeli najdzie nas taka ochota, możemy odpuścić główny wątek fabularny i podjąć się swobodnej eksploracji. Eksplorować z kolei warto, ponieważ gra jest usiana masą, masą bonusów, cennych klocków, sekretnych miejsc czy alternatywnych skórek do zebrania.

I tak się powoli żyje na tej wsi

Niestety, początkowo nie wejdziemy do wielu tajnych zakamarków. Ich odblokowywanie jest powiązane z wykorzystywaniem specjalnych umiejętności, które nabywamy wraz z rozwojem głównego scenariusza. Co za tym idzie, producenci wymuszają na fanach eksploracji postępy fabularne, dokonywane przynajmniej od czasu do czasu. Wykonywanie głównych misji odblokowuje nowe profesje dla awatara gracza, takie jak elektryk aktywujący mechaniczne urządzenia czy górnik podkładający ładunki wybuchowe.

A co z ucieczkami przed policją wzorem GTA oraz prowadzeniem ciężkiego, gangsterskiego życia?

W LEGO City: Undercover może to być o tyle trudne, że w tym tytule to ty zostajesz „panem władzą”. Zakładając policyjny uniform dostaje się masę przywilejów. Pal licho tę wcześniejszą emeryturę, ale dzięki przynależności do policji możemy na przykład zagwizdać i natychmiast zatrzymać ruch. Po co? Na przykład po to, aby „tymczasowo zarekwirować” szybki, chociaż mocno kwadratowy pojazd, którym mamy ochotę się przejechać.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Bycie klockowatym gliniarzem to również możliwość używania linki z hakiem (pewnie był na szkoleniu w Gotham), szukania śladów za pomocą wiedźmińskich detektywistycznych zmysłów, a także powinność łapania bandziorów. Cytując klasyka, to „państwo ma monopol na przemoc”, a główny bohater LEGO City: Undercover nie waha się robić użytku z tej zasady. Oczywiście w miły dla oka, przyjazny dzieciom, pozbawiony krwi sposób, gdzie walka kończy się na rzucie o ziemię i zakuciu w kajdanki.

LEGO City: Undercover a PC, PS4, XONE oraz Nintendo Switch

Napiszę to jasno i wyraźnie – jeżeli gracie na PC, PS4 lub XONE, LEGO City: Undercover to kolejna z wielu podobnych do siebie produkcji z klockami w rolach głównych. Jedna z najlepszych, najbardziej grywalnych, najlepiej podanych i najciekawszych, do tego mieszcząca się w TOP 3 wszystkich gier LEGO, ale wciąż „jedna z wielu”.

W LEGO City znajduje się masa mini-gier

Zupełnie inaczej wygląda sprawa na Nintendo Switchu. Ze względu na młody wiek tej platformy oraz wąską bibliotekę gier, LEGO City: Undercover jawi się jako druga najlepsza produkcja dla jednego gracza dostępna na tej platformie (pierwsza jest Zelda). Nawet Mario Kart 8 Deluxe rozgrywane samemu nie daje tyle frajdy, co właśnie Tajny Agent. Do tego gra na Switchu posiada polskie napisy, będąc pierwszym tytułem na japońską platformę wspierającą nasz język.

Muszę przyznać, że jestem pod GIGANTYCZNYM wrażeniem tego, jak taki wielki, pełen detali świat zmieścił się w przenośnym urządzeniu. Szkoda tylko, że w trybie mobilnym LEGO City: Undercover lubi się zacinać. Problemu nie ma za to w trybie stacjonarnym. To dziwne o tyle, że z reguły jest odwrotnie – produkcje w trybie stacjonarnym posiadają podbitą rozdzielczość, co negatywnie wpływa na płynność. Wracając jednak do tematu – jeżeli macie Switcha, LEGO City: Undercover po prostu trzeba kupić. Absolutnie nie wyobrażam sobie innej opcji.

Nie ma statku? W kwadratowym świecie to nie problem. Można go zbudować, o ile posiada się odpowiednią liczbę klocków

Oczywiście Tajny Agent posiada to, co w grach LEGO najlepsze – tryb kooperacji.

Kto grał w poprzednie produkcje od mistrzów wirtualnych klocków ten wie, jak ważne jest to rozwiązanie. Dzięki kanapowej kooperacji przed jednym ekraniem w LEGO City: Undercover mogą grać rodzice z dziećmi, koledzy, a nawet pary bez dobrego pomysłu na randkę. Niezależnie od wieku, płci i doświadczenia, gry LEGO to produkcje na tyle uniwersalne, że każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Niestety, za skandaliczną uznaję decyzję, że do co-opa na Switchu wymagany jest dodatkowy kontroler. Twórca chce, aby każdy z graczy posiadał parę joy-conów.

Z LEGO City: Undercover wiąże się jeszcze jeden, bardzo pozytywny element – poczucie humoru. Gdzieś w okolicach klockowego The Force Awakens poczułem, że gagi w grach LEGO uległy mocnemu zesztywnieniu. Przestało być zabawnie, a momentami aż schło mi pranie, tak sucho bywało. Na tym tle LEGO City: Tajny Agent to produkcja z kapitalnie wyważonymi żartami i mistrzowskim humorem. Może dlatego, że oryginalnie powstała w 2013 roku.

Pod mostem, jak to pod mostem, znajdźka

Oczywiście nie oznacza to, że Undercover jest bez wad. Za największą na pewno uznaję byle jaką walkę. Chociaż poza ciosami mamy również chwyty i uniki, w niewielkim stopniu naprawia to bylejakość konfrontacji. Spadki klatek na Switchu również rozczarowują, tak samo jak czasy ładowania na przenośnej konsoli Nintendo. Do tego gra ma problem z zapamiętywaniem, gdzie skończyliśmy przygodę. O ile postępy zostają zachowane, tak system lubi przenieść użytkownika w dziwne, odległe od celu miejsce po każdym nowym uruchomieniu gry.

Co się udało:

  • Jedna z trzech najlepszych gier LEGO
  • Otwarta struktura
  • Arcyciekawe tereny poza miastem
  • Masa, MASA znajdziek, sekretów oraz skórek
  • Tryb co-op
  • Humor znowu na poziomie
  • Napisy w języku polskim (również na Switchu)

Co się nie udało:

  • Bardzo nijaka walka
  • Początkowo mocno ograniczona eksploracja
  • Toporny, archaiczny wręcz interfejs
  • Czasy ładowania (na Switchu)
  • Spadki klatek (na Switchu w trybie przenośnym)

Mimo tych mankamentów, LEGO City: Undercover to najlepsza gra z wirtualnymi klockami od lat. To wciąż nie jest fenomenalny Harry Potter ani kultowa, bogata zawartością kolekcja Star Wars, ale Tajny Agent spokojnie mieści się jako trzeci na podium, zaraz przed zaskakująco dobrym Indianą Jonesem.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement