DragonFly Black, czyli najprostszy sposób na wspaniałą jakość dźwięku

Recenzja/RTV 14.04.2017
DragonFly Black, czyli najprostszy sposób na wspaniałą jakość dźwięku

Szukasz prostego i niedrogiego sposobu na lepszą jakość dźwięku w twoim komputerze lub smartfonie? Nie szukaj dalej, tylko od razu kup AudioQuest DragonFly Black.

Ma rozmiar przeciętnego pendrive’a, niepozorną, czarną obudowę ze zmieniającą kolor ważką (zależnie od jakości pliku) i gwarantuję, że jak raz posłuchasz produkowanego przezeń brzmienia, nie będziesz już mógł z czystym sumieniem wrócić do zintegrowanych kart dźwiękowych komputerów oraz urządzeń mobilnych.

DragonFly Black – sala koncertowa w twojej kieszeni.

Trudno mi opisać słowami transformację brzmienia, która dokonuje się, gdy podłączymy dobre słuchawki do tego przenośnego DAC, połączonego ze wzmacniaczem słuchawkowym i preampem. Te same słuchawki czy głośniki, podłączone następnie do zintegrowanej karty dźwiękowej, brzmią jakby grały za ścianą.

AudioQuest DragonFly Black to następca DAC-a, który zrewolucjonizował rynek przenośnych konstrukcji tego typu. I w przeciwieństwie do pierwowzoru, jego możliwości wykorzystamy nie tylko w połączeniu z komputerem, lecz także w parze ze smartfonem czy tabletem.

Urządzenie jest kompatybilne ze sprzętami pracującymi pod kontrolą Androida (od 4.1 wzwyż) oraz iOS (od 5 wzwyż), jak również z Windowsem i macOS.

Wystarczy odpowiednia przejściówka i już możemy cieszyć się pięknym, otwartym, szczegółowym brzmieniem. A wszystko to dzięki urządzeniu, które mieści się w kieszeni spodni!

Jak to możliwe? Ano tak, że wewnątrz tej odpornej na zakłócenia magnetyczne obudowy drzemie 32-bitowy DAC ESS-Sabre 9010 połączony z wyjściem o napięciu 1,2V, które generują brzmienie w jakości 24-bit/96kHz. Tłumacząc na ludzki język, oznacza to, że do tego maleństwa możemy podpiąć większość słuchawek o wysokiej efektywności i wykorzystać ich pełen potencjał.

Do super-wymagających zadań i najmocniejszych słuchawek na rynku trzeba sięgnąć półkę wyżej, po model DragonFly Red, z DAC ESS-Sabre 9016 i 2,1V napięcia na wyjściu.

AudioQuest DragonFly Black testowałem w parze ze znakomitymi słuchawkami Audio-Technica ATH-MSR7NC i pomimo 150 Ohm Impedancji mały DAC napędzał je tak potężnie, że przez większość czasu nie rozkręcałem ustawień głośności nawet powyżej 1/3 skali.

„Dlaczego w ogóle miałbym kupić dodatkowe urządzenie do słuchania muzyki?”.

Takie pytanie zadaje sobie pewnie w tej chwili wielu z was, którzy nie mieliście jeszcze styczności z tematyką Hi-Fi audio. Laikom spieszę więc z wytłumaczeniem – wzmacniacze słuchawkowe i DAC stosowane domyślnie w większości komputerów i smartfonów cechuje zazwyczaj naprawdę marna jakość.

I nic dziwnego, bo zdecydowana większość użytkowników nigdy nie włączy na tych urządzeniach pliku audio w jakości wyższej, niż mp3 i nie podłączy słuchawek lepszych, niż te, które dostali w pudełku z telefonem.

Jeśli jednak chcemy usłyszeć muzykę taką, jak została nagrana, potrzeba czegoś więcej, niż wbudowane wyjście słuchawkowe i EarPodsy.

DragonFly Black niejako „otwiera” dźwięk.

W połączeniu z dobrymi słuchawkami ten sprzęt sprawia, że brzmienie utworów muzycznych, nawet tych słuchanych w serwisach streamingowych, staje się głębsze, pełniejsze i bardziej szczegółowe.

Słuchawki grają głośniej, możemy też – jak wspominałem – podłączyć większe puszki i nadal cieszyć się bardzo wyraźnym dźwiękiem.

Różnica jest jak dzień i noc. Nawet niewprawione ucho od razu usłyszy, jak zmieniają się znajome utwory, gdy puścić je przez AudioQuest DragonFly Black.

Z przyjemnością donoszę też, że „ważka” nie koloruje brzmienia.

Znaleźć dobry, neutralny DAC, w rozsądnych pieniądzach, było do tej pory nie lada wyzwaniem. Większość przenośnych wzmacniaczy słuchawkowych ma tendencję do okropnego kolorowania dźwięku i sztucznego przesycania go basem.

Z AudioQuest DragonFly Black na szczęście jest inaczej. To urządzenie nie dodaje nienaturalnych barw brzmieniu, a jedynie nieco je ociepla, przez co staje się jeszcze bardziej przyjemne dla ucha. To niespotykane w tej klasie cenowej i tym bardziej sprawia, że warto kupić „czarną ważkę”.

Ten sprzęt ma tylko jedną wadę.

W dodatku jest ona bardzo, bardzo subiektywna. Otóż szkoda, że wtyk USB umieszczony jest horyzontalnie, zamiast znajdować się z boku urządzenia. Tym sposobem można by wpiąć DragonFly’a do laptopa nie bojąc się o przypadkowe wyrwanie go z gniazda.

Producent przewidział rozwiązanie tego problemu, którym jest przedłużka DragonTail, ale ta znowuż… kosztuje 80 zł. Nie jest to wygórowana cena, gdy spojrzymy na specyfikację kabla (przetworniki są srebrzone 5 proc. Powłoką czystego srebra), ale na „zwykłym Kowalskim” z pewnością zrobi wrażenie.

Chciałem napisać, że wadą jest brak jakiejkolwiek dedykowanej aplikacji pozwalającej na dostosowanie brzmienia do własnych preferencji, ale AudioQuest podobno nad takową pracuje, więc nie mogę im tego wytknąć.
Innych wad nie stwierdzono.

Kto powinien kupić DAC AudioQuest DragonFly Black?

To proste. Każdy, komu zależy na najwyższej jakości brzmieniu w każdej sytuacji. Każdy, kto planuje kupić dobrej jakości słuchawki, by wycisnąć z nich pełen potencjał. Każdy, kto szuka prostego sposobu na poprawę jakości dźwięku płynącego z telefonu lub komputera. Każdy, kto chce zabrać ze sobą dobry dźwięk wszędzie, co dodatkowo ułatwia dołączone do zestawu skórzane etui.

AudioQuest DragonFly Black możemy kupić w za ok. 400 zł.

Za te pieniądze otrzymujemy dźwięk na zupełnie innym poziomie. Poziomie, który jeszcze do niedawna był nieosiągalny w tej cenie i przy tak niewielkim rozmiarze.

Jeśli wciąż zastanawiasz się czy warto – zdecydowanie warto.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement