Dawno nie widziałem takiego nokautu w publicznej debacie, jaki urządził wczoraj Węglarczyk w TVP Info

Felieton/Gorący temat 20.03.2017
Dawno nie widziałem takiego nokautu w publicznej debacie, jaki urządził wczoraj Węglarczyk w TVP Info

Telewizja Polska wyrzuciła wszystkich dziennikarzy, a obecnie w stacji pracują już tylko zakamuflowani politycy Prawa i Sprawiedliwości i każdego dnia fotoszopują świat bardziej lub mniej ewidentnie, tak by do kilku milionów Polaków dotarł taki przekaz, który przyniesie rządzącej partii najbardziej pożądane politycznie korzyści. 

Nie odkrywam tutaj Ameryki, chciałoby się wręcz powiedzieć: truizm. A jednak nadal mało osób w dyskusji publicznej ma odwagę nazwać i określić wprost czym zajmują się ci państwo. Aktualnie, poza bezmyślnym, pozbawionym wiedzy i kompetencji opluwaniem sędziów, pojawiło się zapotrzebowanie na walkę z zagranicznymi mediami. Być może jest to część odwetu za 27:1, czyli największy blamaż polskiej dyplomacji w historii.

Ja osobiście jestem patriotą gospodarczym. Uważam, że jeśli jest taka możliwość, a jakość usług jest porównywalna, to lepiej korzystać z usług polskich firm, kupować polskie towary. Dlatego to nie jest tak, że obecność zagranicznego kapitału w mediach uważam za wartość samą w sobie. I tak – osobiście uważam, że zagraniczny kapitał ma wpływ na treść mediów. To znaczy, że gdybyśmy nagle zaczęli wydawać Bezprawnika na Ukrainie, to na pewno podkreśliłbym, że jest dla mnie bardzo ważną rzeczą, by informować o tym, co się wydarzyło na Wołyniu.

Nie twierdzę, że redaktorom Onetu i Newsweeka ktoś mówi, że mają pisać tak i tak. Jestem pewien, że tak nie jest.

Ale też nie jestem jakoś w stanie wyobrazić sobie scenariusza, w którym światłe na co dzień redakcje mediów Ringier Axel Springer zaczynają być na przykład radykalnie eurosceptyczne. Nie ma problemu braku niezależności redaktorów tych mediów, skoro podzielają wizję świata swojego wydawcy. Ale co by było, gdyby pewnego dnia stanęli na skrzyżowaniu?

Jest natomiast jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć. To tak zwana „prawda etapu”. Komuniści z SLD stosunkowo szybko odzyskali władzę w Polsce po 1989 roku, ale przez wiele lat panował pogląd, że – z oczywistych względów – wolno im mniej. I kiedy patrzę na sposób w jaki PiS zdemolował Trybunał Konstytucyjny, zamienił słabe od lat media publiczne w północnokoreańską tubę propagandową redagowaną przez niezdolnych aparatczyków, jak teraz stara się wykonać zamach na niezawisłość sądów, to po prostu nie chcę, żeby majstrowali przy narodowości kapitału w mediach.

Zwyczajnie; nawet jeśli na co dzień mam swoje obserwacje i uwagi do sądownictwa, dziś podstawą mojego poczucia bezpieczeństwa w kraju jest świadomość, że nadal jest jeszcze niezależne od polityków.

Podobnie w przypadku mediów – w obecnym klimacie politycznym, w kontekście, które narzuciło ostatnie półtora roku rządów, ten zagraniczny kapitał w mediach jest dla mnie gwarantem ich niezależności.

Najgorsze, najbardziej niesmaczne w tym wszystkim jest to, że w sumie szanowanych i cenionych dziennikarzy skupionych wokół Newsweeka, Onetu, TVN-u, pouczają partyjni utracjusze, którzy pracują w spółkach wydawanych przez partie polityczne. Zatem pytam was zupełnie szczerze.

Kto waszym zdaniem jest bardziej niezależny: dziennikarz pracujący w należącej do Amerykanów stacji telewizyjnej, czy dziennikarz gazety wydawanej przez spółkę polityków partii politycznej?

Pięknie, wyjątkowo pięknie tłumaczył to wczoraj w Telewizji Polskiej Bartosz Węglarczyk. Zresztą zabawne są okoliczności, w jakich został zaproszony do występu w telewizji i to one były inspiracją do powstania tego artykułu. Poinformowano go, że będzie rozmawiał o czymś zupełnie innym, tylko po to, by zwabić go do studia i napaść jako niemieckiego agenta wpływu.

C7XGQcfX0AAtyhv

Ale ktoś nie pomyślał, że przecież Węglarczyk to nie jest taka pierwsza gapa. Dziennikarz przewidział, jak potoczą się losy programu, starannie przygotował się i z uśmiechem na ustach zwyciężył.

Przyznam szczerze, że aż tak dotkliwego, opartego na obiektywnych przesłankach nokautu, to nie widziałem w debacie publicznej mniej więcej od 2007 roku.

Wiecie, w polskim internecie co chwila ktoś kogoś orze, masakruje i nokautuje, ale to tylko opinie, z treści filmików to nieszczególnie wynika, ktoś mógłby się z taką oceną nie zgodzić… i tak dalej, i tak dalej. Nawet mistrz krwawego wywiadu Robert Mazurek uprawia przede wszystkim łapanie za słówka i drobne pyskówki.

Tymczasem wczoraj w TVP krew lała się strumieniami. Jak w 2007 roku, kiedy Roman Giertych recenzował z mównicy sejmowej Jacka Kurskiego, a z poziomu poniżenia i merytorycznych argumentów radośnie kwiczeli nawet politycy Prawa i Sprawiedliwości. Wiecie, to był ten moment, gdy nawet sam „roastowany” zaczyna bić „roastującemu” brawo, ponieważ ten przekonuje go do swoich racji.

Bartosz Węglarczyk w TVP Info miał być zwabiony w pułapkę, a następnie ośmieszony jako wysłannik niemieckich mediów.

Sprytny plan, którego szczegóły płynęły ponoć z dalekiej Portugalii. A tymczasem niezbyty z tropu dziennikarz w kontrze do dwóch pracowników mediów powiązanych z Prawem i Sprawiedliwością, nie tylko na spokojnie, z kulturą czy uśmiechem odbijał wszystkie argumenty swoich rozmówców, ale wręcz przerzucał się cytatami z pamięci i wskazywał braki logiczne w wypowiedziach interlokutorów.

Węglarczyk pokazywał, że tzw. medialni pracownicy PiS-u są tak naprawdę bardzo elastyczni w poglądach w zależności od tego, kto jest ich aktualnym pracodawcą (w co ani przez moment nie wątpiłem, patrząc na jakim etapie kariery obecnie się znajdują). Wskazywał, że najwięksi krytycy niemieckiego kapitału w mediach byli też jego zagorzałymi obrońcami, kiedy tylko zgadzały się miesięczne przelewy.

Absolutną konsternacją zakończyło się przytoczenie słów jednego z włodarzy telewizyjnej „Dwójki” z zacytowanym wprost stwierdzeniem „albo morda w kubeł”. Te słowa faktycznie padły i należy je interpretować jako klarowne wytyczne odnośnie standardów pracy w mediach publicznych, które są skrzętnie realizowane. Węglarczyk merytorycznie odniósł się do tego, jak wygląda zaplecze kapitałowe wydawnictw takich jak Gazeta Polska (w rzeczywistości temat ten można by było jeszcze rozszerzyć).

Tak jak przez wiele lat uważałem Romana Giertych za kompletnego kosmitę z innego świata, bardzo zaimponował mi swoim przemówieniem z 2007 roku, a od tego czasu przeszedł bardzo ciekawą drogę w kwestii swojego spojrzenia na rzeczywistość. Bartosz Węglarczyk był mi dotąd obojętny, ale wczorajszym wystąpieniem zaimponował mi bardzo. Zwabiony w pułapkę miał prawo się pogubić, a tymczasem pod koniec jego wypowiedzi odniosłem wrażenie, że jego rozmówcy mieli ochotę przeprosić za grzechy i przyznać mu rację we wszystkim, co powiedział.

I to chyba jest właśnie to Dziennikarstwo.

I szkoda tylko, że pracownicy partii z Woronicza muszą sobie włączyć amerykańską telewizję lub wejść na niemiecki portal, żeby zobaczyć, jak wygląda Dziennikarz.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement