Co mają wspólnego Christian Slater i HP? Świetny spot w hollywoodzkim stylu

Co mają wspólnego Christian Slater i HP? Świetny spot w hollywoodzkim stylu

Zdarza się wam oglądać pasma reklamowe i przecierać oczy ze zdziwienia? Mnie często, bo firmy oraz specjaliści od marketingu i pijaru naprawdę potrafią zaskoczyć. Większość materiałów, pojawiających się w telewizji, nigdy nie powinna była powstać. Kiedy zobaczyłam nową reklamę drukarek HP również przetarłam oczy ze zdumienia. Ale dlatego, że w końcu ktoś udowodnił, że można zrobić świetny spot, który widzowie będą śledzić z zainteresowaniem.

Nowa kampania drukarek HP, mająca na celu propagowanie cyberbezpieczeństwa i przeciwdziałanie zagrożeniom w sieci, ciekawi zarówno treścią jak i kompozycją. Ponad sześciominuowy spot przybrał formę krótkiego, czteroodcinkowego serialu o tytule „The Wolf”. W produkcji główną rolę gra Christian Slater, znany np. fanom serialu „Mr. Robot”, gdzie wciela się właśnie w tytułową postać, istniejącą tylko w świadomości głównego bohatera.

Slater w „The Wolf” zagrał tytułowego Wilka, który chce wykraść pooufne dane z dużej firmy, nie mającej dobrych zabezpieczeń biurowych.

Jego postać jest charyzmatyczna, dowcipna, przebiegła i sprytna. Christian Slater jako Wilk obnaża wszystkie błędy popełnione przez pracowników firmy, którzy nie zadbali o odpowiednie zabezpieczenia. Za pomocą jednego prawie-wiarygodnego-maila i niechronionych drukarek nasz główny bohater może wykraść wrażliwe dane korporacji dla swoich korzyści.

Świetnym zabiegiem, wykorzystanym w „The Wolf”, jest tzw. zburzenie czwartej ściany.

Ten wyraz artystyczny polega na tym, że aktor, aktorka bądź dowolny bohater jakiegoś filmu, kreskówki czy gry komputerowej zwraca się bezpośrednio do publiczności. Zarówno postać na ekranie jak i widzowie wiedzą już, że wzajemnie się obserwują, nawiązują porozumienie i cichą umowę. Ten zabieg kojarzyć możecie choćby z serialu „House of Cards”, gdzie został on bardzo dobrze przyjęty. Podoba mi się taka konwencja, w całości to kupuję. Tak jak i to, że Christian Slater cały czas pozostaje niewidzialny dla pracowników firmy, w której chce ostro namieszać.

Trzeba przyznać, że całość zrealizowana jest naprawdę imponująco, w iście hollywoodzkim stylu.

To reklama, której nie trzeba się wstydzić, a taka, która przyciąga wzrok i interesuje. Mamy w niej wszystko to, co stanowi o dobrej kampanii: jest historia, charakterystyczny i charyzmatyczny bohater, niewiadoma i budowanie napięcia. Jesteśmy ciekawi, jaki będzie finał tej opowieści i jak zachowa się nasz bohater. Przyznam, że nie obraziłabym się, gdyby cała reklama była dwa albo trzy razy dłuższa, a historia bardziej wielowątkowa. To naprawdę zrobione jest ze smakiem. Nie mam poczucia, że jestem bombardowana hasłami „Kup mnie!” albo „Wybierz właśnie mnie!”.

Jasne wiem, że to reklama, ale jeśli ta reklama dostarcza mi rozrywki, to nie mam się o co obrażać.

Życzyłabym sobie, a także polskim telewidzom, byśmy mogli częściej oglądać właśnie takie spoty, a nie te, które irytują i żerują najprawdopodobniej na głupocie klienta. Albo przynajmniej takie wrażenie sprawiają. Czemu reklamy nie mają właściwie być nakręcone z takim samym rozmachem jak filmy czy nowoczesne seriale? Takie zaangażowanie ze strony twórców i marki ma szansę przecież przełożyć się na dobrą opinię wśród klientów, rozpoznawalność i – przede wszystkim – zainteresowanie ich produktem. Bo czy jeśli raz zobaczycie Wilka, łatwo o nim zapomnicie? Szczerze wątpię.

Poniżej obejrzeć możecie cały spot:

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement