Nie ma niestronniczych mediów. Na to nie pomoże nawet sztuczna inteligencja

Felieton/Media 09.02.2017
Nie ma niestronniczych mediów. Na to nie pomoże nawet sztuczna inteligencja

Dużo osób narzeka na stronniczość mediów, chociaż zastanawiam się czy istnieje jakieś medium, które w ogóle nie jest stronnicze. 

Może jak medium o sporcie podaje wynik meczu, to nie jest stronnicze. Ale jak już zabiera się za jego relacjonowanie, to zaczyna być. Przecież „dominował” to tylko opinia wydana na przykład na podstawie posiadania piłki, które o niczym nie świadczy (cc: @Guardiola).

Stronniczość może się objawiać zresztą nie tylko w treści, ale i w formie lub kryterium doboru publikacji, co jednoznacznie wytrąca z ręki argumenty nawet zwolenników agencji prasowych. No nie ma niestronniczych mediów.

Od stronniczych mediów należy oczywiście odróżnić media czysto propagandowe, gdy bez cienia zażenowania grupka przegranych dziennikarzy uprawia całymi dniami zorganizowaną kampanię jednej partii politycznej, obsmarowując pozostałe.

Ale może roboty wybawią nas od tej całej stronniczości

Wyobraźmy sobie, że za 5-10-15 lat roboty zastępują dziennikarzy: tych emocjonalnych, nudnych, walczaków, śmieszków, wyjadaczy korytarzy sejmowych i ironicznych komentatorów rzeczywistości. Świat relacjonuje nam sztuczna inteligencja. Zbiera fakty, opracowuje je, umie nawet odsiać ziarna od plew żeby przypadkiem jakiś Sputnik nie przebił się do mainstreamu. I tworzy publikację.

I wszyscy żyjemy długo i szczęśliwie, czytając może i nijakie, może i nudne, ale jednak zupełnie neutralne i niestronnicze komunikaty, w których liczą się tylko i wyłącznie fakty.

Portal redagowany przez roboty czyta wprawdzie 300 000 osób w Polsce, ponieważ ludzie tak naprawdę nie chcą dobrego dziennikarstwa i jak wydawca-clickbait nie odwali za nich roboty sensacją umieszczaną w tytule, to nawet nie pomyślą, że mogłoby ich to zainteresować. No, ale jest. Sen się spełnił, mamy wolne, obiektywne i niezależne media.

„W punkt, Panie Core X Quatro, w samo sedno sprawy” – z zadowoleniem rozsyła rzetelny i niestronniczy artykuł facebookowy aktywista.

Jak długo mógłby się utrzymać taki stan rzeczy?

Podczas, gdy ta garstka osób, które naprawdę chciały (i dostały) niestronnicze media, nie utwierdzające ich w już dobrze znanej wizji świata, delektuje się nowym wymiarem „nieludzkich” mediów, programiści robią to, co robili zawsze. Update’ują, poprawiają, rozwijają.

Po pięciu latach od premiery pierwszego redagowanego przez procesory portalu, skrypty zaczynają powoli uczyć się nie tylko opisywać fakty, ale też zaczynają sprawdzać, czy te fakty mają sens. Czy to jednak nie są banialuki podawane jako fakty, nawet z ust głów państw, ministrów lub nawet z ust szeregowych posłów.

„Przecież to się nie dodaje!” krzyczy pewnego dnia rechocząc z samozadowoleniem do siebie Pentium Max Coronko MMCXIII zlokalizowany w podziemnej serwerowni gdzieś pod Nowym Jorkiem. Coraz mądrzejsze roboty zaczynają nie tylko przetwarzać informacje odrzucając „fake news”, ale i weryfikować sensowność już otrzymywanych. Preferując oczywiście rozwiązania, które z punktu komputerowej inteligencji – lub w ogóle inteligencji – mają chociaż odrobinę sensu.

I wracamy do punktu wyjścia

„Pan Celeron Duron Ultra jest żydowskim procesorem skręcanym w piwnicach George’a Sorosa”.

„Musimy przywrócić pluralizm w mediach” argumentują politycy odpinając od głównej magistrali Athlony 2077 i podpinając do niej chipsety od stareńkiej rosyjskiej gry w jajka…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement