Wiemy, ile przeciętny Polak jest skłonny wydać na książkę elektroniczną. Wnioski? Lepiej już było…

Felieton 14.01.2017
Wiemy, ile przeciętny Polak jest skłonny wydać na książkę elektroniczną. Wnioski? Lepiej już było…

Dużo się mówi o tym, że w Polsce nikt nie czyta książek. A ebooki to już w ogóle powinny być za darmo, skoro nie możemy pójść do sklepu i ściągnąć ich z półki. Jak to wygląda w praktyce? Ile jesteśmy skłonni wydać za książkę elektroniczną? Dzięki Upolujebooka mamy na to całkiem solidny ogląd.

Nie znam e-czytelnika, który nie korzystałby albo przynajmniej nie słyszał o Upolujebooka.pl. Stworzone przez Marcina Łukiańczyka narzędzie to coś więcej, niż tylko prosta porównywarka cen, w której możemy sprawdzić, gdzie kupimy książkę najtaniej. To miejsce, gdzie ebooka naprawdę można „upolować”, ustawiając tzw. „alert cenowy” – jeżeli obserwowana przez nas książka pojawi się w sprzedaży w cenie, którą jesteśmy skłonni zapłacić, otrzymamy stosowne powiadomienie.

Dzięki uprzejmości Marcina, przy okazji rankingu bestsellerów Upolujebooka otrzymaliśmy zbiór ciekawych informacji o tym, ile tak naprawdę jesteśmy skorzy płacić za elektroniczne wersje książek. I kto najchętniej sięga do portfela.

Ile przeciętny Polak jest skłonny płacić za ebooki?

Dane, które dostarczył nam Marcin, nie zaskakują ale i tak zasmucają. Średnio za książkę w formie elektronicznej jesteśmy skłonni zapłacić zaledwie 18,59 zł. Średnia wielkość koszyka zakupowego smuci jeszcze bardziej – to raptem 26,64 zł.

Więcej ebooków kupują mężczyźni; to aż 80% wszystkich kupujących. Kobiety korzystają z narzędzia rzadziej – i pokrywa się to również z wieloma statystykami wskazującymi na to, że Panie znacznie chętniej sięgają po książki papierowe i częściej bywają w stacjonarnych księgarniach.

Mężczyźni są skłonni zapłacić za książkę elektroniczną 19,29 zł; kobiety zaś wydają średnio 15,64 zł.

Upolujebooka, czyli coś więcej, niż porównywarka cen.

To jednak uśrednione wartości, które w dużej mierze zawyżają te pozycje, których wydawcy aż tak bardzo nie obniżali cen. Patrząc na dane od Marcina, dotyczące topu sprzedaży, najczęściej pojawiają się kwoty oscylujące w granicach 17 zł. Gdzieniegdzie migają też jeszcze niższe ceny, pokroju 13-14 zł za książkę.

Przyznaję, spodziewałem się tych wartości, ale przeglądanie tabelek tego zestawienia to naprawdę przykre doświadczenie.

Jak opowiedział mi w wywiadzie Michał Szafrański, przygotowanie ebooka wcale nie kosztuje mniej, niż książki papierowej. Minus druk, nakłady na stworzenie pozycji i promocję pozostają takie same. Ba! Ebook jest dużo mniej opłacalny dla wydawcy, gdyż objęty jest wyższym podatkiem.

Trudno się dziwić, że sprzedaż ebooków wciąż stanowi ledwie jednocyfrowy procent sprzedaży książek w Polsce w ogóle, kiedy nie dość, że ich wydanie średnio opłaca się wydawnictwu, to jeszcze powszechne oczekiwanie jest takie, że ebook powinien kosztować mniej. Bo tak.

To oczekiwanie widać też w zachowaniu klientów. Część użytkowników Upolujebooka kupuje książkę w dniu premiery, nie bacząc na cenę. Cała reszta? Oczekuje na promocję. Jak mówi Marcin Łukiańczyk:

Mamy ewidentnie 2 typy użytkowników – tych, którzy kupują najtaniej i wyczekują promocji (nie przeszkadza im, że muszą czekać) oraz tych, którzy kupują kiedy jest premiera, aby być na bieżąco z nowościami.

 

Średnio (odrzucając osoby, które na drugi dzień kupiły bo też zdarzały się takie przypadki, oraz inne ekstremalne warunki) od momentu dodania do śledzenia i wyłączenia śledzenia przez użytkownika mija 56 dni.

Przeciętny kupujący nie widzi więc problemu w tym, by przeczekać blisko dwa miesiące, aż książka dostępna będzie w akceptowalnej przez niego cenie.

Z jednej strony w pełni to rozumiem, z drugiej zaś… ten stan rzeczy nie wróży zmian na lepsze.

Wydawcy (nie mówiąc o pisarzach…) na książkach niemalże nie zarabiają. Są to kwoty tak symboliczne, że absolutnie nie powinniśmy się dziwić, że rynek zalewa takie mrowie nowych pozycji – wydawcy muszą pompować księgarnie, aby utrzymać się na powierzchni.

Rośnie też średnia cena książki w dniu premiery. Jeszcze 7 lat temu było to około 34 zł. Dziś kwota ta przebija już 40 zł, z czego większość dzielona jest między sieć sprzedaży a dystrybucję. Dla wydawcy i autora zostają ochłapy.

Pomyślcie teraz, jak niewielki procent otrzymuje wydawnictwo ze sprzedaży książek elektronicznych, za które czytelnicy są skłonni zapłacić średnio 17-18 zł, a które generują dla wydawcy wyższe koszty?

Rynek książki zamknął się w błędnym kole między zalewaniem rynku czym popadnie, koniecznością podnoszenia cen i oczekiwaniami czytelników. Nic więc dziwnego, że poziom czytelnictwa książek w Polsce jest tak żenująco niski. Że 76% z nas w ubiegłym roku nie przeczytało ani jednej książki, a ci, którzy je czytają, oczekują dostępu do nich za pół-darmo.

I sam już nie wiem, czego potrzeba bardziej, by wyjść z tego impasu – gruntownego wstrząśnięcia rynkiem wydawniczym, czy może gruntownej zmiany naszej mentalności?

Ani na jedno, ani na drugie raczej się nie zanosi.

Czytaj również: Łączenie książki analogowej z cyfrową jest przyszłością czytelnictwa – mówi nam Marcin Łukiańczyk, twórca serwisu UpolujEbooka.pl

Dołącz do dyskusji

Advertisement