Kilka tygodni czekania, aż DICE naprawi grę Star Wars: Battlefront. Za co ja zapłaciłem?

Artykuł/Gry 18.01.2017
Kilka tygodni czekania, aż DICE naprawi grę Star Wars: Battlefront. Za co ja zapłaciłem?

Fani sieciowej strzelaniny Star Wars: Battlefront mogą odetchnąć z ulgą. Po tygodniach oczekiwania DICE wreszcie załatało błąd związany z Lando. Znów można grać bez obawy, że balans rozgrywki popsuje jeden niesforny gracz. Cała sprawa pozostawiła niestety spory niesmak.

Star Wars: Battlefront to pierwsza duża gra w uniwersum Gwiezdnych wojen po przejęciu marki przez Disneya. Fani wiązali z nią ogromne nadzieje, ale niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Deweloperzy ze studia DICE podjęli sporo kiepskich decyzji, które rozzłościły nabywców gry. Liczne błędy i opieszałość w przygotowaniu poprawek tylko sytuację pogorszyły.

Star Wars: Battlefront to nie jest gra dla rasowych graczy, a dla fanów Gwiezdnych wojen”

Takie słowa wypowiedział jeden z pracowników studia ponad rok temu, gdy uczestniczyłem w przedpremierowym pokazie podstawowej wersji gry. Po zapoznaniu się z tym tytułem nie sposób się z tym nie zgodzić – to bynajmniej nie jest tytuł e-sportowy. To gra dla tzw. casuali, a nie osób, które starły do krwi opuszki palców podczas rozgrywek w seriach Battlefield czy Call of Duty.

Battlefront to nie jest zestaw skórek na Battlefielda. Pozwala szybko wskoczyć w zbroję Szturmowca i uniform Rebelianta, siąść za sterami ikonicznych statków X-Wing i TIE Fighter lub wcielić się w filmowego bohatera. Chociaż to gra multiplayer, to rzadko kiedy drużyny koordynują swoje działania, chociaż paradoksalnie wiele trybów wymaga wykonywania przez zespół określonych zadań.

Takie podejście rozumiem i wręcz popieram, ale nie broni to studia DICE przed słuszną krytyką.

Daleki jestem tutaj od jednoznacznej krytyki gry wydanej przez Electronic Arts. Na serwerach Star Wars: Battlefront spędziłem ponad 100 godzin. Jeśli byłaby to zła gra, to nawet przy całej mojej sympatii do Gwiezdnych wojen nie zdobyłbym 79. rangi , nie ukończył większość wyzwań i nie odblokował wszystkich dostępnych przedmiotów. Bawiłem się przy tym zresztą świetnie.

Nie da się jednak ukryć, że DICE za długo miało fanów w nosie. Już wcześniej bywały problemy, jak np. złe naliczanie dokonać w Kontraktach Hutta, resetowanie się Wyzwań. Na długo przed Świętami Bożego Narodzenia przelała się w dodatku czara goryczy. W wyniku błędu jeden z bohaterów mógł popsuć zabawę kilkunastu innym osobom.

Wszystko przez głupi błąd ze zdolnością Power Blast bohatera imieniem Lando.

Gracze już kilka tygodni temu zauważyli, że ten bohater Rebeliantów w wyniku błędu może bez przerwy korzystać ze swojej specjalnej zdolności Power Blast pozwalającej mu jednym strzałem zabijać przeciwników. W zamyśle twórców miał korzystać z tej zdolności tylko kilka razy na minutę, ale błąd pozwalał ominąć tzw. cooldown umiejętności.

Wieść o błędzie szybko rozniosła się po sieci, a niektórzy gracze zaczęli nadużywać tego triku. W wyniku tego pozostali gracze byli sfrustrowani, bo burzyło to cały balans rozgrywki. Można by pomyśleć, że DICE rzuci się do pracy nad łatką, ale… tak się nie stało. W efekcie sam przestałem grać czekając na patch, ale nie spodziewałem się, że będę musiał czekać aż kilka tygodni!

Na szczęście styczniowy patch do Star Wars: Battlefront wreszcie się pojawił.

Przez kilka tygodni gra online wydana niecały rok temu była niegrywalna – to po prostu niedopuszczalne. DICE wystawiło cierpliwość graczy na dużą próbę. Ja rozumiem, że był sezon urlopowy, ale cholera – klienci studia też mieli wolne i nie mogli bawić się w tym czasie przy grze za które zapłacili niemałe pieniądze, a ten błąd to nie była kosmetyka.

Nie widziałem zresztą nawet przeprosin ani jakiejkolwiek rekompensaty w postaci np. podwojenia zdobywanych punktów doświadczenia przez weekend. Na szczęście w styczniowym patchu problem wyeliminowano. Twórcy Star Wars: Battlefront naprawili błąd specjalnej zdolności Lando. Przy okazji poczyniono również wiele innych mniej lub bardziej istotnych zmian w mechanice.

Styczniowy patch do Star Wars: Battlefront nie tylko naprawia błąd związany z Lando, ale reszta zmian to kosmetyka.

Pełny changelog można przejrzeć na oficjalnym forum gry. W porównaniu do poprzednich łatek zmian nie ma wcale tak dużo, a głos społeczności – jak zwykle – w dwojaki sposób do nich podchodzi. Jak zwykle ktoś narzeka na to, że nerf tej broni był niepotrzebny, a buff dla tamtej postaci był zbędny – bo i tak była overpowered.

Sam jednak tymi zmianami się zbytnio nie przejmuję. Po prostu cieszę, że znów będę mógł wejść w uniwersum Gwiezdnych wojen bez martwienia się o to, że trafię na gracza psującego zabawę wszystkim innym uczestnikom meczu. Smutno jednak patrzeć na to, że takie podejście do sprawy odbije się negatywnie nie tylko na tej odsłonie serii, ale też na kolejnych.

Ignorowanie głosu społeczności nie wyjdzie DICE na dobre.

Sam wielokrotnie kląłem pod nosem na błędy, jakie pojawiały się w grze i wkurza mnie pobłażliwe podejście do cheaterów w wersji PC. Bardziej od tego irytuje mnie podejście DICE do graczy. Rozumiem, że gra się sprzedała w oszałamiającej liczbie egzemplarzy. Wydano już wszystkie DLC to raczej ani Przepustka Sezonowa, ani edycja GOTY nie wpadnie już na listy bestsellerów.

Sprzedaż na PC pewnie zmaleje teraz jeszcze bardziej niż na konsolach, bo Electronic Arts udostępniło Star Wars: Battlefront w ramach abonamentu Origin Access. Zastanawiam się nawet, czy ta opieszałość DICE w naprawieniu błędu związanego z Lando to nie był celowy zabieg, by zniechęcić graczy do zabawy, skoro największe pieniądze już na tytule zarobiono.

W tym lub w przyszłym roku zadebiutuje bowiem druga część gwiezdnowojennej strzelaniny. To, że nadchodzi nowa część serii bynajmniej nie oznacza, że można grę porzucić – zaraz po wydaniu ostatniego dodatku i w niecały rok po premierze! To, jak studio radzi sobie z problemami Battlefronta bezpośrednio rzutuje zresztą na ich kolejny produkt.

Gracze, którzy teraz poczują się przez DICE zaniedbani, mogą nie pobiec tak ochoczo do sklepu po Star Wars: Battlefront 2 tak jak po pierwszą część odświeżonego cyklu w 2015 roku…

Czytaj też:

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement