Polacy zrobili z książki skarg i zażaleń startup

Artykuł/Biznes 11.01.2017
Polacy zrobili z książki skarg i zażaleń startup

Polski rynek pracy powoli przekształca się w rynek pracownika, a nie pracodawcy. W ten trend idealnie wpisuje się nowy projekt byłego prezesa porównywarki Comperia, Bartosza Michałka. iniJOB ma pomóc pracownikom w anonimowym zgłaszaniu problemów w firmie i pomysłów na jej rozwój.

Michałek jest współzałożycielem Comperii, którą prowadził przez 9 lat. Po tym czasie wspólnie z zarządem firmy podjął decyzję o zmianach i swoim odejściu. Jak sam mówi w rozmowie ze Spider’s Web: „kiedyś zawsze przychodzi zmiana”.

Rynek pracownika, nie pracodawcy.

To główna zmiana jaka zachodzi na polskim rynku pracy. iniJOB ma pomóc w komunikacji pomiędzy obiema stronami, aby pracownicy poczuli, że nie są tylko wyrobnikami, a rzeczywiście tworzą żywą organizacje. Z drugiej strony firmy mają poczuć presję do zmian i tworzenia jak najlepszego środowiska.

Udostępniamy platformę do komunikacji dla pracowników i pracodawców. Ustalamy reguły gry równe dla obu stron. Dajemy szansę na realizację konstruktywnych rozwiązań. Nie ma drugiego takiego miejsca w internecie – mówi Spider’s Web Michałek.

Jak działa iniJOB?

Z punktu widzenia pracownika zaraz po rejestracji i podaniu nazwy pracodawcy może on przystąpić do zgłaszania swoich inicjatyw/sugestii/pomysłów. iniJOB gwarantuje anonimowość – pracodawca nie dowie się np. kto uważa, że godzinne spotkania statusowe są stratą czasu. Pracownik może też zapraszać swoich kolegów z pracy do poparcia inicjatywy. Im więcej osób zgromadzi, tym większą presję wywrze na pracodawcy.

W pierwszej fazie serwisu każda inicjatywa będzie weryfikowana przez iniJOB pod kątem potencjalnego narażania dóbr osobistych osób trzecich. Jako że wszystkie posty pracowników są publiczne (już teraz można zobaczyć, że w Citibanku chcą regularne podwyżki i więcej szkoleń) to admini weryfikują też, czy konkretny użytkownik rzeczywiście pracuje w danej firmie.

Weryfikujemy na dwa sposoby. Po pierwsze na mailu pracowniczym – kliknięcie na potwierdzenie założenia konta w domenie firmy. Po drugie, jeżeli pracownik nie ma maila w domenie firmy, możemy weryfikować „ręcznie” poprzez analizę konta LinkedIn – zdradza Michałek.

Zarejestrowanie się i składanie inicjatyw jest bezpłatne, każdy pracownik ma za darmo dostęp do wszystkich funkcjonalności serwisu.

Z drugiej strony mamy firmy. Każda z nich może założyć darmowe konto do reagowania na inicjatywy pracowników.

Wiem z doświadczenia, jak duże są bariery komunikacyjne między pracownikami i pracodawcami. Funkcjonalności, które będziemy sukcesywnie udostępniać w ramach iniJOB będą miały na celu poprawę relacji pracownik – pracodawca, ostatecznie wzrost zadowolenia z pracy, efektywności wykonywania obowiązków i spadek rotacji – mówi Michałek.

To nie wszystko, bo iniJOB ma zamiar zarabiać na pakiecie możliwości premium. Miesięcznie będzie on kosztował od 300 do 500 zł zależnie od tego, jaki okres rozliczeniowy wybierzemy (od kwartału po rok). W ramach premium firmy dostaną informacje o liczbie zarejestrowanych pracowników, aktywności, liczbie generowanych inicjatyw, wielkości wsparcia dla poszczególnych inicjatyw i ich kategoriach.

W miarę wzrostu ilości generowanych przez użytkowników treści będziemy wzbogacać udostępniane statystyki. Pozostaniemy jednak zawsze wierni zasadzie anonimowości – dane osobowe pracowników pozostają poza dostępem pracodawców – zaznacza Michałek.

„Folwarczny styl zarządzania”

Bardzo podoba mi się pomysł iniJOB. Firmy, które grają w otwarte karty i słuchają swoich pracowników zwykle lepiej sobie radzą, ponieważ milej się w nich pracuje. Kiedy zaś pracownicy czują, że są zaledwie małymi trybikami maszyny, których pomysły lądują na stercie nieczytanych świstków, mają tylko kolejny argument za zmianą pracodawcy.

Pracownik często uznaje, że zgłaszanie pomysłu nie ma sensu – „bo przecież nikt z tym nic nie zrobi”. IniJOB zwiększa szansę, że jednak w wyniku zgłoszenia inicjatywy coś się zmieni.

 

Po pierwsze dlatego, że ta ma charakter publiczny. Po drugie dlatego, że współpracownicy mogą gromadzić się wokół idei na iniJOB. Kiedy pracodawca dostanie sygnał, że połowa firmy ma jakąś konkretną potrzebę to trudno to zignorować – zauważa Michałek.

A co z działami HR?

Przecież to właśnie one powinny zajmować się takimi rzeczami.

Działy HR nie przekonają pracowników do otwartości i zaangażowania w komunikacji. Pracownik ma obawę, że zbytnia szczerość w komunikowaniu potrzeb może ostatecznie mu zaszkodzić. Woli zatrzymać wszystko dla siebie.

 

Na otwartą rozmowę jest gotowy dopiero w dniu odejścia z firmy (niezależnie czy to decyzja pracownika czy pracodawcy), ale wtedy jest już za późno. Naszym celem jest sprawienie, by frustracja nie dochodziła do zenitu i żeby pracownicy mieli możliwość poprawiania swojego miejsca pracy w czasie kiedy są z niej zadowoleni – podsumowuje Michałek.

W przyszłości iniJob planuje wypuszczenie aplikacji mobilnej i wyjście na rynki zagraniczne z anglojęzyczną wersją.

Sukces iniJOB – jak każdego portalu społecznościowego – zależy od zaangażowania użytkowników. To właśnie ich bazę Michałek pragnie zbudować na początku. W małych firmach i tak wiadomo będzie, kto zgłosił daną inicjatywę, ale iniJOB ma szansę zrobić dużo dobrego w korporacjach.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement