Kebab w Ełku, czyli dziwne miejsce, w którym internetowy hejt znalazł ujście

Felieton 02.01.2017
Kebab w Ełku, czyli dziwne miejsce, w którym internetowy hejt znalazł ujście

Internet ma wpływ na prawdziwe życie, a publikowane w nim treści mogą mieć odzwierciedlenie w świecie realnym. Warto sobie o tym przypomnieć przed wrzuceniem do sieci nienawistnych postów.

Truizm? Może i tak, ale byłem przekonany, że dzięki akcjom takim jak #StopMowieNienawiści problem hejtu się zmniejszył. Okazuje się jednak, że silniejsze są panujące obecnie ksenofobiczne nastroje. Dokładnie tak jak w latach 30-tych XX wieku lub w realiach apartheidu, jesteśmy w stanie kogoś nienawidzić z powodu jego religii. Jesteśmy w stanie kimś gardzić z powodu jego pochodzenia. Możemy na kogoś pluć, bo ma inny kolor skóry niż nasz. Ergo, mamy w głębokim poważaniu, co konkretny człowiek sobą reprezentuje, bo liczy się wyłącznie to, co widać na pierwszy rzut oka.

Ełk: Kebab, w którym zaczęła się awantura i zakończyło ludzkie życie.

W sylwestrową noc doszło do tragedii, w której zginął 21-letni mężczyzna. Według pierwszych, niepotwierdzonych relacji młody chłopak wszedł do lokalu Prince Kebab, ukradł dwa napoje, wrzucił do lokalu petardę i uciekł. Następnie zaczęło go gonić czterech pracowników restauracji pochodzących z Algierii, Tunezji oraz Maroka. Gdy złapali Polaka, dwukrotnie dźgnęli go nożem. To było przyczyną jego śmierci. Wybryk Polaka był najzwyczajniej w świecie głupi. Kara wymierzona przez pracowników zaś nieproporcjonalna.

Można pokusić się o stwierdzenie, że wspomniany Polak powinien otrzymać honorową nagrodę Darwina, a obcokrajowcy powinni zostać odizolowani od społeczeństwa, którego elementarnych zasad nie rozumieją.

Negatywne emocje skierowane w kierunku pracowników tego konkretnego lokalu są jak najbardziej zrozumiałe. Tak samo jak głosy broniące Polaka, mimo jego dyskusyjnego wybryku. Nie da się jednak w żaden sposób usprawiedliwić wiadra pomyj wylewanego na wszystkie osoby pochodzące z orientalnych krajów. Od kilku dni na Facebooku bardzo często widzę apele nawołujące do bojkotowania wszystkich orientalnych restauracji w naszym kraju lub nawet do krzywdzenia lub wręcz zabijania wszystkich osób wyznających Islam, bądź takich o śniadym kolorze skóry. W kraju, który nie ma żadnego problemu z uchodźcami, z którego ludzie masowo emigrują do Wielkiej Brytanii, Niemiec i Holandii, nawołuje się do świętej wojny. To chore.

Nie zdziwiłbym się, gdyby to właśnie z powodu takich apeli doszło w Ełku do zamieszek.

W przypadku takich tragedii reakcja tłumu zazwyczaj bywa spontaniczna. Tutaj było zupełnie inaczej. Początkowo przed lokalem Prince Kebab pojawiały się kwiaty i znicze. Dopiero po południu w ruch poszły kamienie oraz kostka brukowa. Stało się to już po pojawieniu się w sieci pierwszej fali nienawistnych apeli. Podejrzewam, że to one mogły być bezpośrednią przyczyną fali bezsensownej nienawiści. Skierowanej w kierunku lokalu, jego pracowników, broniących porządku policji oraz wojska, a także wszystkich muzułmanów. Tłum zgromadzony przed lokalem Prince Kebab chciał go spalić, mimo że znajdowały się nad nim mieszkania i pokoje hotelowe. Wściekła gawiedź rzucała kamieniami w policjantów – własnych rodaków, którzy tylko wykonywali swoje obowiązki i starali się zapobiec rozlewowi krwi.

Jestem pewien, że dyskusja wyglądałaby zgoła inaczej, gdyby to muzułmanin ukradł z polskiej restauracji napój, a następnie zostałby zabity. Reakcje byłyby dokładnie odwrotne, a załoga restauracji byłaby przedstawiana jako bohaterowie, którzy bronią Polski przed islamizacją. Dlaczego jestem o tym przekonany? Bo widziałem nie jeden tekst na temat przestępstw popełnianych przez Polaków w innych krajach. Reakcje komentatorów były najczęściej żartobliwe. Nasi rodacy za to niezwykle nerwowo reagują na chęć wyrzucenia z Wielkiej Brytanii wielu Polaków, którzy według stereotypów powtarzanych przez opinię publiczną również nie spełniają tamtejszych norm społecznych: piją, kradną i (zależnie od rozmówcy) pobierają pomoc społeczną lub zabierają pracę uczciwym Brytyjczykom.

Większość z nas ma moralność Kalego.

Żeby było ciekawiej, sam znam osobę, która od wielu lat nielegalnie przebywa w Stanach Zjednoczonych i nie płaci amerykańskich podatków. Mimo to pobiera na urodzone tam dziecko świadczenia socjalne. Na jej tablicy można znaleźć liczne hasła nawołujące do odsyłania muzułmanów pracujących w Polsce. Gdy w komentarzu spytałem wprost, jak nielegalny imigrant może wypisywać podobne rzeczy, usłyszałem tylko, że to jest zupełnie inna sytuacja. Dalsza próba dyskusji skończyła się wyzwiskami pochodzącymi od innych przedstawicieli amerykańskiej Polonii skierowanymi w moim kierunku. Wtedy, tak jak teraz, przekonałem się, że większość internetowych komentatorów ma moralność Kalego i w ogóle nie rozumie, czym jest hejt.

Można spodziewać się, że najbliższe dni dla wielu orientalnych mieszkańców Polski będą bardzo trudne. Po przeczytaniu internetowych apeli wielu domorosłych obrońców polskości i demokracji może atakować niewinnych ludzi, tak jak wczoraj niszczyli własność bogu ducha winnego właściciela lokalu i zaatakowali policjantów, którzy wykonywali po prostu swoją pracę. Powodem albo katalizatorem tych głupich działań był właśnie internetowy hejt.

Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem w Internecie ponownie będzie się chciało napisać nienawistny komentarz.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement