Wielki Brat patrzy. I widzi znacznie więcej niż kiedyś

Felieton/Technologie 17.12.2016
Wielki Brat patrzy. I widzi znacznie więcej niż kiedyś

Gdy George Orwell wydał pod koniec lat 40. powieść “Rok 1984” z łatwością można z niej było wyczytać krytykę systemu totalitarnego i znaleźć nawiązania do stalinowskiej Rosji. Ostatnio po latach wróciłem do tej antyutopii i widzę w niej dużo więcej. Wizja przyszłości naszkicowana przez brytyjskiego pisarza zaskakuje świeżością i trafnością przewidywań.

Orwell nie był teoretykiem

John Steinbeck udał się pod koniec 1947 r. z Robertem Capą do Rosji. Wskazywał wówczas na niezliczoną ilość mitów i – dziś powiedzielibyśmy “miejskich legend”, jakie narosły wokół tego kraju. Autor “Gron gniewu” postanowił osobiście przekonać się, jakie są Sowiety (jak je nazywano w Polsce międzywojennej). Opis swojej wizyty zawarł w książce “Dziennik z podróży do Rosji”. Orwell pisząc “Rok 1984” i rysując mechanizmy reżimu totalitarnego również nie był teoretykiem.

Orwell brał udział w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie republikanów. Paradoksalnie musiał ukrywać się przed komunistami, gdy rezydent NKWD, Aleksandr Orłow, otrzymał z Moskwy rozkaz likwidacji Robotniczej Partii Marksistowskiej Unifikacji, w szeregach której walczył. Wielu cytujących pisarza w kontekście jego antykomunizmu doznaje szoku, gdy dowiaduje się, że znany literat był zadeklarowanym socjalistą. “Widziałem rzeczy wspaniałe i nareszcie wierzę naprawdę w socjalizm” – pisał w jednym z listów po powrocie do Anglii.

Proza Orwella, szczególnie powieści “Folwark zwierzęcy” i “Rok 1984”, to bardzo mocna i obrazowa krytyka totalitaryzmu. Obie książki weszły do kanonu literatury. “Rok 1984” stał się również symbolem popkulturowym. Chyba większość z nas rozumie znaczenie określenia “Wielki Brat”. Do Orwella nawiązywał Apple w swojej reklamie Macintosha z 1984 r. W języku zakorzeniło się też słowo “nowomowa” określające język władzy służący do manipulacji.

Świat opisany przez Orwella jest przerażający

Przyjrzyjmy się wizji stworzonej przez pisarza. Tym, którzy nie czytali książki krótko wyjaśnię, że świat roku 1984 podzielony jest na trzy walczące ze sobą mocarstwa: Oceanię, Eurazję i Wschódazję. Społeczeństwo tej pierwszej składa się z trzech (a jakże) warstw: na szczycie znajdują się uprzywilejowani członkowie wewnętrznej partii. W środku “klasa średnia” z partii zewnętrznej, tworząca przede wszystkim aparat urzędniczy niższego szczebla. Na dole drabiny są prole, zdecydowana większość, którą partia pogardza i traktuje jak podludzi.

Jak wygląda życie owej klasy średniej? Od rana do nocy bombardowana jest „informacjami”. W mieszkaniach musi korzystać z teleekranów, urządzeń odbiorczo-nadawczych, które nie tylko emitują program, ale też służą do inwigilacji. Teleekrany znajdują się w sercu mieszkań i nie można ich wyłączyć. Taki przywilej mają tylko prominenci.

Płynie z nich nadzorowana przez Ministerstwo Prawdy propaganda, która nie ma nic wspólnego z informacją. Przekaz jest prosty: Oceania się rozwija. Ludziom żyje się coraz lepiej, Rośnie produkcja dóbr deficytowych. Toczy się wojna. Wróg nie śpi. W tym świecie pojęcie prawdy zostało zreinterpretowane. Prawdą jest to, co w danej chwili władza uzna za pożyteczne. Również historia i przeszłość straciły swoje pierwotne znaczenia. Przeszłością można manipulować.

Główny bohater pracuje w komórce, która zajmuje się fałszowaniem starych wydań gazet, znajdujących się w archiwum. Poprawianiem historii. Zmienia zatem artykuły o sojuszach, wymazuje ludzi, którzy – jak ładnie to określono – zostali ewaporowani, czyli po prostu zniknęli. Przeszłość tworzona jest na bieżąco i ma sankcjonować działania władzy w teraźniejszości.

Przerażający obraz, prawda? Ci, którzy czytali książkę zapewne pamiętają, jak mroczna była wizja Orwella. Niektórzy zaś podskórnie czuli niepokój dostrzegając uniwersalny charakter tej historii.

Wielki Brat patrzy

Mamy to szczęście, że nie mieszkamy np. w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej i możemy cieszyć się swobodą. Naszemu życiu (jeszcze) nie zagraża niebezpieczeństwo, gdy skrytykujemy władzę. Dlatego porównania do “Roku 1984” muszą być w jakiś sposób nadużyciem. Z drugiej strony, gdy wzniesiemy się ponad polityczną otoczkę znajdziemy wiele analogii.

Czym w istocie są teleekrany z powieści Orwella? O ile w dobie mediów tradycyjnych przekaz był jednokierunkowy, to Internet zaoferował nam wymianę informacji w obie strony. Dał poczucie uczestnictwa, a nawet współtworzenia. Złudne zresztą.

Portale i telewizje informacyjne raczą nas przez całą dobę papką informacyjną. Dezinformacja i zalew fałszywych wiadomości stają się domeną sieci społecznościowych. Duża część społeczeństwa nie potrafi wychwycić, że kierowany do niej medialny przekaz ma charakter reklamowy. Co jeszcze? Zamykamy się w informacyjnych bańkach, stając się odpornymi na opinie i poglądy, których nie podzielamy. Wielu z nas nawet na chwilę nie wyłącza dzisiejszych teleekranów, którymi są smartfony.

Gnuśniejemy, stajemy się bierni, rezygnujemy z wolności. Przy czym sam łapię się na tym, że dla wygody, zwykłego komfortu powierzam niesamowite ilości danych na swój temat ponadnarodowym koncernom. Mój Chromebook, przywiązanie do usług Google, konto na Facebooku są moim wyrzutem sumienia. Zapominam, że wielki brat patrzy. Nie traktuję go poważnie.

Oliver Stone nakręcił ostatnio film „Snowden”. Opowiada on historię Edwarda Snowdena, demaskatora, który ujawnił skalę inwigilacji obywateli przez amerykańskie służby wywiadowcze. Najnowszy film Stone’a nie jest najwybitniejszym dziełem reżysera. Ma on na koncie produkcje znacznie lepsze, w tym obrazy wybitne, jak choćby „Pluton”. Z drugiej strony film się broni ze względu na pokazaną w nim historię. Dlaczego o tym piszę? Bo poniekąd jest on symbolem naszego stosunku do Wielkiego Brata. Okazał się finansową klapą, choć na to nie zasłużył.

Wielki Brat patrzy i widzi dziś znacznie więcej. Wyłącznie dzięki nam samym.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

  • Twój stary

    „Wielki Brat patrzy i widzi dziś znacznie więcej. Wyłącznie dzięki nam samym.”

    Podpisuję się wszystkimi czterema kończynami. Niestety ale ludzie nie potrafią sobie uzmysłowić że każde zdjęcie, każda informacja którą umieszczą w internecie może być wykorzystana przeciwko nim np. przez banki czy urząd skarbowy.

    Drugą sprawą jest, że za niedługo, aby bezpiecznie z kimś porozmawiać przez internet będzie trzeba stosować szyfrowania (niektórzy już to robią). Żeby w pewnym momencie nie okazało się, że do drzwi zapukają smutni panowie bo przez przypadek wymknął się nam jakiś komentarz, który nie pasuje naszym najjaśniejszym władcom.

  • Meretycz

    Problemem nie jest to, że ludzie nie zdają sobie sprawy. Problemem nawet nie jest to, że część ludzi wierzy, że to dla ich dobra. Problemem jest to, że ludzie dobrze o tym wiedzą ale mają to gdzieś.

  • zmierzch

    To chichot historii, że w ojczyźnie Orwella poziom inwigilacji zbliża się do tego z „1984” a u nas wykreśla się z podręczników historii ludzi, którzy o tą wolność walczyli i piszę się tą historie na nowo.

  • Jego Mać

    stare powiedzenie mów: jeśli nie interesujesz się polityką – polityka i tak zainteresuje się Tobą. A gdy po Ciebie przyjdzie – na ucieczkę będzie już za późno

  • Elmot

    W sumie co ma US czy bank do informacji o mnie? Jeśli nie wyłudzam kredytów, nie piorę lewego hajsu, nie robię na czarno, to wystarczy że rzucą okiem na mój PIT i wszystko jest jasne. Dla mnie gorsze jest kreowanie rzeczywistości jaką oglądam np. na FB przez inwigilowanie mnie, a FB to robi i za pomocą kamery i mikrofonu, a potwierdza to moj eksperyment w ramach którego przez pół roku zezwoliłem FB i aplikacjom powiązanym (messenger, IG, Strony) na dostęp do mikrofonu i aparatu. O ile na początku były to działania sporadyczne, o tyle teraz, to praktycznie permanentna inwigilacja i nie ma mowy o przypadku. To tylko FB który porusza się troche jak słoń w składzie porcelany, a reszta, która stosuje bardziej wyrafinowane metody, tak że ciężko to wychwycić? To jest dopiero grubszy temat. Smutnych panów chwilowo mniej się boję, póki co są za głupi, i ich jeszcze nie stać, ale z czasem kto wie co się może zdarzyć :(

  • JG

    A mnie właśnie wujek G zaalarmował w sobotnią noc w barze, że czas złapać ostatni „pociąg” do domu. Pomijając fakt, że tutaj żadne pociągi nie jeżdżą…
    (ok, wiem, że train oznacza autobus w tym przypadku)

    Nie prosiłem nigdy! żeby się mną opiekował. W taki sposób.

    https://uploads.disquscdn.com/images/8b36981c01efd11e71e7e1bcd1e91d108aea17f8d2d8fa79c8ff55ada1bb3ca8.png

  • borysses

    Tylko ci co maja cos do ukrycia obawiaja sie inwigilacji. Ja jestem praworzadnym obywatelem wiec mi nic nie grozi.

  • BBfanfan

    Nie trzeba posiadać smartfona. Systemy rozpoznawania twarzy są coraz doskonalsze i tańsze. Według danych z 2015 ok 30% sklepów detalicznych w UK posiada takie systemy które „oflagowują” podejrzanych klientów. Pomijam kamery na ulicach i w komunikacji.

    Wielki Brat patrzy dosłownie i będzie, (wraz z popularyzacją IoT) robił to jeszcze lepiej. Nie ma przed tym za bardzo ucieczki wraz z rozwojem cywilizacji.

  • Cayden Cailean

    „W sumie co ma US czy bank do informacji o mnie?”
    Dopóki je trzyma bezpiecznie i nie masz wrogów to niewiele. Ale niestety dane wyciekają, zwłaszcza jeśli komuś na nich zależy.
    po za tym :
    https://pbs.twimg.com/media/BdaqkbUCQAA0DGX.png

  • Cayden Cailean

    Ha ha ha – to był niezły kawał – znasz jeszcze jakieś ? :)

  • Feniks06

    To początkowe pytanie to trochę ignorancja ktora musi wynikać z niewiedzy. Albo braku wyobraźni bo to co mozna albo będzie można zrobić przechodzi ludzkie pojęcie. Mówisz… Dlaczego masz się bać US. A jesteś pewien że zgłosiłes prawidłowo każdy dochód? A czy kupowałes od osoby prywatnej na allegro przedmiot o wartości powyżej 1000 zł? Zgłosiłes to? Odprowadziles podatek? Są setki sytuacji gdy możemy nieświadomie nie wywiązywac się z obowiązku podatkowego. Zresztą niekoniecznie tak musi być. Wyobraź sobie że podstawą do kontroli mogłoby być to że na komputerze przeglądałes artykuły związane z oszustwami podatkowymi. Fajnie?

    O banku to już w ogóle litanie by można napisać. Chcesz kredyt? Wybacz. Nie dostaniesz. Zachodzi spore podejrzenie że Twoja firma przeprowadzi w ciągu 2 lat optymalizację na zatrudnienia. To że szukałeś informacje na temat nowotworów a w ciągu ostatniego pół roku 4 razy dzwoniłeś do poradni onkologicznej i dwa razy ja odwiedziłes też Ci nie pomaga. Ja wiem ze deklarujesz że potrzebujesz kredytu na samochod marzeń. Twoja żona jednak ciągle dowiaduje się w internecie o kosztach leczenia nowotworu. No i jest w grupie na Fb skupiającej bliskich tych którzy walczą z rakiem. Sorry. Ty chyba planujesz kopnąc w kalendarz i nie oddasz tej kasy. Z podobnego założenia wyszedł Twój ubezpieczyciel i podniósł Ci składkę o 60% za chorobowe i o 80% za OC. Już raz dzwoniłeś na pogotowie i tydzień leżałes w szpitalu. A co jak zaslabniesz za kierownicą?

    Rozumiesz już jakie znaczenie może mieć inwigilacja dla ludzi którzy nie robią nic złego?

  • Feniks06

    Ty Prowokatorze Ty :D

  • Rafał Yasiëk Jasielon

    Proroczy artykuł biorąc pod uwagę aktualną sytuację w sejmie…

  • Member Berries

    Jak nie wykorzystają nic przeciw mnie to mogą inwigilować

  • zmierzch

    W końcu!
    Obyś tylko wytrwał. Wiec, że nie jesteś sam, kiedy nadejdzie moment próby i zwątpienia będziemy się za Ciebie modlić. Bądź silny!

  • Name

    Zauważyłem iż nie podałeś swojego imienia i nazwiska przy koncie Disqus.

  • Name

    A o sprawie ACTA warto też pamiętać. Kiedy to było? Dawno i nieprawda?

  • Name

    Dlatego bez skrępowania dałeś w avatar swoje zdjęcie i w nazwie konta podałeś imię i nazwisko?

  • rimoraj

    Niedawno po latach przeczytałem ponownie książkę Andrzeja Zajdla „Limes infrerior” i czytajc ja ponownie też mialem wrażenie, że książka ta dobrze opisuje dzisiejsze społeczeństwo konsumpcyjne. Ja czytalem to pierwszy raz ok. roku 90-tego zwracalem uwage na inne rzeczy. Kiedy wrocilem do tej ksiazki dwa lata temu to miałem wrażenie że ta książka calkiem dobrze opisuje współczesne społeczeństwo. Polecam taka ponowną lekturę.

  • Undefined

    Człowiek jest starszy, dojrzalszy, bogatszy o życiową wiedzę i też przez to inaczej podchodzi. Tekst książki jest cały czas taki sam. Czytelnik niby też jest taki sam, a jakże inny.

    W Twoim przypadku to ponad dwie dekady oddzielające pierwsze przeczytanie tej książki od drugiego. Kiedyś, jak będziesz miał powiedzmy 60 lat, jak świat będzie jeszcze dalej, może jeszcze coś uda się Tobie wycisnąć z tekstu. Który… cały czas jest taki sam.

  • |

    Bardziej dosadnie tego opisać nie szło. 10/10!

  • Rafał Gdak

    Oczywiście. Doświadczenie życiowe, bogactwo nowych przeżyć, często też ewolucja poglądów pozwalają znaleźć więcej odniesień, zrozumiałych metafor. Tekst pozostaje ten sam, nasze zdolności interpretacyjne zwiększają się.

  • borysses

    Znam: Politycy reprezentuja narod i wypelniaja swoje wyborcze obietnice.

  • borysses

    Dobry bog obdarzyl mnie tak olsniewajaca fizjonomia, ze kiedy wystepuje pod prawdziwym avatarem nie moge sie dokopac do wartosciowych odpowiedzi na moje komentarze pod stosami spamu od rozhisteryzowanych przedstawicielek plci pieknej zasypujacych mnie fotkami w neglizu.

    Natomiast uzywanie pseudonimu operacyjnego wymusza na mnie to, ze jestem cichociemnym z misja od samego blogoslawionego prezesa wiecznego dziewica.

  • borysses

    Oj bo siem zarumieniem :D

  • borysses

    Jestem silny jak stala kosmologiczna, twardy jak cez i wytrwaly jak technet.

  • GhostVoice

    Coś poklikałeś, coś pokombinowałeś pewnie a nawet nie wiesz. ;)

  • borysses

    Samo obcowanie z tekstem zmienia jego odbior. Pierwsze czytanie jest podroza w nieznane. Doswiadczenie z niego pozwala odkrywac nowe elementy przy kolejnych, za kazdym razem wzbogacajac mozliwosci pojmowania i interpretacji.

  • Cayden Cailean

    You Sir, have just won few internets!
    https://media.giphy.com/media/7rj2ZgttvgomY/giphy.gif

  • Cayden Cailean

    Też, ale… Jestem gotów się założyć że człowiek 20 letni wykryje w tekście rzeczy, których nie odkryje 60 letni. Tekst jest stały – my się zmieniamy. Ale to nie jest tak że im człowiek starszy tym więcej rzeczy odkryje, tylko raczej inne.
    Upraszczając : nasza zdolność interpretacyjna nie jest addytywna w czasie, tylko przypomina przesunięcie fazowe. ;)

  • borysses
  • JG

    Nie dotykałem telefonu z pół dnia, nie korzystałem z map, z wyszukiwarki, w tym dniu. Nie wyszukiwałem baru wcześniej w g i nigdy tam wcześniej nie byłem. Oczywiście wysyłanie lokalizacji mam włączone i „now” też.

    Zdziwienie budzi jednak sposób w jaki zaczynają wykorzystywać te dane. Tak bez naszego życzenia (pozwolenia).

    Przekazują te dane też innym? Służbom?

    Może zaoferują je mojemu pracodawcy? Bo mogę być „zmęczony” w pracy skoro wracałem w nocy jednak „z kapcia” a nie ostatnim „pociągiem”.

  • JG

    Polecam do przeczytania również „Zero” Marca Elsberga.

  • Janusz Biznesu

    Czy to kolejny spontan jak te slynne 1000 kanapek w sejmie?
    ja bardzo prosze odpieprzyc sie od polityki na spidersweb,

  • rimoraj

    To też, zgadzam się. Jednak przede wszystkim zaskoczyło mnie bardziej to, że książka ta jest aktualna i w dzisiejszych czasach. Tzn. czytając ją po raz pierwszy obierałem ją przez pryzmat alegorii systemu komunistycznego, totalitarnego. Czytając ją dwa lata temu widzę, że odpowiada ona współczesnym świecie kapitalizmu konsumpcyjnego. I to niezwykle trafnie.
    Siadając do ponownej lektury nie spodziewałem się aż takiego efektu.

  • pff

    „można z niej było wyczytać krytykę systemu totalitarnego i znaleźć nawiązania do stalinowskiej Rosji” – Orwell krytykował partyjniactwo i demokrację, bo w demokracji trzeba ogłupiać ludzi.
    W ustrojach totalitarnych zwykli ludzie wiedzą, że władza jest przeciwko nim i nie trzeba mediów i ogłupiania.

    Rosjanie i Chińczycy doskonale wiedzą, że władza nie jest dla nich dobra i wykorzystuje zwykłych ludzi, ale w EU i USA zwykły człowiek jest tak naiwny, że myśli o politykach jak o swoich przedstawicielach, którzy będą się nim opiekowali. Co nie jest prawdą i widać to po ostatnich 8 latach rządów PO, którzy kradli co mogli, a czego się nie dało ukraść to przelewali do zagranicznych koncernów kupując zagraniczne turbiny wiatrowe, czy pendolino.

  • Ethan

    Jak by to wszystko było prawdą to jak żyć panie Premierze jak żyć

  • Member Berries

    Moje nazwisko śmieszne brzmi i się wstydzę :(

  • Feniks06

    Dzisiaj może to się jeszcze nie dzieje ale jutro? Technicznie nic nie stoi na przeszkodzie.

  • Elmot

    Jasne, US pakuje miliony PLN żeby złapać typa który nie zapłacił PCC od kupionej rzeczy. Oczywiście pyknie mu domiar, odsetki i na koniec wyjdzie że są do przodu kilka groszy. US nie ma środków na zajmowanie się „podatkowym planktonem”, bo woli łapać hurtowników, stąd cała para idzie w ogarnięcie i wdrożenie JPK (jednolity plik kontrolny) i z tego będzie prawdziwa kasa. Heh, gdyby podstawą do kontroli miało by być min. przeglądanie podejrzanych stron w internecie, to tak za jakieś 20 lat skończyliby z tymi którzy przeglądają je dzisiaj. Co do kredytów… gotówkowy jak najbardziej, tu mogą być problemy, ale te z wkładem własnym i zabezpieczeniem (hipotek, cesja) na starcie są dobrym dealem dla banku. Myślisz ze bank będzie marudził w momencie kiedy bierzesz kredyt na mieszkanie, wykładasz 20% jego wartości z własnej kieszeni a zabezpieczeniem jest cały lokal? Ubezpieczenia? Owszem, ale tu kij ma dwa końce. Jeżdżę bezpiecznie, przestrzegam przepisów to może zapłacę mniej niż ten, co wrzuca filmy z driftem na rondzie. Nie palę, trenuję, zdrowo sie odżywiam, to może moja składka też powinna być niższa niż typa co na śniadanie przyjmuje paczkę fajek i browar. Staram się chronić swoją prywatność (o ile to w ogóle możliwe), ale nie popadam w paranoję.

  • Feniks06

    To nie jest paranoja. To nie jest też wizja teraźniejszości. To wizja tego jak może wyglądać przyszłość. Dostęp i możliwości przetwarzania metadanych zwiększają się z roku na rok. Coraz częściej po nie się sięga. Proces może być też coraz mniejszym kosztem automatyzowany. Mówisz, że nie wierzysz w to, że US będzie z tego korzystał. Może nie będzie. Może jednak lukę wypełni w przyszłości firma prywatna, która będzie takie dane obrabiać i dostarczać do US. Na podobnej zasadzie jak dzisiaj się skupuje długi. Ja też nie mówię, że to się zadzieje a o tym że może się zadziać. Weź poprawkę, że są to tylko moje małe pomysły, które zrodziły mi się gdy na szybko przeanalizowałem zjawisko. Są jednak na tym świecie ludzie, którzy mogliby te dane wykorzystać na 1000 sposobów, które teraz mi nawet przez myśl nie przejdą. Już dzisiaj nie jest problemem by operatorzy telekomunikacyjni otrzymywali dane na temat tego, że kontaktowali się z Tobą przedstawiciele konkurencji z ofertami przejścia. Już teraz mogą Cię stargetować pod kątem danej oferty tylko dlatego, że wyszukiwałeś pewne rzeczy w internecie. I wcale nie musiałeś mieć usługi internetowej u nich.

    „Myślisz ze bank będzie marudził w momencie kiedy bierzesz kredyt na
    mieszkanie, wykładasz 20% jego wartości z własnej kieszeni a
    zabezpieczeniem jest cały lokal?”

    Nie wiem czy będzie marudził. Wiem natomiast, że pomimo posiadania wkładu własnego już teraz niektórzy mają problem z dostępem do kredytu. Możesz przepaść na etapie oceniania zdolności kredytowej. Banki w przyszłości będą mogły Twoją zdolność ocenić nie tylko na podstawie Twoich dochodów i historii kredytowej. Choćby na podstawie przypuszczeń na temat stanu Twojego zdrowia, zdolności i historii członków Twojej rodziny. Pewnie ktoś mądrzejszy ode mnie by znalazł jeszcze masę wskaźników na podstawie których może wykorzystać te dane.

    ” Owszem, ale tu kij ma dwa końce.”

    Owszem. Pytanie tylko czy ubezpieczyciele będą chcieli oferować zniżki za to, że się zdrowo odżywiasz, masz zdrowy tryb życia, jesteś ostrożnym kierowcą itd. W końcu będą się kierować swoim zyskiem a nie Twoją oszczędnością. Pytanie tylko czy to rzeczywiście będzie działać na Twoją korzyść. Bo zasadniczo trenowanie może oznaczać zwiększone ryzyko wystąpienia kontuzji, koszty rehabilitacji itp itd. Wiesz… chodzi mi to, że nie wiadomo jaka będzie interpretacja.

  • Elmot

    To nie są złe pomysły, bo być może kiedyś tak będzie, ale patrząc realnie na to co się dzieje, to czarno, a właściwie jasno to widzę. Przy obecnym systemie kontroli i sankcji US nie ma czasu i budżetu na ściganie szaraczków i detalistów. Mówisz prywatna firma… może, ale ta firma tez poniesie koszty monitoringu, analizy, raportów itp, a US musi je kupić, a żeby je kupić, skala i rozmiar wykroczeń musi być duży. Oczywiście cały czas mówimy tu o drobiazgach, a nie o kolesiu, który nie wiadomo skąd bierze kasę na nowy dom, czy gablotę za 200k. Tu zresztą wchodzą ograniczenia transakcji gotówkowych (od nowego roku limit dla firm dla transakcji gotówkowych to 15k) i lepszy dostęp do informacji bankowych.
    Trudno mi polemizować w temacie banków, bo nie siedzę aż tak w temacie, ale np. kupując gablotę i wnosząc załóżmy 30% wkładu własnego resztę dostajesz praktycznie na oświadczenie (sam przerabiałem temat ostatnio i mocno się zdziwiłem). Pewnie że im więcej danych o kliencie, tym lepiej dla banku, bo zawsze może to wykorzystać czasem na naszą niekorzyść, ale czasem na naszą.
    Co do ubezpieczeń, to już to stosują i że wspomnę np o akcji Benefii i Yanosika (20% ekstra), Link4 (do 30% zniżki) itp. Temat dopiero się rozwija i dotyczy komunikacji, ale kto wie czy nie przeniesie się dalej. Owszem, przy okazji zbierają sporo danych, ale czy odpalając np mapy Google, czy Apple nie oddajemy za darmo tych samych informacji?
    Zgadzam się że wielki brak zajrzy głębiej w nasze życie, ale po pierwsze trudno się przed tym obronić, a po drugie nie musi ten fakt nieść samych negatywnych aspektów. No i jeszcze co z kwestiami prawnymi? Wykorzystanie to jedno, ale handel to już inna sprawa.

  • Feniks06

    Masz rację jeśli chodzi o aspekty prawne. Nie znam szczegółów podstaw prawnych ale przykład o telekomach to coś co dzieje się już dzisiaj. I stoją za tym wyspecjalizowane firmy które takie bazy danych dostarczają. Zakładam więc że robią to w świetle prawa. Faktem również jest ze ochrona danych osobowych w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Bo prawo i praktyka potrafią nie iść w parze. Prawo również można zmienić.

    Owszem, trudno się bronić w dzisiejszych czasach przed inwigilacja. Z drugiej strony masę danych dostarczamy z własnej nie przymuszonej woli. Czy to dla wygody czy z nieświadomości. Fajnie ze powstają asystenci cyfrowi którzy podsuwaja nam informacje zanim o nie zapytamy. Mogą jednak to robić tylko dlatego że sami dostarczamy im tony informacji o sobie. Ciężko z tym walczyć ale może warto by było chociaż nie pomagać.

    Nie chciałbym się kiedyś obudzić w świecie w którym jakąkolwiek prywatna firma czy państwo dysponuje pełnym wachlarzem informacji o mnie. Zobacz jak często jest gwałcone prawo do tajemnicy korespondencji. I to często za naszą zgoda.

  • Elmot

    Jeżeli chodzi o prawo, to niestety ale zawsze będzie w tyle za postępem technologicznym. Często też pisane na szybko (byleby było) zawiera sporo niejasnych przepisów, i tu bardziej liczę na unię niż na naszych specjalistów. Inna sprawa, że na jego powstawanie mają też wpływ lobbyści reprezentujący interesy konkretnych grup kapitałowych, i tu efekt finalny może być daleki od oczekiwań. To oczywiście tylko spekulacje.
    Co do reszty, to oczywiście też nie chciałbym być w pełni inwigilowany, ale chyba na to już za późno. Pozostaje kwestia świadomości posiadania w kieszeni permanentnego szpiega i ew. ugrania coś na tym, bo skoro wiem że oni wiedzą, to może na tym nie tylko nie stracę, a jeszcze mogę zyskać. I tu pozwolę sobie wrzucić link co już można osiągnąć instalując odpowiednią aplikację (kwestia czy czymś takim będzie można zainfekować zdalnie wybrany telefon)
    https://www.youtube.com/watch?v=NpN9NzO4Mo8

  • JK

    taaa tyle, ze ta ignorancja ci nie pomoże jak przyjdzie co do czego… ale to twoja sprawa, dobrze, że nie wszyscy tacy są

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement