Chciałeś klasycznego cRPG, a jednak Pillars of Eternity czy Tyranny to nie było „to”?

Artykuł/Gry 12.12.2016
Chciałeś klasycznego cRPG, a jednak Pillars of Eternity czy Tyranny to nie było „to”?

W grudniu 2014 roku nie było mnie nawet już/jeszcze w redakcji Spider’s Web, ale przy okazji składania sobie wzajemnych życzeń świątecznych z ekipą zapytałem czy mogę podrzucić im niezobowiązująco recenzję gry, bo bardzo wpadła mi w oko. „Jasne, super” odpowiedzieli. No więc jestem. 

Jak powiedziałem, że napiszę to napiszę, nie trzeba mi było o tym przypominać co pół roku. Rzecz w tym, że Lords of Xulima chciałem najpierw ukończyć. Wtedy mi się nie udało i teraz pewnie też mi się nie uda, choć oficjalnie chciałem zaanonsować, że rozpocząłem drugie podejście i planuję do lipca się z tym ambitnym tytułem uporać.

Pamiętacie Fantaghiro? Nie umiem ocenić czy to było ambitne fantasy, miałem wtedy jakieś 6 lat, podobały mi się przygody Xeny i program Śmiechu Warte. Ale w połowie lat 90. TVP 2 emitowała te włoskie filmy i trudno jest im odmówić bardzo specyficznego klimatu i podejścia do tematyki skrzatów, krasnali, wiedźm i tego typu wynaturzeń. Najwyraźniej dla kultury krajów romańskich taka konwencja, żywo zarysowana w grzybach widocznych na poniższym obrazku, jest typowa, ponieważ Lords of Xulima to dzieło mało znanego hiszpańskiego studia, wspartego dzięki użytkownikom Kickstartera.

szulima2

Lords of Xulima to gra cRPG w starym stylu. Takim naprawdę starym stylu, nie jakaś podróbka od Briana Fargo czy Obsidiana, którzy zwietrzyli, że sentyment na „pograłbym sobie coś w stylu Baldurka” dobrze się teraz sprzedaje. Mamy widok izometryczny, walkę w turach i musicie wiedzieć, że gra jest cholernie trudna. Nie jest lekko nawet na poziomie najłatwiejszym, który – jak przyznają twórcy – stworzono dla kompletnych lamusów. Na zalecanym „weteranie RPG” jest zwyczajnie potwornie ciężko. Kłaniam się w pas tym, którzy wybrali „hardcore” i podołali.

Nie jestem pewien czy tym razem przejdę Xulimę, bo widzicie – problemem jest nie tylko to, że musimy drużynę karmić, a rozsądnie trzeba dawkować sobie nawet odpoczynki. Nawet nasi wrogowie są limitowani, co oddala od razu perspektywę radosnego grindu, nadrabiania zaległości lub nawet uzyskiwanie statusu bożków poprzez nieustające polowanie na szczury. Jakby tego było mało, postać też można rozwijać źle, więc na 30. poziomie doświadczenia może się okazać, że nasz mag to kompletny melepeta i w zasadzie gry już nie przejdziemy. Bardziej się stresuję rozdzielając punkty umiejętności, niż na widok dwudziestometrowego ogra, chociaż na jego widok też się stresuję.

Ludzie, którzy przeszli grę twierdzą, że fabuła jest raczej banalna, chociaż ja doszedłem do momentu, w którym bardzo spodobała mi się rozmowa z jednym z głównych przeciwników. Generalnie jesteśmy wybrańcem bogów, którzy pokłócili się z jednym ze swoich kolegów po fachu (oczywiście takim od najmroczniejszej roboty) i on ich pogonił z pięknej Xulimy, dogadał się z czterema demonicznymi książętami i nie jest dobrze, może nawet czeka nas koniec świata. Spodobało mi się, że jak już doszedłem do tego pierwszego księcia, to zaczął wzbudzać we mnie wątpliwości sugestiami kto tu tak naprawdę jest religijnym fanatykiem, bo to nie on w drodze do mnie wyrżnął połowę populacji księstwa, tylko ja. Jeśli ciąg dalszy fabuły oparty jest o podobne rozterki, to wcale nie musi być tak źle.

Zobaczcie sobie jak o grze opowiada i pokazuje ją lubiany przeze mnie autor kanału Arhn.eu, natomiast miejcie oczywiście na względzie, że nie publikuję tego filmu, bo zgadzam się z każdą jego opinią na temat Xulimy.

Predefiniowany bohater to raczej taka pierdoła życiowa, której z własnej woli nie wzięlibyście raczej do drużyny w grze cRPG. Coś tam walczy, ale głównie ma się specjalizować w tym, żeby dobrze zrywać kwiatki i przeprowadzać nas przez pustynie tak, by z plecaka ginęło jak najmniej jedzenia. Za to resztę zespołu możemy już tworzyć na swoich własnych warunkach. Jest tu na przykład bardzo silny – wyjątkowo – bard, bez którego raczej trudno wyobrazić sobie skuteczną drużynę. Ale kombinacji jest generalnie sporo. Za drugim podejściem postawiłem na zestaw Explorer – Arcane Soldier – Thief i w drugim rzędzie: Mage – Bard – Cleric. Tak, tak, w drugim rzędzie, ponieważ taktyka ma tutaj dość spore znaczenie w trakcie walki. Sam nie wiem czy Lords of Xulima bliżej jest do Baldur’s Gate czy do Heroes of Might and Magic.

Nie traktujcie przypadkiem tego tekstu jako recenzji, bo jestem naprawdę daleki od momentu, w którym o grze można wydawać sądy. Traktujcie to raczej jako informację, że gram, podoba mi się i że jest akurat promocja na GOG-u na wersję Deluxe (37 złotych zamiast 123). Nie zgadzam się też z opinią, że grafika jest brzydka – mi się bardzo podobała, podobnie jak sfera dźwiękowa.

szulima

Bardzo rozczarowało mnie Pillars of Eternity. To chyba nawet nie do końca wina twórców. Po prostu oczekiwałem nowego Baldur’s Gate i dostałem nowe Baldur’s Gate, które jednak… tym Baldur’s Gate tak do końca nie było. Nie bardzo rozumiem co chciałem przez to powiedzieć, ale po cichu liczę, że garstka czytelników Spider’s Web miała względem tej produkcji podobne odczucia.

Lords of Xulima to produkcja zdecydowanie mniej ambitna, zdecydowanie bardziej budżetowo wykonana, ale zarazem… zaskakująca, wnosząca świeżość i dająca sporą frajdę z zabawy. A czy nie o to w tym wszystkim chodzi?

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement