Wciąż mocne drugie miejsce na podium. FIFA 17 – recenzja Spider’s Web

Artykuł/Gry 10.10.2016
Wciąż mocne drugie miejsce na podium. FIFA 17 – recenzja Spider’s Web

Actua Soccer 3 pewnie znacie. A taką Michael Owen’s World League Soccer ‘99, pamiętacie? Pewnie nie, ale pod koniec lat 90. symulacji piłki nożnej wychodziło kilka, jeśli nie kilkanaście rocznie, a seria FIFA była z nich najlepsza.  

Nie będę ukrywał, jestem wielkim fanem serii FIFA. Za rok będziemy świętowali wspólne dwudziestolecie, może nawet z 1500 spędzonych razem przez te wszystkie lata godzin. Ale ogrywając FIFA 17 nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tym razem EA Sports chyba trochę spuściło z tonu, być może oszczędzając siły na „naszą okrągłą rocznicę”.

W tym roku Kanadyjczycy mają tak naprawdę jednego rywala – Pro Evolution Soccer i w mojej ocenie PES 2017 jest zdecydowanie ładniejszą i grywalniejszą symulacją piłki. Recenzja dotyczy wersji na PlayStation 4 i od razu lojalnie uprzedzam, że do wyłącznie konsolowych realiów będę się w niniejszym wpisie odnosił.

Poznajcie Alexa Huntera

Największą nowością w nowej edycji FIFA 17 jest tryb fabularny Journey. Wcielamy się w fikcyjnego piłkarza, młodego bohatera o imieniu Alex Hunter, reprezentującego obecnie dość popularną grupę piłkarzy typu Rashford czy Sterling – młodego, angielskiego pokolenia „Neymarów”, które żyje w mediach społecznościowych, a nie awanturach barowych, jak ich ojcowie (ta różnica pokoleń też jest zresztą nakreślona).

Spędziłem przy nim już dość sporo czasu i mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony bowiem jest to stary, dobrze znany tryb „Zostań gwiazdą”, który – umówmy się – nigdy nie cieszył się przesadnym uznaniem fanów. Tak w FIFA, jak i w PES, jest on zwyczajnie nudny.

FIFA 17 Droga do sławy (w menu)

EA Sports tym razem rzeźbi w tym błocie i rzeczywiście – z sukcesami. Jestem już pod koniec pierwszego sezonu w Journey i chyba jeszcze nigdy trybowi gry jednym zawodnikiem nie poświęciłem równie dużo czasu. Wynika to z rewelacyjnych, naprawdę fantastycznie zagranych scenek aktorskich. Przerywniki filmowe ogląda się jak dobry serial, a główni bohaterowie wywołują w nas prawdziwe emocje. Generalnie w grach czasami przerywam cutscenki, tym razem grałem tylko dla tych cutscenek. Fenomenalna reżyseria, dobry scenariusz, ciekawie zakreśleni bohaterowie!

Niestety sam tryb nadal nie porywa i wieje nudą, zarówno w aspektach sportowych, jak i „wyborów moralnych” w udzielanych wywiadach. A mówimy w końcu przecież o grze wideo. Sama historia ma w sobie jednak coś z ducha dobrego The Damned United duetu Hooper-Morgan.

Poznajcie Frostbite

FIFA 17 jest pierwszą edycją popularnej serii, która korzysta z silnika Frostbite, a ten możecie kojarzyć z produkcji takich jak Dragon Age: Inkwizycja, Battlefield Hardline czy nowy Mirror’s Edge. Niewątpliwie pomogło to oprawie graficznej tej edycji, która na wszelkich bezpośrednich porównaniach prezentuje się o wiele lepiej niż poprzedniczka. Rzecz w tym, że to wcale niestety nie znaczy, że gra jest ładna. Piłkarze nie będący największymi gwiazdami, swoich odpowiedników często przypominają tylko symbolicznie, a nawet Messi czy Cristiano Ronaldo…

Może to wina tego, że najpierw zagrałem w Pro Evolution Soccer 2017, ale oprawa graficzna w produkcji Konami zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, murawa, stadiony czy wreszcie sami piłkarze prezentują się zdecydowanie bliżej tego, co znamy z transmisji telewizyjnych. Co ciekawe, na filmach, które nagrałem na YouTube aż tak tego nie widać, ale odczucia bezpośrednio przy konsoli są dość jednoznaczne. Z drugiej strony i EA ma swoje atuty, na przykład rewelacyjną paletę warunków pogodowych czy oświetlenia. Mecze w aurze zachodzącego słońca… poezja.

FIFA jest grą, w której bardzo duże znaczenie mają atrybuty odpowiedzialne za szybkość zawodnika. W konkurencyjnym PES nawet najszybsza „rakieta” znajduje się w zasięgu rywali – co nie jest do końca zgodne z rzeczywistością, bo taki Theo Walcott czy Jonathan Biabiany naprawdę są w stanie odbiegać konkurentom na długie metry. Ponieważ EA Sports postawiło na ten realistyczny wariant, od lat stara się uczynić atut także z rozmaitych innych atrybutów, szczególnie z fizyczności. Tak, żeby napastnik czy obrońca, typowa „szafa”, też miał argumenty do znalezienia się w naszym składzie.

I mam wrażenie, że tegoroczna edycja już chyba nawet troszkę przesadza w tym aspekcie, szczególnie przez nadużywaną przez graczy funkcję „zastawiania się”, gdy odebranie piłki silnemu, jurnemu, potężnemu zawodnikowi graniczy niemal z niemożliwością i czasem może zająć nawet spory kawałek meczu – zwłaszcza, gdy rywal zaczyna grać na czas. Generalnie jednak nowy silnik nie przekłada się w jakimś znaczącym stopniu na rozgrywkę.

FIFA 17 Szybki mecz 7:0 INT — CAG, 2. poł.

Podobnie, mam wrażenie, że przesadnie przekombinowano stałe fragmenty gry. Przez lata EA Sports korzystało ze sprawdzonych rozwiązań, a w tym roku zamarzyła im się mała rewolucja. Chyba tylko po to, żeby nie było nudno. Z drugiej strony pamiętam czasy, gdy ten system zmieniał się co roku. Musimy się chyba po prostu pogodzić z tym, że twórcy zmieniają je nie dlatego, że jeden czy drugi był lepszy lub gorszy, tylko po prostu po to, żeby nie było za łatwo.

Gameplay FIFA 17

Tradycyjnie już kluczową dla mnie kwestią w grach piłkarskich jest gameplay, a konkretnie – przyjemność płynąca z zabawy. Powiedzmy sobie wprost, zarówno FIFA, jak i PES, z prawdziwą piłką mają tyle wspólnego co i Sensible Soccer, jednak wszystkie te zręcznościówki jakąś tam swoją wizję futbolu próbują nam przedstawić. Dodajmy do tego – dość odmienne. Ja osobiście trochę lepiej odnajduję się w środowisku Konami.

Gdybym przyrównać obie produkcje do piłkarzy to FIFA byłaby Cristiano Ronaldo, a PES Leo Messim – w pierwszej dominuje nacisk na fizyczność, w drugiej na technikę. PES to liga włoska lub hiszpańska, gdzie lwia część zabawy toczy się na środku boiska, a akcje bramkowe są tylko zwieńczeniem pewnej łamigłówki czy dobrze rozegranej partii szachów, podczas gdy FIFA to stary dobry kick and rush znany z ligi angielskiej albo często też Bundesligi.

FIFA 17 Sezony FUT 0:2 FUT — FUT, 1. poł.

W FIFA od zawsze irytowały mnie dwie kwestie. Na pewnego rodzaju toporność ruchów piłkarzy mógłbym jeszcze przymknąć oko, ponieważ można się do niej szybko przyzwyczaić. Ale bolesnej i dotkliwej schematyczności nie potrafię wybaczyć, choć chciałbym chociaż docenić starania. EA majstruje, także w tym roku, szczególnie starając się udoskonalić nasze poczynania w ataku. Ale mimo wszystko cały czas, nawet na wysokich poziomach trudności i w trybie multiplayer, te bramki padały mi mniej więcej w podobny sposób. To jest w mojej ocenie główny atut konkurenta, który ciągle mnie czymś zaskakuje, zawsze pojawia się jakaś nieoczekiwana zmienna.

FIFA 17 oceniam na 17/20

Drobnych, ale naprawdę bardzo drobnych usprawnień doczekały się też standardowe tryby, takie jak kariera czy FIFA Ultimate Team. W tym roku jakoś tak wyjątkowo nie miałem już siły kompletować swojego FUT-owego składu od nowa, zwłaszcza, że przepadła gdzieś moja drużyna z przeszłości i EA twierdzi, że nie da się jej odzyskać „bo nie” (nie jestem w tym przypadku osamotniony). Bardzo podoba mi się, że gra posiada te wszystkie licencje i oryginalne koszulki z kilkudziesięciu lig, których i tak nigdy nie odpalę. Do PES musiałem na swoją konsolę ręcznie wgrywać stosowny patch.

FIFA 17 Szybki mecz (w menu)

Nie mam natomiast wątpliwości co do tego, że nowa FIFA to jedna z dwóch najlepszych gier piłkarskich dostępnych obecnie na rynku i bardzo miło spędza mi się przy niej czas. Jednakże sam gameplay z czasem zaczyna troszeczkę nużyć swoją powtarzalnością i schematami gry stosowanymi przez przeciwników. Z tego też względu nie jestem pewien czy spędzimy ze sobą czas aż do września przyszłego roku.

Dołącz do dyskusji

Advertisement