Marzy mi się supermarket z najlepszymi tekstami z prasy i Internetu

Felieton/Media 16.08.2016
Marzy mi się supermarket z najlepszymi tekstami z prasy i Internetu

Marzy mi się supermarket z tekstami. Chodzi oczywiście o treści premium, pogłębione analizy, reportaże, dłuższe artykuły warte swojej ceny.

Nie chcę jednak wiązać się prenumeratą z konkretnym tytułem, bo nie czytam gazet czy magazynów od deski do deski. Najczęściej wybieram konkretne materiały. Z bardzo różnych źródeł i dziedzin. Od polityki po fizykę kwantową. Lubię też mierzyć się z tekstami, z których autorami się nie zgadzam. To ostatnie nie oznacza, że swoimi pieniędzmi chcę legitymizować linię pisma, która np. jest mi kompletnie obca.

Na rynku jest startup, który działa w sumie na podobnej zasadzie. Pisał o nim kilkakrotnie Łukasz Kotkowski. Nazywa się Blendle. Idea była prosta i  w prostych słowach się wyraża. „Dziennikarstwo potrzebuje Spotify, Netfliksa, iTunesa – jak zwał tak zwał” – pisał współzałożyciel firmy, Alexander Klöpping.

Blendle właśnie przekroczył milion rejestracji. Dużo? Mało? Biorąc pod uwagę, że potrzebował na to dwóch lat, wynik nie jest imponujący. Do końca roku na platformie ma znaleźć się 20 mln artykułów. Celem jest zawojowanie rynku amerykańskiego i niemieckiego – precyzuje Michaël Jarjour, redaktor naczelny.

Co ciekawe użytkownik może żądać zwrotu pieniędzy za treść, która mu się nie spodobała. Musi tylko sprecyzować powód. Na liście oprócz pomyłkowego zakupu znalazły się następujące argumenty: cena była zbyt wysoka, artykuł był zbyt krótki, artykuł był zbyt długi (uwierzycie?), artykuł nie spełnił moich oczekiwań. Wystarczy kliknąć “Chcę moje XX centów” i otrzymamy zwrot.

Niestety nic nie wskazuje na to, że podobne rozwiązanie pojawi się na polskim rynku. Wręcz przeciwnie. Niedawno ogłosiła zakończenie świadczenia usług platforma Piano. Użytkownicy będą mogli logować się do niej tylko do 31 sierpnia. Na przykład prenumeratorzy „Gazety Wyborczej”, którzy korzystali z Piano zostali poproszeni o założenie konta w serwisie.

W oświadczeniu czytamy, że Piano rozpoczęło „rewolucję wprowadzenia płatnych treści cyfrowych w Polsce”, a największy partner platformy, czyli „Wyborcza”, pozyskał w ciągu trzech lat 55 tys. cyfrowych użytkowników. Dlaczego usługa zniknie? Decyzja „jest oparta na postępujących trendach na rynku i na obecnej strategii adaptacyjnej firmy”. Jakie to trendy? Wydawcy wolą budować lojalną grupę odbiorców korzystając z własnych platform.

To smutny, ale zrozumiały trend. Niestety nie mam co liczyć na spełnienie marzeń.

Piano idealne nie było. Blendle też nie jest. To pierwsze nie spełniało zupełnie moich oczekiwań. W drugim z kolei lista tytułów nie jest imponująca, nie mówiąc już, że nie zawiera polskich źródeł. Wiem, że to utopia, w dodatku pewnie nie spięłaby się biznesowo, ale mimo wszystko pozwolę sobie doprecyzować jakie konkretnie rozwiązanie mi się marzy.

Widzę dwa warianty. W pierwszym korzystalibyśmy z agregatora treści, powiedzmy podobnego do Flipboarda, w którym otrzymywalibyśmy listę artykułów z krótkim leadem wprowadzającym w tekst. Jeżeli materiał by nas zainteresował, klikalibyśmy odpowiedni przycisk i z naszego konta zostałaby pobrana wskazana przez wydawcę opłata za tekst. Podstawowym warunkiem, patrząc na kazus końca Piano, praktycznie nie do spełnienia, byłaby wspólna platforma dla wielu wydawców. Inny możliwy sposób to wyszukiwanie artykułów z poziomu stron i serwisów, które czytamy. Uchroniłby nas od arbitralnego wyboru dokonanego przez algorytm agregatora lub człowieka. Metodę płatności za teksty również widzę dwojako. Pierwsza (i tańsza) to odnawialna co miesiąc kwota zadeklarowana z góry przez nas. Druga, to płacenie nieco wyższej stawki za tekst, ale bez konieczności uruchamiania abonamentu (korzystasz kiedy chcesz).

Ilu z Was chciałoby w ten sposób docierać do treści premium? Pytania oczywiście nie kieruję do tych czytelników, którzy uważają, że materiały w Internecie powinny być darmowe. Tych nigdy nie przekonam do paywalla.

W zeszłym tygodniu pisaliśmy na łamach Spider’s Web o wojnie Facebook kontra adblockery. Ta walka będzie zataczać coraz szersze kręgi. Wydawcy będą utrudniać działanie wtyczkom. Twórcy tych ostatnich będą wynajdywać obejście. Zupełnie nie przybliży nas to do rozwiązania problemu. Pokonania kryzysu reklamy w sieci. Sensownego odreagowania wzajemnej frustracji: nadawców i odbiorców wszelakich treści w Internecie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement