Bojowania muzyków ze streamingiem ciąg dalszy. Tym razem na celowniku jest YouTube

Artykuł/Media 23.06.2016
Bojowania muzyków ze streamingiem ciąg dalszy. Tym razem na celowniku jest YouTube

To już się pomału robi nudne – artyści wyruszają w kolejną krucjatę przeciwko nowym mediom i formom rozpowszechniania treści. Tym razem 180 światowej sławy person, z Taylor Swift i Paulem McCartneyem na czele obrało sobie za cel YouTube’a. Oni się chyba nigdy nie nauczą.

W dużym skrócie – batalia, podobnie jak w przypadku wojenek przeciw serwisom streamingowym, toczy się o to, by YouTube płacił artystom więcej. Aby to osiągnąć, 180 artystów podpisało petycję mającą zmusić Kongres Stanów Zjednoczonych do zmiany uchwalonego w 1998 Digital Millenium Copyright Act (DMCA). Na mocy tego aktu prawnego wiele serwisów, w tym YouTube, nie ponosi odpowiedzialności karnej za nadużycia ze strony swoich użytkowników (jak na przykład wrzucanie nielicencjonowanej muzyki na własny kanał), ALE musi reagować na każdą skargę o naruszenie praw autorskich.

Naruszenia praw autorskich to jednak tylko jeden z elementów batalii – drugi to oczywiście pieniądze.

Branżowi eksperci szacują, iż YouTube odpowiada obecnie za aż 40% całego światowego odsłuchu muzyki, ale jedynie za 4% przychodu z tego tytułu.

Artyści domagają się zmian w DMCA, aby zmienić ten stan rzeczy, gdyż uważają, iż YouTube, zamiast dać zarobić muzykom, daje zarobić swojej technologicznej firmie-matce, czyli Google’owi. Co ciekawe, petycja została złożona dosłownie w przededniu odnowienia wielu kontraktów między wielkimi wytwórniami, a Gigantem z Mountain View.

Sam YouTube utrzymuje, iż wbrew temu, co mówią artyści, DMCA nie daje mu żadnej przewagi nad innymi serwisami, które nie są chronione tym aktem, a wszelkie roszczenia z tytułu naruszenia praw autorskich są automatycznie rozpoznawane przez Content ID, czyli algorytm YouTube’a wyłapujący nielicencjonowane wykorzystanie utworów.

Co więcej, YouTube twierdzi również, że większość przychodów z jego nowo otworzonego serwisu muzycznego pochodzi od użytkowników, którzy nie korzystają z innych serwisów subskrypcyjnych. A mowa tu o ponad 3 mln dolarów, które są wypłacane wytwórniom.

Łatwo się pogubić w tym galimatiasie, prawda?

Wszystko skupia się wokół tego, by YouTube płacił artystom więcej.

Tylko że… artyści wojujący ze streamingiem, a z YouTube’em w szczególności, zdają się naprawdę nie rozumieć specyfiki medium, z którym walczą.

YouTube rządzi się swoimi bardzo specyficznymi prawami. Zaznaczę, że nie mówię tu o sekcji YouTube Music, czy Vevo, bo te operują na zasadach zbliżonych do zwykłych serwisów streamingowych (pod względem rozliczania finansów). Mówię o YouTubie jako o serwisie wideo.

YouTube generuje artystom zasięgi, o jakich jeszcze 15 lat temu mogli marzyć tylko najwięksi. O wiele większe, niż jest w stanie wygenerować dowolna stacja telewizyjna czy radio świata. Artyści walczą z YouTube’em, jakby był ich największym wrogiem, a tymczasem ten serwis to najlepsze, co mogło ich spotkać. Bo pozwala im dotrzeć do niewyobrażalnej liczby ludzi, którzy potem przyjdą na koncert, kupią koszulkę, może kupią fizyczną płytę czy cyfrowy album.

Na tym, że ich muzyka trafia na YouTube, artyści zyskują znacznie więcej, niż tracą. I nie jest tak, że nie są za to kompensowani finansowo – otrzymują stosowny tantiem z tytułu odsłuchu na wspomnianym Vevo czy YouTube Music. Tyle że – podobnie jak w przypadku serwisów streamingowych – 95% gaży wypłaconej przez serwis wytwórniom rozchodzi się po wytwórni. Do artysty kapią raptem marne grosze (aż dziw bierze, że przez tyle lat nada są artyści, którzy tego nie rozumieją).

Zarabia się na tym niewiele, to fakt. Tak samo zresztą, jak artysta nigdy nie zarabiał wiele na sprzedaży płyt CD. Ale to, co się dostaje w zamian, jest o wiele bardziej wartościowe. I tego muszą się nauczyć współcześni artyści.

Boli mnie, że petycja zapewne skończy się reformą DMCA, co może się dotkliwie odbić na YouTubie, z którego zniknie wiele materiałów wideo. A tymczasem artyści nadal nie potrafią zrozumieć, że nowe media wcale ich nie okradają, a dają im praktycznie darmowe narzędzie marketingowe, przyciągające nowych słuchaczy.

Może by tak, zamiast starać się utrzymać Status Quo i wojować z nowymi mediami, muzycy powinni poświęcić energię na zrozumienie, jak te nowe media działają? Bo im więcej dowiaduję się o kolejnych pozwach i petycjach przeciwko streamingowi, i nowym formom dystrybucji treści, tym bardziej odnoszę wrażenie, że dla wielu muzyków (szczególnie tych światowej sławy) zegar stanął w miejscu jakieś 5 lat temu.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement