Efekt Gonciarza, czyli sezon na „odpaliłem Patronite’a” uważam za otwarty

Felieton 07.06.2016
Efekt Gonciarza, czyli sezon na „odpaliłem Patronite’a” uważam za otwarty

Krzysztof Gonciarz i jego widzowie pokazali na Patronite, jak powinna wyglądać dobrze przygotowana i przeprowadzona zbiórka pieniędzy. Jak się było można domyślać, naśladowców jest wielu, jednak nie wszystkim udaje się zrobić to dobrze. Powiedzmy wprost: większości się nie udaje.

Spektakularny sukces Krzysztofa Gonciarza jest ważnym kamieniem milowym na drodze do edukacji polskich internautów, których trzeba nauczyć, że za treści w sieci można płacić, a za dobre nawet trzeba. Gonciarz założył kampanię w serwisie Patronite, gdzie wsparły go setki widzów i fanów. Na internetowy mecenat zdecydowało się tak wiele osób, że Krzysiek dodawał kolejne bonusowe cele zbiórki.

Teraz na jego koncie jest ponad 28 tys. zł i w teorii taką kwotę będzie dostawał co miesiąc na prowadzenie swojej youtube’owej działalności. Daje to roczny budżet w wysokości blisko 350 tys. zł. Innymi słowy… codziennie 1000 zł.

Nic dziwnego, że taka kwota otworzyła oczy wielu osobom. Część z nich cieszy się z sukcesu youtubera, część uznaje to za ważny moment dla rozwoju płatnych treści w polskim internecie, a część… też chciałaby zarabiać codziennie tysiaka na internetowej twórczości. Stąd wysyp naśladowców. Niestety nie zawsze wygląda to dobrze.

Być jak Krzysztof Gonciarz

Śladem Krzyśka Gonciarza postanowił pójść Sebastian Kołczyński, znany na YouTubie i w środowisku graczy jako Kotwicz.

Kołczyński prowadzi kanał, na którym vloguje, gra w gry i pokazuje, jak radzi sobie z obsługą komputera. Youtuber jest niepełnosprawny fizycznie i gra w League of Legends wykorzystując do tego pada leżącego na podłodze, zaś myszkę obsługuje trochę palcem, a trochę brzuchem. Mimo przeciwności losu, Kotwicz całkiem dobrze sobie radzi w LoL-u.

Można powiedzieć, że indywidualnie jestem wśród 15 procent najlepszych graczy. Jako zawodnik w zespole jestem już w górnych 2 procentach – mówi Sebastian Kołczyński w rozmowie z INN Poland.

Sebastian postanowił pójść szlakiem wytyczonym przez Gonciarza skopiować kampanię Krzysztofa Gonciarza. Tak, skopiować. Bo jego profil w serwisie Patronite wygląda wręcz jak ordynarna zrzynka ze zbiórki, którą założył kilka dni temu Gonciarz.

Kotwicz ustalił identyczne progi zbiórki, ustawił te same kwoty, którymi mogą wspierać go fani, co więcej… w większości treść opisów została skopiowana od Gonciarza i przeklejona do Kotwicza. W najlepszym wypadku jest nimi mocno inspirowana. Niesamowite.

Rozumiem, że Sebastian Kołczyński chciał wykorzystać sprawdzony przepis na sukces i zrobić kampanię na Patronite według wzoru, który już raz okazał się skuteczny. Obawiam się jednak, że to nie treść opisów i pułapy progów okazały się kluczowe w powodzeniu zbiórki Krzysztofa Gonciarza.

Gonciarz prowadzi kanał vlogowy, który jest znany i lubiany, i wyciągnął rękę do widzów, obiecując przy tym, że za pozyskaną kasę zrobi więcej i lepiej. Tymczasem Kotwicz chce zebrać dokładnie takie same kwoty na prowadzenie swojej vlogowej działalności i uruchomienie projektu „Oczami wyobraźni”. Niestety większość obietnic to czyste plany, które na razie pozostają w sferze marzeń. Tymczasem naśladowca Gonciarza potrzebuje dokładnie takich samych kwot na realizację swoich vlogów, jak youtube’owy guru wysokiej jakości materiałów wideo. Dziwny i podejrzany zbieg okoliczności.

Aktualny wynik zbiórki (na czas pisania notki): 0 patronów i 0 zł miesięcznie.

Od Kominka do Gonciarza

Swoich sił na Patronite postanowił spróbować też Kominek Jr. Paweł Opydo. Bloger zasłynął z tego, że przez wiele lat próbował być drugim Kominkiem. Jego dramat zaczął się jednak wtedy, gdy okazało się, że już nawet Kominek nie chce być dłużej Kominkiem. Kominek został Jasonem Huntem, więc Opydo postanowił zostać… Gonciarzem Jr. i założył kampanię na Patronite.

Pawłowi jednak nie idzie zbyt dobrze na Patronite. Choć dał bardzo marketingowe ceny – wszystkie kwoty kończą się na 9 zł (szkoda, że Patronite nie pozwala dodawać końcówek 99 groszy, byłoby zabawniej) – to jego kampanię przez kilka dni wsparło zaledwie 5 osób, a na koncie blogera/youtubera/podcastera jest 115 zł. Licznik od wczoraj nawet nie drgnął.

Brak powodzenia Pawła Opydo na Patronite jest interesujący z dwóch powodów. Po pierwsze pokazuje, że sukces Gonciarza nie odkręcił kurka z pieniędzmi wszystkim (znanym) twórcom internetowym, a jedynie Gonciarzowi. Po drugie pokazuje trochę, ile są warci blogerzy celebryci, którzy często stawiają się na pozycji liderów, influencerów i ekspertów.

Na przykład Paweł „115 zł” Opydo na stronie opydo.pl/consulting deklaruje, że:

Od lat piszę bloga i mam ogromne doświadczenie we współpracy na linii bloger-marka

Po czym dodaje:

W ostatnich dziesięciu latach pracowałem jako grafik reklamowy i copywriter, rozpisywałem projekty, obmyślałem strategie.

 

Teraz wykorzystuję swoją wiedzę i doświadczenia do pomocy markom.

Dlatego mam pytanie: Pawle Opydo, co byś doradził blogerowi, który przez lata budował swoją markę, aby w końcu poprosić fanów, żeby wsparli jego działalność kwotą choć 9 zł, a zareagowało na tę prośbę tylko 5 osób. Czy marka blogera-eksperta jest zagrożona? Co powinien teraz zrobić bloger, który od 10 lat obmyślał strategie i rozpisywał projekty?

Efekt Gonciarza

Wspomniana wyżej dwójka to tylko kropla w morzu nowych kampanii na Patronite. Przeglądając najnowsze zbiórki możemy trafić na ludzi uprawiających sporty walki, kręcących vlogi podróżnicze, szukających finansowania dla swoich witryn internetowych lub… próbujących pokryć koszty wynajmu mieszkania. Serio.

Bez wątpienia możemy mówić o „efekcie Gonciarza” – po sukcesie Krzysztofa, na Patronite wyraźnie zaczęło przybywać Autorów – w szczytowym momencie, w ciągu jednego dnia, swoje profile sfinalizowało ponad 40 twórców! Tendencja nadal się utrzymuje – codziennie do akceptacji trafia około 15-20 nowych kont. Autorzy stają się też (mimowolnie) „ambasadorami” Patronite – przyrost nowych profili jest więc po części zasługą każdego kolejnego Autora, który pojawia się w serwisie – powiedział w rozmowie ze Spider’s Web Mateusz Górski z Patronite.pl.

Zbiórek rzeczywiście jest cała masa, ale oczywiście tylko część z nich jest naprawdę dobrze przygotowana i ma realne szansę na powodzenie. Te najsłabiej przygotowane profile, bez wypełnienia wszystkich pól formularza, nie przechodzą akceptacji i nie są widoczne na stronach Patronite.

Rola Patronite nie ogranicza się tylko do prowadzania serwisu. Ekipa stara się m.in znaleźć mecenasów dla mniej popularnych twórców.

Dużym sukcesem jest program mecenatu, który sponsoruje ZIPSEE „Cyfrowa Polska”. Mamy już 6 osób objętych wsparciem, a łącznie w tym roku mamy do rozdysponowania 150 tys. zł – dodaje Górski.

Efekt Gonciarza sprawia jednak, że wielu twórców internetowych próbuje kuć żelazo póki gorące i rzuca się na głęboką wodę. A trzeba pamiętać, że start w takiej zbiórce internetowej, to nie zawsze sytuacja win-win. Patronite może w przejrzysty, policzalny i bolesny sposób zweryfikować, ile warta jest twórczość danej osoby i czy ktokolwiek zechce zapłacić za jej pracę.

Bo umówmy się, ale trudno jest wybrnąć z twarzą z sytuacji, kiedy na fejsie lubi cię kilkanaście tysięcy osób, a na prośbę o finansowe wsparcie internetowej działalności kwotą wysokości chociażby 9 zł zareaguje pięć osób. Lub nikt, bo i takich zbiórek nie brakuje na Patronite.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement