Euro 2016 – dzień #8. 28 lat czekałem, aż polski piłkarz powie coś takiego

Artykuł 17.06.2016
Euro 2016 – dzień #8. 28 lat czekałem, aż polski piłkarz powie coś takiego

28 lat czekałem, aż polski piłkarz powie coś takiego: „Jeśli będziemy się cieszyć tylko z tego, że wygraliśmy mecz, to szybko wrócimy do domu”. 

Takimi słowami Grzegorz Krychowiak, obecnie chyba mój ulubiony piłkarz rodzimej kadry, podsumowywał występ z Irlandią Północną. Po remisie z Niemcami kolejni reprezentanci tonowali nastroje, nie kryjąc niedosytu, a także wskazując, że to dobry wynik, ale jeszcze o niczym nie świadczy.

Och, jakaż to jest różnica. Przytaczać anegdoty mógłbym długo, ale takim chyba najbardziej adekwatnym podsumowaniem odchodzącej już do lamusa mentalności polskiego reprezentanta jest Euzebiusz Smolarek, który wprawdzie władował San Marino aż cztery bramki, ale jak on się potem nimi chełpił, jak on się nimi odgrażał w mediach, podkreślając, że coś udowodnił wszystkim, którzy go przekreślili. To był 2009 rok (nie było jeszcze Telewizjady, zresztą zamiast Telewizjady piłkę nożną oglądało się w telewizji, za darmo), a Polska na Mundial 2010 oczywiście nie pojechała.

Taki to był ten reprezentant Polski przez całe lata mojej młodości – piłkarz na warunki lokalne niekwestionowanie znakomity, odróżniający się od reszty rodzimych ligowców. Ale w światowej skali futbolu nadal gracz raczej kiepski, z problemami przy przebiciu się do pierwszej jedenastki w Elche czy innym Wolverhampton, nie mówiąc już o tym, by od niego zaczynano ustalać skład Bayernu Monachium.

A jednocześnie z tymi umiarkowanymi umiejętnościami z zaplecza europejskiego futbolu, niemal zawsze w parze szło wysokie mniemanie o własnych umiejętnościach, niesmaczne wręcz świętowanie i uwypuklanie sukcesów zupełnie na to niezasługujących, przy jednoczesnym bagatelizowaniu porażek.

Nie dziwi zatem, że ci piłkarze w zdecydowanej większości wypadków wielkiej kariery nie zrobili. Dziś reprezentant Polski to już gracz klasy światowej, elita. Nic dziwnego, skoro były lata, w których Lewandowski, Krychowiak, Piszczek, Glik czy Błaszczykowski byli klasyfikowani w rankingach najlepszych graczy na swojej pozycji.

Na kanale „Łączy na piłka” piłkarze między wierszami, w zupełnie niezobowiązującym small talku z operatorem kamery, zdradzają te niuanse z polskiej kadry. Lewy naprawdę jest kapitanem i autorytetem wprowadzającym do drużyny nowych graczy, Piszczek i Błaszczykowski zawsze służą jej swoim doświadczeniem, a Krycha to prawdziwy generał, który steruje grą całej obrony (w mojej ocenie przez brak dobrego defensywnego pomocnika tak słabo spisaliśmy się na Euro 2012 – a teraz mamy nie tylko dobrego, ale nawet wybitnego).

I teraz warto zauważyć, że ci generałowie ciągną za sobą resztę drużyny. Milik dzięki Lewandowskiemu ma wyjątkowo – jak na napastnika – spokojne życie dzięki czemu ukłuł Irlandię Północną i pewnie jeszcze jakiegoś gola do kompletu dorzuci. Jędrzejczyk zaskakuje wszystkich dobrą dyspozycją na lewej flance. Z kolei Pazdan… Cóż, widzieliśmy w meczu z Niemcami. Przy swoich generałach wyrósł wczoraj nie tylko na polską wersję Fabio Cannavaro, ale i najlepszego jak dotąd obrońcę turnieju (7 udanych przechwyceń – najwięcej na Euro 2016).

Mniej doświadczonych kolegów do góry ciągnie nie tylko poziom sportowy liderów drużyny, ale przede wszystkim ich poziom mentalny. Oni już dawno przestali liczyć trofea, które zdobyli w swojej karierze, mało przejmują się też tym, że ktoś wspomni o nich w jakiejś gazecie. Przyjechali do Francji zrobić coś dużego i doskonale rozumieją, że zachwycanie się małymi rzeczami jest domeną małych drużyn.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement