Polska Kosmiczna Agencja Turystyczna, czyli o ziemniakach i dotacjach na komputery z pasjansem

Felieton/Technologie 19.02.2016
Polska Kosmiczna Agencja Turystyczna, czyli o ziemniakach i dotacjach na komputery z pasjansem

Na początku roku miałem okazję spędzić tydzień w nowopowstałym oddziale Polskiej Agencji Kosmicznej w Radomiu, śledząc rozwój najnowszego przedsięwzięcia tej instytucji – kosmicznego biura turystycznego. Dofinansowywana przez Unię Europejską i biuro Orbis inwestycja przedstawia się bardzo obiecująco, o czym więcej w rozmowie z szefem Polskiej Kosmicznej Agencji Turystycznej, panem Bartoszem Walczakiem.

Karol Mroziński: Panie dyrektorze, skąd pomysł na kosmiczne biuro podróży.

Bartosz Walczak: Jest to jeden z kluczowych punktów planu zakładającego ekspansję naszego kraju na orbitę okołoziemską, a następnie resztę Drogi Mlecznej.

K.M: Mamy plany podbicia Drogi Mlecznej?

B.W.: Nie mogę zdradzić szczegółów, ale tak, w Polskiej Agencji Kosmicznej pracujemy nad planami kolonizacji kolejnych planet Układu Słonecznego, a w dalszej kolejności innych części galaktyki.

K.M.: Czy to znaczy, że na Marsie wylądują Polacy?

B.W.: Zaskoczę pana. Już wylądowaliśmy na Marsie. Co więcej: z powodzeniem założyliśmy tam bazę i hodowlę ziemniaków. Warto dodać na marginesie, że nasz pomysł z uprawą kartofla był jedną z inspiracji ostatniego filmu Ridleya Scotta pt. „Marsjanin”.

K.M.: Ridley Scott wiedział o polskiej misji na Marsa, a Polacy dowiadują się o tym dopiero teraz?

B.W.: To oczywiście wciąż tajemnica. Mówię to panu prywatnie, pan mi później podeśle ten wywiad do autoryzacji, a ja to wytnę.

K.M.: Nie ma problemu. Ale wciąż nie wiem, czemu Ridley Scott słyszał o polskim ziemniaku na Marsie.

B.W.: Ponieważ on również był na Marsie, razem z naszymi astronautami. Księgowa pomyliła się o cztery zera pisząc wniosek o dofinansowanie dokumentacji filmowej misji i zostaliśmy z sześcioma milionami euro do rozliczenia, jak te chuje w rosole. Trzeba było wziąć kogoś drogiego.

K.M.: Rozumiem. Wróćmy do planów kosmicznego biura podróży. Kiedy pierwszy komercyjny lot w kosmos z Radomia?

B.W.: Nie tak prędko niestety. Nasz plan zakłada ściągnięcie dużych środków finansowych z budżetu państwa i dalszą rozbudowę lotniska w Radomiu, a następnie, po jego bankructwie, przejęcie obiektu i jego przebudowę.

K.M.: W czym problem? Lotnisko w Radomiu dostaje wciąż nowe pieniądze na rozbudowę.

B.W.: Problem w tym, że ludzie zaczęli latać z Radomia. Organizują się w internecie i wykupują nawet po dwadzieścia biletów. Nie wiem, dla beki, czy co. To chore. Jak tak dalej pójdzie, lotnisko może stać się rentowne. A wtedy trąbkę z gówna będziemy mieli, a nie kosmodrom.

K.M.: Miejmy nadzieję, że lotnisko jednak zbankrutuje i kosmodrom powstanie. Gdzie będzie można z niego polecieć?

B.W.: Oczywiście na Marsa. Aktualnie rozwijamy tam infrastrukturę turystyczną. Będą budki z kebabem, frytkami z marsjańskich ziemniaków, będą można zrobić zdjęcie z misiem kosmonautą, wjechać kolejką na krater. Dużo atrakcji. Oprócz tego – Księżyc. To trochę tańsza opcja, ze zniżkami dla seniorów i dzieci. Tam proponujemy głównie spacery po szarych pustkowiach. Nasi przewodnicy już ćwiczą moonwalking na wydmach pod Radomiem.

K.M.: A co z konkurencją? Podobne programy rozwijają inne kraje, a także komercyjne biura, m.in. Virgin Galactic.

B.W.: Cóż, z konkurencją poradzimy sobie starym, sprawdzonym sposobem. Tak jak busiarze spod Lublina poradzili sobie z PolskimBusem.

K.M.: Czyli jak?

B.W.: Pismo do ministerstwa napiszemy i konkurencji zakażą. Odbiorą im koncesję.

K.M.: Polskie ministerstwo nie może zakazać innym krajom, czy też firmom, lotów w kosmos.

B.W.: No chyba nie myśli pan, że będziemy normalnie na wolnym rynku z tymi chujami konkurować.

K.M.: Nie przyznają panu monopolu ustawą.

B.W.: A, niech nie przyznają. Co mnie to w sumie obchodzi. Nie moja brocha. Agencja jest państwowa, zysku przynosić nie musi. Ja tam pensję z dodatkami i tak dostanę.

K.M.: Nie boi się pan, że radomski kosmodrom będzie stał pusty tak jak teraz lotnisko?

B.W.: Panie, mój szwagier tam na tym lotnisku pracuje. Siedzi, w pansjans gra na tym komputerze przy bramce do metalu i w dupie ma wszystko. I tak powinno być wszędzie. Cisza, spokój i dotacje.

K.M.: Rozumiem. Dziękuję za rozmowę.

B.W.: Dziękuję, proszę bardzo. Niech pan tego nie drukuje.

K.M.: Nie ma problemu.

karol mrozinskiKarol Mroziński – poeta, dziennikarz, prawie prawnik. Szuka poklasku na portalu Facebook, kolekcjonuje serduszka na Twitterze i śledzi trendy żywieniowe na Instagramie. Kontakt z rzeczywistością łapie jedynie, gdy rozładuje mu się bateria w telefonie.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement