Walka o milisekundy, czyli pojedynek e-sportowców z lagami

Artykuł/Gry 01.02.2016
Walka o milisekundy, czyli pojedynek e-sportowców z lagami

Drogi i dobry komputer nie sprawi, że staniesz się najlepszym graczem na świecie. Może jednak wspomóc twoje umiejętności i sprawić, że w pełni rozwiniesz swój potencjał.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w przypadku większości tytułów poza zwykłymi umiejętnościami bardzo ważny jest czas reakcji gracza. To właśnie głównie od tego aspektu zależy, jak szybko będzie w stanie odpowiedzieć on na działania swoich przeciwników. Dobry gracz potrzebuje zaledwie 300 ms, by zareagować na ruchy oponentów. Jednak warto pamiętać, że jest on w stanie odpowiedzieć tylko na te działania, które widzi na monitorze. Zanim do tego dojdzie, informacja o ruchu przeciwnika musi dotrzeć z jego komputera do serwerów gry, a następnie innych pecetów.

Dlatego gracze starają się poprawić swoje szanse poprzez maksymalnie zmniejszenie opóźnień w wyświetlaniu obrazu.

Ogromny wpływ na to ma łącze internetowe, które powinno cechować się jak najniższym pingiem, najlepiej w granicach kilku milisekund. Dla porównania, niedzielnym graczom starczy łącze cechujące się opóźnieniami na poziomie 30-50 ms. Kolejny ważny aspekt to czas między otrzymaniem danej informacji przez komputer i przekazaniem jej do monitora, czyli input lag. Parametr ten niestety trzeba samodzielnie zmierzyć, gdyż producent nie podaje informacji na jego temat. Dlatego kupując monitor należy wziąć pod uwagę inne elementy specyfikacji, które można zbadać zdecydowanie łatwiej.

Asus PG278Q to jeden z lepszych monitorów, o których mogą marzyć e-Sportowcy.

Wiele osób jest przekonanych, że całkowite opóźnienie zależy on wyłącznie od deklarowanego przez producenta czasu reakcji. Ten w wielu przypadkach jest bardzo niski i wynosi zaledwie kilka milisekund. Niestety podawany w specyfikacji parametr to jedynie czas zmiany barwy wyświetlanego obrazu z jednego koloru do drugiego. Całkowite opóźnienie na linii komputer – monitor jest o wiele dłuższe i zazwyczaj wynosi kilkanaście milisekund, a jego jednocyfrowa wartość jest naprawdę rzadko spotykana i fenomenalna. Są ją w stanie zapewnić wyłącznie najlepsze monitory na rynku cechujące się najlepszymi parametrami odświeżania.

O ile przeciętnemu graczowi wystarczający będzie monitor o częstotliwości odświeżania 60 Hz (opóźnienie równe 1000 ms / 60 odświeżeń = 16,7 ms), to profesjonalny gracz swój pełen potencjał osiągnie dopiero na znacznie szybszym wyświetlaczu. Obecnie najlepsze monitory dla graczy cechują się częstotliwością odświeżania na poziomie 144 Hz i na takich właśnie ekranach gra się między innymi na imprezach takich jak Intel Extreme Masters. Oznacza to, że w ich przypadku teoretyczne opóźnienie wynosi zaledwie 6,9 ms. Jednak by wykorzystać pełnię możliwości takiego ekranu, konieczne jest posiadanie odpowiednio wydajnego komputera, który będzie w stanie dostarczyć w ciągu sekundy tyle samo klatek obrazu, ile razy zostanie odświeżony ekran. Na rynku pojawiają się też monitory, które w połączeniu z odpowiednimi kartami graficznymi (GeForce GTX 960 lub wyższe) mogą manipulować czasem wyświetlania VBLANK (parametr ten jest wykorzystywany w technice Nvidia G-Sync) i uzyskać odświeżanie na poziomie 165 Hz, co przekłada się na opóźnienie wynoszące zaledwie 6,1 ms.

Teraz już rozumiecie, czemu e-sportowcy grając w stosunkowo mało wymagające tytuły używają sprzętu za wiele tysięcy złotych?

Podczas gdy przeciętny gracz chce uzyskać płynność na poziomie 30 lub co najwyżej 60 klatek na sekundę, im zależy na uzyskaniu kilka razy lepszych osiągów. Warto bowiem pamiętać, że w praktyce e-sportowcom nie wystarczają 144 klatki na sekundę. Muszą mieć oni odpowiednio duży zapas wydajności, by mieć pewność, że w bardziej wymagającym momencie gra się nie zatnie. Dlatego w praktyce grają oni na urządzeniach pozwalających na uzyskanie bezpiecznego zapasu wydajności. Nasz rozmówca z zespołu Virtus.Pro zdradził, że na zawodach liczba klatek na sekundę zazwyczaj oscyluje w granicach 200, a często nawet tę wartość przekracza.

Jedna taka karta może być za słaba, by sprostać wymaganiom e-Sportowców.

Co prawda brak idealnej synchronizacji między kartą graficzną i monitorem może powodować “rozrywanie się” (tzw. tearing) obrazu, ale przy tak dużej częstotliwości odświeżania obrazu zjawisko to jest niemal niewidoczne. Dodatkowo jest ono mniej szkodliwe niż chwilowe spadki wydajności, które mogą występować po włączeniu synchronizacji pionowej, funkcji odpowiedzialnej za idealne dopasowanie mocy karty graficznej do częstotliwości monitora. Chwilowy brak płynności obrazu może przełożyć się nie tylko na większe opóźnienie, ale też utratę koncentracji. To wszystko może spowodować, że wygrana w turnieju, sława i naprawdę duże pieniądze przejdą graczom tuż koło nosa. Chociażby to usprawiedliwia granie w Counter-Strike czy League of Legends na komputerze, którego wydajność byłaby wystarczająca do uruchomienia trzeciej część Wiedźmina w rozdzielczości 4K i po zastosowaniu wszystkich możliwych efektów graficznych.

Czy warto kupić nowy, lepszy sprzęt, by zwiększyć swoje szanse w e-sporcie? I tak, i nie.

Jeżeli jesteś doświadczonym graczem, pewnym swoich umiejętności, jak najbardziej warto zdecydować się na wydanie kilku tysięcy złotych na monitor cechujący się wysoką częstotliwością odświeżania i komputer, którego wydajność sprosta możliwościom takiego ekranu. Sprzęt ten pozwoli uwolnić twój pełen potencjał i sprawi, że być może kiedyś będziesz należeć do elity graczy. Jeżeli jednak dopiero zaczynasz swoją przygodę z sieciowym graniem lub po prostu regularnie z każdym przegrywasz, nie warto od razu inwestować w akcesoria dla graczy, nie mówiąc już o kosztujących kilka tysięcy złotych monitorze i pececie. Zdecydowanie tańszym i lepszym wyjściem będzie zastosowanie się do często używanego przez fanów Counter-Strike’a powiedzenia “Pozdro i Poćwicz”.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement