Tomasz Lis i jego program przechodzą do Onetu. To będzie prawdziwy test kondycji Internetu w Polsce

Felieton/Technologie 26.01.2016
Tomasz Lis i jego program przechodzą do Onetu. To będzie prawdziwy test kondycji Internetu w Polsce

Kilkadziesiąt godzin temu Tomasz Lis niczym Terminator zapowiedział na Twitterze, że wróci. Przed dosłownie kilkunastoma minutami zdradził, że jego nowy program emitowany będzie w Onecie. Czyli dziennikarz wraca do swojego punktu wyjścia z 2007 roku, ale my przy okazji dowiemy się jak w tym czasie zmienił się Internet.

Tomasz Lis. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiego dziennikarska. Ale nie zawsze taki był, a niektórzy widzieli go nawet w roli Prezydenta tego kraju. Mimo sympatii, ja również troszkę tęsknię za genialnymi i wyważonymi felietonami, które hurtowo produkował nawet jeszcze kilka lat temu, dedykując znanemu dziennikarzowi słowa F. Nietzschego:

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.

Tomasz Lis. Wielka kariera, telewizyjna i prasowa: cudowne dziecko TVP, fundament dopiero tworzącego się TVN, szef wszystkich szefów w Polsat, potem powrót do TVP, gdzie od niemal dekady rozdawał karty politycznej debaty w Polsce.

Ale mało kto pamięta, że już po Polsacie redaktor naczelny Newsweeka, większościowy udziałowiec NaTemat powtórzył mniej więcej ten sam scenariusz, który rozgrywa się dziś. Nie wiem ile w tym było wypowiedzi samego dziennikarza, ile marketingowego wsparcia Agory, a ile komentarzy po prostu zainteresowanych widzów, ale kiedy Tomasz Lis swój polsatowski show „Co z tą Polską?” zamienił na „Co z Polską?” transmitowany za pośrednictwem Gazeta.pl sporo mówiono o tym, że telewizja się kończy, a internet teraz będzie nowym medium dla największych gwiazd polskiego dziennikarstwa.

I teraz też te komentarze się pojawiają, żeby daleko nie szukać, Przemysław Pająk w prywatnej rozmowie dosłownie siedem minut temu wypowiedział do mnie słowa „według mnie to symboliczne zakończenie ery TV w PL”.

A ja przypomnę, że już w 2007 roku takie komentarze się pojawiały. I co? Ano klapa.

Nie wiem jak dokładnie Tomasz Lis konstruował swoją umowę z Agorą, może „Co z Polską?” jednak miało być jednorazowym strzałem na czas bardzo gorącego okresu politycznego „obalania PiS przez Platformę Obywatelską”. Generalnie jednak program nie cieszył się dużą popularnością (przestrzelonym „hitem” okazał się też rewelacyjny serial Agnieszki Holland pt. „Ekipa”, nad czym ubolewam), nie widziałem też pasji w oczach samego twórcy. Za to gdy na początku 2008 roku przeskoczył z niego prosto do TVP2, autentycznie dało się zauważyć w oczach dziennikarza ulgę. Znów był w swoim żywiole.

I teraz wszyscy się zastanawiamy, ja na pewno, jak zmienił się polski Internet i struktura medialna w ostatnich niemal 9 latach. Tomasz Lis będzie dla nas takim troszkę benchmarkiem tej zmiany.

Z jednej strony 9 lat temu Internet w Polsce nie znał jeszcze dobrze Facebooka, a na raczkującym YouTube odkrywał fenomen Jozina z Bazin. Gwiazdy z Internetu, jeśli jakieś były, to albo grały w Counter-Strike’a albo były zapraszane do galerii dziwolągów Ewy Drzyzgi. Dziś? Jessica Mercedes, Przemysław Pająk i Maffashion są wyceniani przez reklamodawców na miliony złotych. Kuba Wojewódzki zabija się żeby posadzić na swojej kanapie Abstrachujów czy S.A. Wardęgę, który zresztą znany jest już na całym świecie (a jeśli nie on, to jego pies na pewno).

Jarosław Kuźniar do telewizji przychodzi chyba tylko po to żeby powyzłośliwiać się z Anną Kalczyńską, ale swój najbardziej wartościowy show robi za pośrednictwem wzorowanej na telewizję aplikacji Periscope, dziś w nocy będzie też miała premierę nowa odsłona jego wielkiego, podróżniczego biznesu (oczywiście w sieci). Prezydent Polski wygłasza orędzia przez Facebook Mentions. Nawet Mariuszowi Max Kolonko udało się wreszcie dokonać vendetty i zniszczyć establishment, choć robił to siedząc nie wiadomo w sumie gdzie, jakieś 3000 kilometrów od Warszawy.

Mamy Spotify, mamy Netflix, trudno dziś nawet konsumować treści w dużym portalu bez tego irytującego wideo przygrywającego w tle. Internet zrobił nam się prawdziwie multimedialny, a te multimedia stały się jego nieodłączną częścią. Jeśli młodzi ludzie mają w swoich domach telewizory, to najczęściej po to żeby wygodnie oglądać na nich seriale (bynajmniej nie te z kablówki) albo grać na konsoli, telewizja coraz częściej ucieka z wyłącznie dekoderów. „Telewizja jest wszędzie” twierdzi nawet na Twitterze Jarosław Kuźniar. Owszem, zdarza nam się konsumować programy informacyjne, sam chętnie podglądam TVN24, a nawet TV Republika, ale faktem jest, że robię to zawsze w sieci.

Oglądam Tomasza Lisa w sieci, ale tylko i wyłącznie jeśli wcześniej na Twitterze się wokół jego programu gotowało (co nie jest znowu takim rzadkim zjawiskiem). A pożary w społecznościowych mediach, jak na ironię i wbrew posttradycyjnej wizji świata Przemka Pająka, zwykle wywołuje to, co jest emitowane na żywo, w klasycznej telewizji. Jeśli sięgamy do VOD po materiał publicystyczny, to przeważnie dlatego, że już wcześniej słyszeliśmy na jego temat opinie. Przykłady można mnożyć, a żeby daleko nie szukać – sport. Piłka nożna ma znaczenie tylko na żywo i chwilę po meczu. Podobnie boks. I podobnie, gdy socjaliści okładają się z liberałami (no, chyba że doszło do jakiejś spektakularnej „masakracji”).

Telewizja wcale jeszcze tak do końca nie umarła.

Nie jestem do końca przekonany do możliwości sukcesu programu Tomasza Lisa w Onecie. Z jednej strony zadziwiająco dużo nazwisk aktywizuje się ostatnio na Twitterze (Durczok, Tadla, jakby żywszy Kraśko) i kto wie czy przypadkiem nie zbierają się tam w celu powołania do życia jakiegoś interesującego projektu (być może Tomasz Lis przetrze im szlaki).

Z drugiej, niepokoi mnie troszkę ten Onet właśnie. Historia z Gazeta.pl udowodniła, że strona główna dużego medium – zwłaszcza gdy medium to jest uszyte z innego formatu – wcale nie gwarantuje spektakularnych wyników. Onet wcale nie dysponuje jakąś fenomenalną infrastrukturą do obsługi video, która mogłaby zachęcić przeciętnego widza do zaprzysiężenia jej lojalności. Paradoksalnie większego sukcesu spodziewałbym się po wielkim come backu Tomasza Lisa na łamach królestwa dzieciarni, YouTube’a, a to z racji większej przystępności platformy: technologicznej, mobilnej, społecznościowej. Pomijam też aspekt prestiżu medium, który jednak w przypadku takich treści może być istotny, a przecież Pan Redaktor nie namówi Dody, żeby kąpała się w studyjnej wannie.

Wreszcie, publicystyka telewizyjna to – o ile w tle nie mamy wyborów albo jakiejś naprawdę wielkiej afery – nie są programy, na które się czeka. Je się ogląda świetnie, ja pochłaniam je nawet hurtowo, ale to się robi przy okazji.

Nie jestem pewien czy ten sam, dość mizernie ewoluujący koncept programu, chwyci w ramach platformy wideo drugiego świata. No chyba, że pojawią się jakieś nieoczekiwane niespodzianki.

Mamy mniej więcej tego samego (tzn. ja trochę tęsknię za tym bardziej wyważonym moralizatorem, ale kod DNA chyba się zgadza) Tomasza Lisa, mamy polski Internet, który nadal tworzą ci sami ludzie (choć liczniejsi) i tak jak w 2007 roku mamy duży portal internetowy. Zmieniła się data, upłynęło niemal 9 lat. Podejrzewam, że sukces tego programu potwierdzi głoszone przez redaktora naczelnego Spider’s Web tezy, że media cyfrowe osiągną prymat nad konkurencją na niemal każdym gruncie. Tylko, że ja w ten sukces powątpiewam zastanawiając się czy w klasycznej telewizji znajdzie się jeszcze gdzieś miejsce dla Tomasza Lisa.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement