Polska rodzina transmituje swoje życie przez całą dobę. To może skończyć się tragedią

Felieton/Technologie 12.11.2015
Polska rodzina transmituje swoje życie przez całą dobę. To może skończyć się tragedią

Swoją prywatność warto szanować przynajmniej w minimalnym stopniu. Brutalnie przekonała się o tym rodzina Dzikowskich z Poznania, która postanowiła nadawać na żywo transmisję ze swojego codziennego życia.

Choć brzmi to jak kiepski żart, to niestety nim nie jest. Dzikowscy zdecydowali się na zainstalowanie kamer praktycznie we wszystkich pokojach swojego mieszkania i umieszczenie transmisji na stronie Logopol.pl. Nagrywane były salon, kuchnia, balkon, a nawet pokoje dziecięce. Prawdopodobnie jedynym pomieszczeniem, z którego nie była nadawana transmisja na żywo była łazienka. Ze strony możemy dowiedzieć się też, że w przyszłości planowane jest umieszczenie kamerki także w samochodzie oraz noszenie okularów z kamerami przez członków rodziny.

Przekleństwa, pizza i zlewy.

Podczas transmisji Internauci mogli doświadczyć wielu “atrakcji”. Należały do nich przemoc słowna skierowana w kierunku dzieci, przekleństwa w wykonaniu dorosłych i dzieci, przebierające się dzieci mające od kilku do kilkunastu lat oraz widok jednego z młodszych członków rodziny podczas wykonywania dosyć intymnych czynności. Cóż, rodzice widocznie nie pomyśleli, że program taki może być doskonałą rozrywką dla pedofili. Zapewne na tym by się skończyło, gdyby rodzina Dzikowskich nie popisała się wyjątkową indolencją intelektualną i na stronie z transmisją nie umieściła wszystkich swoich danych kontaktowych: dokładnego adresu, numerów telefonów i adresów e-mail.

Wówczas Internauci zapewne ograniczyliby się do komentowania wyglądu i zachowania wszystkich członków rodziny. Zamiast tego zdecydowali się samodzielnie sprawić, by transmisja była odpowiednio ciekawa. Wykonywali połączenia telefoniczne, podczas których obrażali członków rodziny, za pośrednictwem Facebooka wysyłali do dzieci wiadomości z kont ze słowem “pedofil” w nazwie, stale zamawiali duże ilości jedzenia pod wskazany adres, a w godzinach wieczornych zdecydowali się na poproszenie o przyjazd prostytutki.

W nadchodzących dniach możemy się spodziewać kolejnych dostaw. Nie tylko takich zawierających jedzenie. Wygląda na to, że Internauci zamówili już do Państwa Dzikowskich dostawę sprzętu elektronicznego oraz duże ilości armatury łazienkowej. Będę pod ogromnym wrażeniem, jeśli po zakończeniu całej akcji na adres rodziny Dzikowskich możliwe będzie zamówienie czegokolwiek, chociażby kanapki ze znajdującej się naprzeciwko budki. O dziwo, autorzy transmisji chyba nie rozumieją, jak działa Internet i przez pewien czas byli autentycznie zdziwieni tym, że ktoś ma ich dane adresowe. W godzinach wieczornych swoje nękanie zgłosili na policję. Jestem naprawdę ciekaw, jak stróże prawa zareagowali na zgłoszenie naruszenia prywatności przez rodzinę transmitującą swoje życie w Internecie.

Akcja społeczna, reality show, czy po prostu chęć zarobku?

Państwo Dzikowscy najprawdopodobniej chcieli zarobić na całej akcji. Na swojej stronie internetowej Dzikowscy proszą o współpracę reklamodawców, sponsorów, producentów, usługodawców, inwestorów, przedstawicieli mediów, prasy, radia i telewizji. Z tej samej strony internetowej można też dowiedzieć się, że Państwo Dzikowscy wynajmują dwa samochody, prowadzą firmę i zamierzają zorganizować największą imprezę biegową na świecie.

We wspomnianym biegu ma wziąć udział ponad milion osób, a łączna pula nagród ma wynosić 100 milionów złotych, czyli więcej, niż kosztowało stworzenie trzeciej części gry Wiedźmin. Ogólnie cała strona internetowa prezentuje się wyjątkowo kuriozalnie. Czytając ją człowiek zaczyna mieć nadzieję, że cała transmisja nie jest robiona na serio, tylko stanowi coś w rodzaju akcji społecznej promującej dbanie o swoją prywatność lub happeningu w stylu Grażyny Żarko.

Większość osób, z którymi rozmawiałem na temat transmisji, była zdziwiona tym, że ktoś zdecydował się na całkowite wyzbycie się prywatności. Jednak nie zabrakło też ludzi, którzy w prowadzeniu takiej transmisji nie widzieli nic złego. Powoływali się wtedy na przykłady programów typu Reality Show takich jak Big Brother lub Dwa Światy. Ja jednak widzę ogromną różnicę między profesjonalnie zorganizowanym przedsięwzięciem tego typu, a zainstalowaniem kamer w swoim domu. Przede wszystkim akcja Big Brothera odbywała się w zamkniętym budynku, do którego nie było możliwe wejście, zamówienie pizzy czy prostytutki. Nawet gdyby tego typu programy odbywały się obecnie, Internauci nie byliby w stanie ich zepsuć swoimi żartami.

Po drugie, w Big Brotherze brali udział wyselekcjonowani ochotnicy. Tutaj oprócz dwójki dorosłych ludzi, którzy świadomie zdecydowali się na to przedsięwzięcie mamy też czwórkę dzieci. Przynajmniej trójka z nich jest na tyle mała, że najprawdopodobniej nie jest świadoma tego, co się dzieje. Wyjątkiem jest tu 13-letni chłopiec, ale trudno jest mi uwierzyć w to, że jest on zadowolony z obecnego stanu rzeczy i całkowitego braku poszanowania jego prywatności. Pozostaje mieć nadzieję, że z powodu transmisji nie będzie on wyśmiewany przez kolegów, a cała sprawa nie zakończy się rodzinną tragedią.

Jak daleko posuniesz się dla sławy i pieniędzy?

Często publikując różne materiały w Internecie zastanawiam się, czy moje zdanie nie urazi kogoś lub czy nie zostanie odebrane źle. W tym celu nakładam na siebie filtr cenzurujący i staram się umieszczać materiały, które nikogo nie obrażą i nie narażą mnie na śmieszność. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie konieczności ciągłego udawania bycia bardziej kulturalnym, lepiej ubranym i tym podobne. Prawda jest taka, że po domu chodzę w dresach, wyjadam paprykę chilli prosto ze słoika, przeklinam w stresujących sytuacjach i śpiewam pod prysznicem. To typowe rzeczy, które wiele osób robi w domu, ale nigdy nie zdecydowałaby się na to w towarzystwie.

Robię te wszystkie rzeczy, bo czuję się swobodnie we własnym mieszkaniu. Czuję się swobodnie, bo jestem w nim tylko ze swoją drugą połówką. Możemy zapewniać o naszej autentyczności, ale każdy z nas ma różne maski, które nakłada na różne okazje. W pracy staram się być bardziej profesjonalny, a podczas spotkania ze znajomego bardziej zabawny niż w rzeczywistości. Bardzo lubię ten moment, kiedy mogę zrzucić wszystkie maski i od nich odpocząć. Dlatego dziwię się, gdy ktoś dobrowolnie decyduje się na odsłanianie całego swojego życia. Oznacza to, że albo całe życie chce spędzić w masce, albo narazić się na śmieszność. Nie wiem co gorsze.

Wiem za to, że ani jedno, ani drugie nie jest warte nawet największej sławy i ogromnych ilości pieniędzy.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement