LEGO w końcu ma konkurenta. Disney Infinity 3.0 to oryginalny prezent dla najmłodszych – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 12.10.2015
LEGO w końcu ma konkurenta. Disney Infinity 3.0 to oryginalny prezent dla najmłodszych – recenzja Spider’s Web

LEGO nareszcie doczekało się godnego rywala. Disney Infinity 3.0 to trzecia generacja unikalnych gier Disneya i pierwsza, w którą warto zagrać. Pomysł na połączenie cyfrowego świata marzeń z prawdziwymi zabawkami to moim zdaniem strzał w dziesiątkę.

Kilka tygodni temu narzekałem, że dzisiaj już nie robi się dobrych, wielkich, wspaniałych gier dla młodszych odbiorców. Nie licząc serii LEGO, na horyzoncie nie ma niczego godnego polecenia. Po ograniu Disney Infinity 3.0 zmieniam swój pogląd i cieszę się, że w końcu udało mi się położyć ręce na czymś, co z chęcią kupiłbym własnemu chrześniakowi.

Co to właściwie jest, to Disney Infinity?

W najprostszym rozumieniu to cyfrowa piaskownica Disneya, w której medialny gigant miesza swoje marki, licencje i bohaterów. W wirtualnym środowisku Myszka Miki spotyka Mulan, Kaczor Donald ściga się z Dzwoneczkiem, a bałwan Olaf rywalizuje z Minnie. Barwne pomieszanie z poplątaniem, w czasie którego ulubione bajki z dzieciństwa tworzą łączone uniwersum, wypełnione mnóstwem mini-gier i narzędzi do tworzenia własnych światów, lokacji i tras.

Disney Infinity to w równym stopniu gra, co kreator. Na cyfrowy świat składają się dziesiątki gotowych elementów, z których można budować własne przygody. Wzorem LittleBIGPlanet i Project Spark, tworzenie nowej zawartości to lwia część Disney Infinity i element, który skutecznie wydłuża żywotność gry. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, aby z poziomu głównego menu pobrać mapy stworzone przez innych graczy i próbować pokonać postawione przed nami wyzwania.

To, co wyróżnia Disney Infinity na tle innych gier z wbudowanym edytorem, to prawdziwe zabawki, na widok których dzieciom błyszczą się oczy. Każdy zestaw składa się z płyty, ale również specjalnej podstawki USB oraz figurek przedstawiających postacie Disneya. Możemy grać tylko tymi bohaterami, których posiadamy w realnej kolekcji. Kupiliśmy zestaw z Donaldem i Mikim? Kładziemy figurki na podstawce, a te niemal natychmiast „przechodzą” do wirtualnego świata, będąc pod naszą pełną kontrolą.

Od Disney Infinity do Disney Infinity 3.0 – jak niegrywalne stało się grywalne.

Pierwsze Disney Infinity stanęło przed tym samym problemem, co większość produkcji z wbudowanym kreatorem. W przypadku takich tytułów zawsze powstaje pytanie – ile właściwie jest gry w samej grze? Niestety, w przypadku zestawów z sympatycznymi figurkami nie było jej zbyt wiele. Chociaż kreator uchodził za rozbudowany, tak sama mechanika mocno kulała. Walki były nijakie. Wyścigi były nijakie. Eksploracja była nijaka. Wszystko było nijakie.

Poprawa tego stanu rzeczy nastąpiła wraz z premierą Disney Infinity 2.0. Nowa seria gier i figurek koncentrowała się na świecie super-bohaterów Marvela. Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka i Hulk dostali swoje własne, bajkowe wcielenia. Wraz z idolami takiego kalibru szła w parze nieco ulepszona rozgrywka, zwłaszcza w aspekcie walk i korzystania z efektownych mocy specjalnych. Daleko jednak było temu tworowi do rasowej gry akcji dostosowanej do młodszych odbiorców.

Teraz na sklepowych półkach zaczynają pojawiać się pierwsze zestawy Disney Infinity 3.0. Te w głównej mierze poświęcone są Gwiezdnym wojnom, do których prawa kupił medialny gigant. Korzystając z mocy obliczeniowej nowych konsol, a także zdobytego doświadczenia, twórcy 3.0 starali się maksymalnie ulepszyć rozgrywkę. Nie tylko własnymi siłami, ale również zapraszając do współpracy takie studia jak Ninja Theory (Enslaved, DMC) i Sumo Digital (LittleBIGPlanet 3).

Disney Infinity 3.0 to pierwsza grywalna odsłona serii. No i w świecie Gwiezdnych wojen!

Na ten moment Disney Infinity 3.0 posiada trzy zestawy startowe – W głowie się nie mieści, Powstanie przeciwko Imperium oraz Zmierzch Republiki. Jako, że uwielbiam uniwersum Star Wars, od razu wybrałem pudełko z figurką Anakina Skywakera, jego uczennicą Ashoką Tano oraz kampanią rozgrywaną między II i III epizodem nowej trylogii. W grudniu ma się pojawić zestaw z figurkami i przygodą The Force Awakens i wiem już, że na pewno dokupię tę kampanię. Chociażby dla zabawek.

Za Zmierzch Republiki odpowiada doświadczone studio Ninja Theory. Właśnie dlatego postanowiłem zaryzykować akurat z ich kampanią. Producenci Devil May Cry wiedzą, jak zrobić solidną grę akcji i jeżeli jakikolwiek zamknięty scenariusz miałby być nareszcie grywalny, to właśnie ten ze Zmierzchu Republiki. Plus, czas wojen klonów wydaje mi się naprawdę ciekawym okresem gwiezdnowojennej mitologii.

Warto dodać, że poza gotową kampanią przygotowaną przez profesjonalne studio, każdy zestaw startowy to także możliwość rozgrywania darmowych poziomów przygotowanych przez innych graczy. Nic nie stoi również na przeszkodzie, aby dokupić inne figurki i przechodzić scenariusz nowymi postaciami. Możemy ponadto nabyć kolejne pełne kampanie, na przykład W głowie się nie mieści czy Powstanie przeciwko Imperium. Oferta polskiego dystrybutora jest naprawdę pokaźna, co możecie zobaczyć w tym miejscu.

Zmierzch Republiki zdał egzamin. Zwłaszcza, gdy zagramy razem ze swoją pociechą.

Co kapitalne, każdy z płatnych scenariuszy można rozegrać z drugą osobą, na podzielonym ekranie. Jako, że nie jestem jeszcze ojcem, do wspólnej zabawy zaprosiłem dziewczynę. Najlepsza kobieta na świecie nie jest przesadną fanką gier wideo i nie ma doświadczenia z nowymi produkcjami, ale i tak bawiliśmy się naprawdę dobrze. Wszystko za sprawą przystępnej mechaniki, dostosowanej na potrzeby młodszych odbiorców.

Zmierzch Republiki to pierwsza kampania Disneya, w którą autentycznie można zagrać. W której nie jest się rozczarowanym na każdym kroku. W której nie panuje chaos i w której sterowanie jest znośne. Biorąc pod uwagę wcześniejsze płatne scenariusze, dokonał się spory skok jakościowy, który na pewno odczują wszyscy posiadacze Disney Infinity i Disney infinity 2.0. Co jednak z nowymi graczami?

Dla nich Zmierzch Republiki wyda się lekką, łatwą i prostą przygodą na 4 – 6 godzin zabawy. Niewiele, biorąc pod uwagę pozostałe produkcje akcji. Disney Infinity to jednak zupełnie inna para kaloszy. Pojedyncza kampania to tutaj tylko jeden z trzech elementów, poza kreatorem i samymi zabawkami. Oczywiście zdecydowana większość graczy wytrzyma w skomplikowanym edytorze zaledwie kilka minut. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w przypadku tego produktu mówimy o całym pakiecie, nie pojedynczym scenariuszu.

To, co szczególnie przypadło mi do gustu, to polska wersja językowa.

Właśnie tego brakuje mi w przesympatycznych grach od LEGO – polskiego języka, który otwierałby tytuły na młodszych graczy, którzy nie chcą czytać napisów ani nie znają angielskiego. Polska wersja językowa Zmierzchu Republiki to prawdziwa pierwsza liga i realizacja, która stoi na poziomie animacji Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów oraz Gwiezdne Wojny: Rebelianci. Grając w gotowy scenariusz Disneya czułem się jak w interaktywnej bajce, a przecież właśnie o to chodzi.

Z bajkową otoczką silnie kontrastuje widoczny jak na dłoni model biznesowy. Ten zakłada dokupowanie figurek w podobny sposób, jak inni wydawcy chcą, aby kupowano DLC. Chociaż podstawowy scenariusz bez problemu można przejść figurką z zestawu startowego, część z dodatkowych lokacji jest zarezerwowana jedynie dla innych herosów. Aby się w takiego wcielić, trzeba kupić konkretną zabawkę, po 59 złotych od sztuki.

Oczywiście nie dziwi mnie chęć wydawcy do maksymalizacji zysku. Warto jednak poinformować potencjalnych klientów, z jakimi sytuacjami przyjdzie się im mierzyć. W pewnym momencie Anakin Skywalker nie będzie mógł doskoczyć do skrzyni ze skarbem. Dłuższy skok to umiejętność Obi-Wana Kenobiego, którego figurki próżno szukać w podstawowym zestawie. Takich przykładów jest bardzo dużo.

Disney Infinity 3.0 – znalazłem prezent idealny.

Problemem gier dla dzieci jest to, że… te są po prostu grami. Przykuwają do ekranu na długie godziny, zanurzając po uszy w wirtualnych światach. Disney Infinity 3.0 robi dokładnie to samo. Jednak dzięki obecności figurek stawianych na podstawce USB dochodzi do ciekawego połączenia między światem realnym i wirtualnym, analogowym i cyfrowym. Fizyczne zabawki to ciekawy, urozmaicający zawartość relikt dawnych czasów, którym można pobawić się również offline, a nawet bez dostępu do konsoli czy wręcz elektryczności.

Zalety

  • Gwiezdne wojny!
  • Polska wersja językowa
  • Gra + figurki w standardowej cenie
  • Połączenie świata analogowego i cyfrowego
  • Co-op na podzielonym ekranie
  • Świetny pomysł na prezent
  • W końcu kampania na znośnym poziomie…

Wady

  • …jedynie „znośnym” poziomie
  • kreator w dalszym ciągu nie jest przyjazny i intuicyjny
  • Pełne pokonanie gry wymaga dodatkowych figurek

 

Disney Infinity 3.0 to świetny pomysł na prezent. W cenie nowej, konsolowej produkcji dostajemy kampanię dla jednego i dwóch graczy, a także wymagający zaangażowania kreator poziomów. Do tego dochodzą zabawki oraz możliwość wspólnego rozegrania sesji wraz z naszym podopiecznym, przed jednym telewizorem. Gdy dodamy do tego pełną, polską wersję językową, otrzymamy bogaty zestaw, który jak ulał nadaje się na świąteczny upominek. Warto mieć to z tyłu głowy, szukając oryginalnego prezentu pod choinkę.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement