Dla takiej gry kupuje się konsolę. Until Dawn jest lepsze niż przypuszczasz – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 24.08.2015
Dla takiej gry kupuje się konsolę. Until Dawn jest lepsze niż przypuszczasz – recenzja Spider’s Web

Totalny odjazd. Patrzę na napisy końcowe i zastanawiam się, co jeszcze mogłem zrobić. Czy gdybym podjął inne decyzje, niektórzy bohaterowie wciąż by żyli? Spodziewałem się prostej, filmowej i ciągnącej za rękę opowieści. Dostałem kapitalny film, do którego sam wybrałem scenariusz, zakończenie oraz obsadę. Po prostu rewelacja.

Redakcyjny kolega Piotr Grabiec fatygował się aż na Wyspy, aby spędzić chociaż kilkadziesiąt minut z wczesną wersją Until Dawn. Sam nie byłem tak pozytywnie nastawiony. Po udanym, ale zbyt krótkim i zbyt powtarzalnym The Order 1886, nabrałem dystansu do „filmowych przeżyć”, jakie na wyłączność chce serwować mi Sony. Spodziewałem się, że Until Dawn będzie gorszą kopią Heavy Rain lub Beyond: Dwie Dusze, okraszoną elementami horroru. Kopiując klasyka – nie mogłem się bardziej pomylić.

Until Dawn™_20150821221325
Elementy QTE mogą zwiększyć szansę na przetrwanie, skomplikować sytuację, a także doprowadzić do permanentnej śmierci bohaterów.

Until Dawn faktycznie bierze najlepsze cechy filmowych slasherów z lat 80-tych i 90-tych. To jednak zaledwie jedna z kilku warstw tej oryginalnej gry.

Mamy tutaj psychopatę w masce, który grasuje z nożem w ręce. Mamy grupę nastolatków głodnych imprez, alkoholu i seksu. Mamy odizolowany domek w osłoniętych śniegiem górach, do którego nie dociera zasięg telefonii komórkowej ani bezprzewodowego Internetu. Sceneria tak sztampowa, że już na samym starcie wpisująca się w klasykę takich horrorów jak Piątek Trzynastego czy Koszmar z ulicy Wiązów.

Wyjątkowa jest jednak rola gracza – ten jest kimś znacznie więcej, niż tylko pasażerem sterującym głównym bohaterem. Tych jest aż ośmiu, natomiast dzierżyciel kontrolera zamienia się w zarządcę, stratega i taktyka, którego rolą jest utrzymanie młodych ludzi przy życiu do tytułowego świtu. Oczywiście noc najciemniejsza jest zawsze zaraz przed wstaniem słońca, toteż i gracz staje przed coraz trudniejszymi wyzwaniami i decyzjami. Właśnie za pomocą owych decyzji zadecydujecie o być albo nie być amerykańskich nastolatków.

Until Dawn™_20150822013851
Nie ma dobrego horroru z nastolatkami bez wywoływania duchów

Kiedy producenci przechwalali się, że każda decyzja ma swoje konsekwencje – nie kłamali. Until Dawn jest jak Gra o Tron.

Co można zweryfikować po pierwszym przejściu gry, naprawdę każda decyzja gracza ma znaczenie. Gra świeżutkiego studia Supermassive jest jak telewizyjna superprodukcja HBO – twórcy nie mają żadnych oporów, aby pożegnać się z dobrze rozpisanymi, przepięknie wyrzeźbionymi z wokseli bohaterami. Jeden głupi ruch, jedna niemądra decyzja i grupa nastolatków zostaje uszczuplona o kolejną postać.

Nie ma tutaj świętych krów oraz postaci nie do ruszenia. Co jeszcze lepsze – nie ma świadomego systemu zapisu rozgrywki. Ta aktualizuje się po każdej scenie przerywnikowej. Oznacza to tyle, że z konsekwencjami swoich działań trzeba żyć do napisów końcowych. Sam boleśnie przekonałem się o tym na własnej skórze. Gdy w jednym z ostatnich aktów uwielbiana przeze mnie bohaterka wyzionęła ducha na skutek mojej idiotycznej decyzji, zgrzytanie zębów musiało być słychać w całym mieszkaniu.

Until Dawn™_20150822013948
Czasami gracz ma nieograniczony czas do namysłu. Kiedy indziej musi podejmować decyzje pod presją

Siedziałem tak przed telewizorem, z DualShockiem w rękach i zastanawiałem się, co dalej. Rozpoczynać opowieść od nowa? Kontynuować przygodę bez ulubionej postaci? Until Dawn jest pełen takich momentów.

Kiedy poczujecie się naprawdę niepewni i zagubieni, z pomocą biegnie wam tajemnicza postać psychologa – doktora Hilla.

Until Dawn zostało podzielone na dziesięć aktów. Pomiędzy każdym z nich gracz przechodzi jedyną w swoim rodzaju sesję z psychologiem. Będąc na kozetce, również podejmujemy decyzje. Opowiadamy specjaliście, co nas trapi. Zwierzamy mu się z tego, czego się boimy, których bohaterów lubimy i co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. Tyle tylko, że… cholera, coś zaczyna być nie tak.

Po pewnym czasie odkryłem, że wiedza zgromadzona przez psychologa zostaje użyta przeciwko mnie samemu! Nie będę wam zdradzał kim jest ów specjalista ani gdzie odbywają się jego konsultacje. Możecie być jednak pewni, że w Supermassive wpadli na świetny pomysł i prawdziwą narracyjną perełkę. Widzieć, jak zwierzenia na kozetce wpływają na cały świat gry, to coś naprawdę oryginalnego.

Pewnie skądś kojarzycie tę twarz...
Pewnie skądś kojarzycie tę twarz…

Doktora Hilla gra znany z filmu Constantine Peter Stormare. To dopiero wierzchołek góry lodowej, jeżeli chodzi o gwiazdorską obsadę. Ta naprawdę „robi” grę.

Until Dawn posiada jedne z najbardziej realistycznych i zdolnych do wyrażania ekspresji modeli postaci, jakie kiedykolwiek widziałem w grach wideo. Naturalność, z jaką poruszają się gałki oczne czy drgają mięśnie twarzy – to wszystko początkowo może wręcz szokować. W Supermassive wykonali tytaniczną pracę, aby zamienić grę w jedyne takie filmowe doświadczenie. To widać. Until Dawn posiada kreacje z najwyższej półki, na poziomie realizacji charakterystycznej dla L.A. Noire czy Beyond: Dwie Dusze.

Smaku dodaje fakt, że postacie nastolatków zostały zagrane przez znanych i rozpoznawalnych aktorów. Interaktywny horror posiada obsadę, której nie powstydziłby się żaden film. W Until Dawn pojawia się Hayden Panettiere znana z Heroes oraz Nashville. Jedna z najważniejszych ról należy do Bretta Daltona – najbardziej charakterystycznego aktora z serialu Agenci T.A.R.C.Z.Y. W jeszcze innego nastolatka wciela się sam Rami Malek – gwiazda Mr Robot, Nocy w Muzeum oraz filmowego Need for Speeda. Te oczy!

Gwiazdy oddają nie tylko swoje głosy, ale również facjaty. Wykorzystanie ich wizerunku jedynie potęguje doznania i sprawia, że mamy poczucie uczestnictwa w czymś wyjątkowym. W wysokobudżetowej opowieści, którą po części sami produkujecie, czasem świadomie, znacznie częściej nie. Dziwnie to uczucie, kiedy piszę, że Until Dawn posiada jedną z najlepszych obsad w nowożytnej historii gier wideo, ale tak jest naprawdę.

Co bardzo ważne, gra na wyłączność dla PlayStation 4 broni się przed zarzutami „na pięć godzin” oraz „na jeden raz”.

Zdecydowanie ponad 10 godzin. Mniej więcej tyle zajęło mi przejście Until Dawn po raz pierwszy. Co ważne, nawet w takim czasie nie udało mi się zebrać wszystkich dokumentów, zdjęć i gazet, które poszerzają główny wątek gry. Nie zajrzałem w każdy kąt, nie odwiedziłem każdej lokacji ani nie zbadałem wszystkich pomieszczeń. Z tej perspektywy ponad 10 godzin to bardzo dobry wynik, zwłaszcza jak na typowo filmową produkcję.

Until Dawn™_20150821221125
Blackwood Pines – miejsce akcji Until Dawn

Wiem również, że zaraz po skończeniu spysywania swoich wrażeń powrócę w amerykańskie, ośnieżone góry. Until Dawn jest zbyt ciekawym projektem, aby zakończyć przygodę na jednym podejściu. Muszę się przekonać, jak wyglądają alternatywne ścieżki i możliwości. Czy mogę uratować ulubioną bohaterkę? Czy mogę jakoś wpłynąć na psychopatę w masce? Czy mogę pomóc innej postaci, której istnienia nie będę wam zdradzał?

Until Dawn zdecydowanie NIE JEST grą na jeden raz. To jak pudełko z klockami, które sam możesz układać. Przed odłożeniem gry na półkę warto pobawić się dłużej, sprawdzić wszystkie możliwości czy kombinacje. Zwłaszcza, że konsekwencje niektórych decyzji zamieniają się w prawdziwe lawiny nowych sytuacji, miejsc i wątków. Bomba! Świetne jest też to, że po przejściu gry po raz pierwszy możemy swobodnie przemieszczać się między rozdziałami i operować na scenariuszu jak na żywej tkance.

Po ukończeniu gry można wybierać dowolne jej rozdziału do ponownego rozegrania
Po ukończeniu gry można wybierać dowolne jej rozdziału do ponownego rozegrania

No dobrze, ale ile jest właściwie horroru w Until Dawn?

Napiszmy to sobie jasno i wyraźnie – Until Dawn to nie jest Silent Hill czy Fatal Frame. Producenci gry straszą dokładnie tak, jak straszono w slasherach z ubiegłego wieku – mało finezyjnymi, podstawowymi narzędziami. Wiecie, nagle wskakujące w kadr obiekty czy ujęcia, na których coś lub ktoś stoi za plecami bohatera. Typowe rzemiosło lat 80-tych i 90-tych, które idealnie pasuje do otoczki. Jeżeli jednak liczyliście na produkcję, po której nie będziecie mogli spać w nocy – nie, to nie tutaj.

Świetnym pomysłem jest za to użycie kamery PlayStation. O ile wyrazimy na to zgodę w opcjach, urządzenie bez żadnego ostrzeżenia nagra nas podczas tych najbardziej przerażających scen. Później możemy podejrzeć własne reakcje w menu,  widząc jak zachowujemy się w stresowych sytuacjach. Moja mina była grobowa, ale wychowałem się na survival-horrorach i mało co jest już w stanie mnie przestraszyć. Możliwe, że ty będziesz siedział jak na szpilkach.

Możliwość włączenia kamery PlayStation to naprawdę ciekawy ddoatek
Możliwość włączenia kamery PlayStation to naprawdę ciekawy ddoatek

Uczucie napięcia potęguje świetne wykorzystanie czwartego DualShocka. Until Dawn zmusza do wykorzystania panelu dotykowego, ale co innego zrobiło na mnie największe wrażenie. Podczas wielu momentów, w których chowamy się przed zagrożeniem, musimy trzymać kontroler całkowicie nieruchomo. Niech no tylko zadrży nam ręka, niech tylko omsknie się palec, a już zdradzamy naszą kryjówkę. Świetnie to działa w praktyce, zwłaszcza, że mechanizm jest naprawdę czuły i trzeba się postarać, aby zastygnąć bez ruchu. Sam byłem zmuszony do wstrzymania oddechu.

Najlepsze jest to, że wszystko o czym dla was piszę, jest tylko pierwszą, tą najbardziej oczywistą, obecną na materiałach reklamowych warstwą.

Until Dawn skrywa wiele sekretów, których ani nie mogę, ani tym bardziej nie chcę wam zdradzać. To niesamowite, jak zręcznie galopuje scenariusz i o jakie nowe wątki zostaje poszerzany. Początkowo nic tutaj nie trzyma się całości, wszystko jest niespójne i niezrozumiałe. Dopiero z czasem, rozdział po rozdziale, elementy układanki zaczynają do siebie idealnie pasować.

Domek w górach, grupa nastolatków, psychopata w masce – wszystko, co tutaj przeczytaliście i widzieliście na materiałach reklamowych, to dopiero początek. To coś, co producenci chcieli, abyś zobaczył, ale nic więcej. Gra naprawdę mnie zaskoczyła, oczywiście pozytywnie. Jej długość, wielowątkowość i zmienność to wszystko olbrzymie zalety, które w pełni można docenić dopiero po zobaczeniu napisów końcowych.

Until Dawn™_20150821214750
Until Dawn™_20150821214750

Chociaż Until Dawn jest świetne, nie jest idealne. Gra nie uniknęła kilku frustrujących błędów i braków.

Przede wszystkim – poruszanie się. Wzorem pierwszych odsłon serii Resident Evil, Until Dawn wprowadza statyczne środowisko 3D, w którym gracz nie ma możliwości swobodnego rozglądania. Takie rozwiązanie wymusza stworzenie niezwykle precyzyjnego i dokładnego modelu eksploracji. Niestety, nie tym razem. Bohaterowie interaktywnego horroru poruszają się z gracją worka ziemniaków, co najpierw przeszkadza, a później zwyczajnie irytuje.

Zabrakło również opcji szybkiego przewijania scen dialogowych po pierwszym przejściu gry. Kiedy chcemy sprawdzić wszystkie warianty i możliwości scenariusza, jesteśmy zmuszani na nowo wsłuchiwać się w każdą linię dialogową, których jest naprawdę wiele. Dzięki temu mamy okazję wyłapać całe mnóstwo smaczków i detali, lecz zawsze uważałem, że gracz powinien mieć możliwość wyboru.

To jednak drobne mankamenty, które nie zmieniają werdyktu – Until Dawn to ten typ gry, dla którego kupuje się konsolę.

Interaktywny horror od Supermassive to druga po Bloodborne produkcja, dla której warto rozważyć zakup PS4. O ile w przypadku The Order 1886 nie miałem odwagi sugerować wam rozstawania się z gotówką, tym razem jest inaczej. Jeżeli uwielbiasz filmowe doświadczenia, podobało ci się Heavy Rain czy Beyond: Dwie Dusze, zjadłeś zęby na współczesnych przygodówkach i uwielbiasz czuć, że masz realny wpływ na przebieg wydarzeń  – bingo.  Niezwykle pozytywne zaskoczenie.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement