Ideał czy odgrzewany kotlet? Oto nowy Olympus OM-D E-M10 Mark II

Artykuł/Foto 25.08.2015
Ideał czy odgrzewany kotlet? Oto nowy Olympus OM-D E-M10 Mark II

Zaprezentowany dziś Olympus OM-D E-M10 Mark II to aparat, który naprawdę może się podobać. Korpus przyciąga wzrok świetnym wzornictwem, za którym stoją też duże możliwości, czyli szybki AF i dobra matryca, która jest stabilizowana w pięciu osiach. Przyciąga też cena, bowiem aparat został wyceniony na bardzo rozsądną kwotę. Nowy Olympus jest więc bardzo łakomym kąskiem dla fanów systemu Mikro Cztery Trzecie… ale czy skusi fanów innych systemów?

Olympus OM-D E-M10 Mark II jest zapowiadanym od dawna następcą popularnego modelu OM-D E-M10. Korpus przyciąga uwagę fotografów, ponieważ należy do najwyższej (i chyba najciekawszej) serii OM-D, dziedziczy wiele technologii po swoich starszych i bardziej zaawansowanych braciach (E-M1 i E-M5), a przy tym jest od nich atrakcyjniejszy cenowo.

Olympus-omd-em10-ii-1

Nowy korpus Olympusa jest więc skierowany do osób, które szukają zaawansowanego korpusu z wymienną optyką, ale jednocześnie nie chcą kupować najdroższych konstrukcji. Olympus OM-D E-M10 Mark II powalczy z takimi aparatami jak Sony A6000 (oraz jego następcą, który zostanie pokazany lada moment), Fujifilm X-T10 i X-E2, czy Panasonic GM5.

Rzeźba w metalu

Olympus OM-D E-M10 Mark II na pierwszy rzut oka wyróżnia się bardzo stylowym, metalowym korpusem, który nawiązuje do najlepszych tradycji czasów analogowych. Jest to już piąty model Olympusa z rodziny OM-D, który jest utrzymany w tej retro-stylistyce. Olympus zdążył nas przyzwyczaić, że nie o sam wygląd tu chodzi, ale również o prostotę obsługi. I faktycznie, na korpusie pojawiło się jeszcze więcej przycisków i pokręteł, które mają sprawić, że użytkownik aparatu po skonfigurowaniu sprzętu może zapomnieć o menu.

Olympus-omd-em10-ii-2

Mimo stylistyki w klimacie retro, Olympus nadal boi się pójść na całość, tak jak zrobił to Fujifilm. Bezlusterkowce Fuji również czerpią garściami z analogowych dalmierzy (seria X-E) jak i lustrzanek (X-T), jednak w moim odczuciu robią to lepiej. Powodem jest bezkompromisowy system obsługi, który wykorzystuje kółko czasu migawki i pierścień przysłon na obiektywie. Oba te elementy mają naniesione na stałe wartości (przynajmniej na klasycznych obiektywach stałoogniskowych), a więc wystarczy rzut oka na pokrętła by wiedzieć, jakie parametry są ustawione. Nie jest do tego potrzebny żaden wyświetlacz, a więc jest to klasyka klasyki.

Z kolei w Olympusie na pierwszy rzut oka kółka nastaw mają analogowy charakter, ale w użyciu bardziej kojarzą się z „cyfrowymi” kółkami znanymi chociażby z lustrzanek Nikona.

Bogate wnętrze

Wygląd i ergonomia obsługi są ważne, ale koniec końców liczy się jakość zdjęć. Pod tym względem inżynierowie Olympusa zrobili wszystko, by było jak najlepiej. Korpus oczywiście korzysta z matrycy formatu Mikro Cztery Trzecie, która w tym wypadku ma 16 Mpix i została wykonana w technologii Live MOS. W nowym Olympusie ważniejsze jest jednak to, co jest poza matrycą.

Olympus-omd-em10-ii-3

W nowym modelu nie mogło zabraknąć sztandarowego systemu stabilizacji matrycy w 5 osiach (przesunięcia góra-dół i na boki, pochylenia względem osi przebiegającej przez środek matrycy oraz obrotu w obu kierunkach). Dzięki stabilizacji w korpusie, każdy obiektyw może być stabilizowany. Nawet analogowy, który nie jest wyposażony w elektronikę. Skuteczność stabilizacji dochodzi do 4EV.

W korpusie znalazł się też 81-polowy system kontrastowego autofocusu. Korpus wyposażono w migawkę mechaniczną i elektroniczną. Najkrótszy czas tej pierwszej to 1/4000 s, a tej drugiej to 1/16000 s. Aparat potrafi wykonać do 8,5 zdjęcia na sekundę, a na pokładzie nie zabrakło wszystkich funkcji, których moglibyśmy wymagać od zaawansowanego korpusu, tj. łączności Wi-Fi, zapisu plików RAW, trybów półautomatycznych i manualnych, czy obsługi wysokich czułości ISO (tutaj do ISO 25600 w trybie rozszerzonym). Do kadrowania służy wizjer OLED oraz odchylany i dotykowy ekran. Aparat jest też wyposażony we wbudowaną lampę błyskową.

Olympus-omd-em10-ii-5

Na uwagę zasługują tez funkcje filmowe. Olympus OM-D E-M10 Mark II nagrywa z jakością Full HD 60p, a do dyspozycji mamy też tryb timelapse 4K. Do aparatu można dokupić sporo oficjalnych akcesoriów, takich jak np. grip ECG-3 poprawiający uchwyt, czy dedykowaną, skórzaną torbę.

Olympus OM-D E-M10 Mark II został wyceniony na 2599 zł za sam korpus, a zestaw z obiektywem M.ZUIKO DIGITAL ED 14-42mm będzie kosztował 3499. Ceny w momencie premiery są więc bardzo przystępne, zważywszy, że mówimy o aparacie z serii OM-D.

Czy warto?

Podsumowując, Olympus OM-D E-M10 Mark II wydaje się być aparatem, który ma wszystko, by przyciągnąć fanów standardu Mikro Cztery Trzecie. Pozostaje jednak pytanie, czy aparat jest na dyle dobry, by przyciągnąć do siebie także fanów innych standardów, w tym głównie APS-C. Tak jak już kilkukrotnie pisałem, ideę bezlusterkowców Mikro Cztery Trzecie w moich oczach pogrzebał fantastyczny kompakt Panasonic LX100, czyli rozwiązanie „wszystko w jednym”.

Na pewno znajdą się chętni na nowego Olympusa, ale osobiście szukając aparatu z wymienną optyką skierowałbym wzrok w kierunku producentów oferujących większe matryce.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement