W końcu zrealizowałem postanowienie z 2014 roku. Odstawiłem Facebooka – jestem czysty

Felieton/Social media 26.03.2015
W końcu zrealizowałem postanowienie z 2014 roku. Odstawiłem Facebooka – jestem czysty

Tak, robię postanowienia noworoczne. Staram się w nich zawrzeć plany, dla których fakt zmiany roku, ma być ogniskiem zapalnym do podjęcia jakieś decyzji lub wprowadzenia zdrowego lub porządnego nawyku w moim życiu. Dopiero w pierwszym kwartale 2015 roku udało mi się wykonać jedno z założeń na 2014 rok, jednak mimo poślizgu jestem zadowolony i szczerze polecam ten styl życia.

Fejs uzależnia

Plan zmniejszenia aktywności na Facebooku pojawił się na mojej liście noworocznych powiadomień nieprzypadkowo. Od dłuższego czasu miałem świadomość, iż ta społecznościówka absorbuje mnie dość mocno, za mocno. I co więcej. zwykle po prostu tracę na/dla niej czas.

Jedynym serwisem społecznościowym, któremu poświęcałem i nadal poświęcam więcej czasu jest Twitter. Jednak w jego przypadku poczucie stracenia czasu jest znacznie mniejsze. Na Twitterze mam pełną kontrolę nad tym kogo obserwuję i w pewnym stopniu mam wpływ na to jakie treści pojawiają się na timelinie.

Na Facebooku tak nie jest. Próba odpowiedniego skonfigurowania osi czasu tak, aby powiadamiała mnie o ważnych informacjach zawsze kończyła się fiaskiem. Stale borykałem się z problemem, że nie docierały do mnie informacje ze stron i od osób na których mi zależało. Stale dostawałem za to przeróżne powiadomienia o aktywnościach ludzi, których znam tylko z widzenia lub z Sieci i ich codzienne losy są mi zupełnie obojętne.

facebook-2

Nie mówię, że użytkownik Facebooka zupełnie nie ma kontroli nad zawartością swojego timeline’u, bo ma. Jednak wkład pracy jaki trzeba włożyć w to, żeby docierały do niego tylko ważne informacje jest znacznie większy niż ma to miejsce w przypadku np. Twittera.

Dlatego też dojrzałem do myśli, że z Fejsem muszę skończyć. Chciałem to zrobić raz na zawsze. Skasować konto i zapomnieć.

Niestety nie mogłem, gdyż praca redakcji Spider’s Web w dużej mierze opierała się na facebookowej grupie, która była wspierana co prawda Wunderlistem i Trello, jednak to Facebook służył na do komunikacji.

Wtedy pojawiło się jednak światełko w tunelu, a była nim wizja migracji na Slacka. Przetestowaliśmy usługę, dając jej tak właściwie drugą szansę, bo pierwsze testy przeprowadziliśmy w wąskim gronie i nie trwały one dłużej niż kilkadziesiąt minut. Drugie podejście było już bardziej udane. Liczniejsza grupa użytkowników, sporo czasu na testy i jest, zapadła decyzja – przeprowadzamy się.

Facebook? Nie biorę

Gdy Facebook przestał mi być niezbędnym do pracy narzędziem, wyrzuciłem skróty z zakładek, a aplikację na smarfonie schowałem głęboko do folderu na bocznym pulpicie.

Myślałem, że odcięcie pępowiny będzie łatwe. Myliłem się jednak i przez kilka(naście) kolejnych dni zaglądałem sporadycznie na fejsa, żeby sprawdzić, czy wszyscy żyją i czy pod moją nieobecność sytuacja w Internecie nie wymknęła się spod kontroli.

facebook-reklamy-podsumowanie-roku-1

Zauważyłem jednak, że po porzuceniu maniakalnego odświeżania strony głównej Facebooka nie omijają mnie żadne istotne informacje. Co więcej, świat poradził sobie beze mnie i o dziwo nie wymaga natychmiastowej interwencji. Znajomi nadal wrzucają statusy z codziennych treningów oraz zdjęcia hamburgerów. Co jakiś czas pojawia się wysyp czekinów ze znanych i modnych miejsc. Podsumowując, nic się nie dzieje.

Oczywiście w zalewie śmiesznych i nieistotnych informacji na Facebooku pojawiają się też ciekawe publikacje oraz dyskusje z nimi związane. Jednak dzięki dobrze dobranej grupie obserwowanych na Twitterze osób, mam dostęp do tych samych treści, często nawet wcześniej niż na fejsie. A to dlatego, że Facebook nie udostępnia wszystkim osobom treści w czasie rzeczywistym. Niektóre materiały docierają do użytkowników z opóźnieniem, a inne wcale nie docierają i giną gdzieś w czeluściach.

Konto jednak zostało

Po tym jak skutecznie wyleczyłem się z zaglądania na Facebooka a z telefonu usunąłem aplikację mobilną – swoją drogą, ta to ma apetyt na pamięć RAM – pojawiła się myśl całkowitego skasowania konta.

Przed tą decyzją powstrzymał mnie jednak fakt, że w części usług internetowych korzystam z logowania via FB i nie chciałbym teraz tego wszystkiego odkręcać w imię Bóg wie czego. Drugim powodem zostawienia konta na Facebooku przy życiu był Messenger, który jest obecnie bardzo popularnym komunikatorem i świadoma rezygnacja z niego wiązałaby się z realnymi utrudnieniami w nawiązywaniu kontaktu ze znajomymi.

facebook-3

Usunięcie konta na FB nie było jednak celem, do którego dążyłem. Chciałem się odciąć od fejsa, odzyskać trochę czasu dla siebie i przestać marnować go na wyimaginowaną potrzebę pozostawania w kontakcie z ludźmi, z którymi kiedyś pracowałem lub los sprawił, że x lat temu chodziliśmy razem do jednej klasy. I to mi się udało. Jestem wolny.

Czy bez Fejsa jest lepiej?

Uważam, że tak. Zdecydowanie mniej czasu upływa mi na bezmyślnym przeglądaniu Internetu. Więcej uwagi poświęcam Twitterowi i RSS-om, czyli źródłom informacji, które sam sobie przygotowałem i zresztą nadal przygotowuję, gdyż jest to proces, który nie ma właściwie końca.

Nie ucierpiały przy tym moje kontakty ze znajomymi czy rodziną. Osoby te ponownie przyzwyczaiły się do tego, że gdy im nie odpisuję na fejsie, to mogą zadzwonić lub wysłać SMS-a. Wtedy, jak na wezwanie, zaglądam do Messengera, żeby porozmawiać z ważnymi dla mnie osobami.

Powiadomień z facebookowego komunikatora co prawda nie wyłączyłem, ale ustawiłem dla aplikacji tak ciche dźwięki, że nie rozpraszają mnie podczas pracy i pozwalają na ignorowanie wiadomości, które mogą poczekać. No bo przecież, kto pisałby do mnie z czymś ważnym na fejsie? Od istotnych informacji jest telefon, mail lub SMS.

Szczerze polecam odwyk od Facebooka. Częste jego odwiedzanie nie daje człowiekowi zbyt wiele, a zabiera całkiem sporo.

*Ilustracje w tekście: Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement