Nie rozumiesz jak można korzystać z Internetu bez AdBlocka? Ja nie rozumiem czegoś innego

Felieton/Technologie 19.02.2015
Nie rozumiesz jak można korzystać z Internetu bez AdBlocka? Ja nie rozumiem czegoś innego

Nie ma ostatnio tygodnia, żebym nie natrafił gdzieś w Sieci na dyskusję poświęconą stosowaniu AdBlocków, czyli narzędzi służących do przeglądania zasobów Internetu bez konieczności wyświetlania reklam. Zastanawiałem się, skąd bierze się ta niesłabnąca popularność wszelkiej maści blokad reklam w Sieci i chyba już znalazłem odpowiedź.

Przyznam, że AdBlockiem ekscytowałem się wieki temu. Były to czasy, gdy jako młody człowiek, żądny wszystkiego tu i teraz, a w dodatku za darmo, nie stroniłem od torrentów i innych dobrodziejstw Internetu. Wychodziłem z założenia, że wszystko jest dla ludzi, a wszystko co jest w Sieci jest dla mnie. To zapewne młodzieńcza buńczuczność pokierowała mnie w stronę pirackich źródeł cyfrowej rozrywki, które swego czasu człowiek gromadził nie tylko po to, żeby je konsumować, ale kolekcjonować. Tak, kiedyś pudła pełne płyt CD z pirackimi programami, grami, filmami i muzyką były powodem do dumy i przekładały się na respekt u rówieśników.

Wtedy też z bliżej nieznanych powodów zainstalowałem do przeglądarki Firefox rozszerzenie blokujące reklamy – AdBlock. Oczywiście nie korzystałem już wtedy z Internet Explorera, który był narzędziem dla starych pryków i internetowych dinozaurów – tak starych jak moi rodzice. AdBlock pojawił się na moim pececie zapewne z tego samego powodu co początkowo Firefox, czyli z przekory. Dodatkowo jako młody człowiek chciałem pokazać swoją siłę i zaakcentować fakt, iż mogę w pojedynkę stawić czoła największym korporacjom i grupom mediowym na świecie – dlatego używałem AdBlocka.

adblock-reklama

I tak przez kilka lat jechałem na tych torrentach i AdBlocku, aż kiedyś trafiłem na felieton, którego autorem był jeden z twórców internetowych biznesów, który żalił się na popularność rozszerzeń blokujących reklamy, która przekłada się na spadek zysków z jego sieciowej działalności. Głos tego człowieka trafił do mojej głowy i po lekturze tej publikacji zacząłem wyłączać AdBlocka na stronach, które lubiłem i ceniłem, aż doszedłem do momentu, w którym całkowicie zrezygnowałem z korzystania z rozszerzeń blokujących reklamy. Prawdopodobnie w tym samym czasie porzuciłem torrenty na rzecz legalnych źródeł cyfrowej rozrywki. Na tę drugą decyzję wpływ miał zapewne fakt, iż poszedłem do pracy. A pracujący człowiek zaczyna nie tylko szanować pieniądze, ale również pracę innych.

Teraz mamy rok 2015 i gdyby nie fakt, że tworzę wraz z blogerami Spider’s Web największy blog technologiczny w Polsce tematyka AdBlocka byłaby mi już zupełnie obca. Zapomniałbym o tym, tak samo jak o wielu innych przygodach i głupich historiach z dzieciństwa. Moja obecność w mediach sprawia jednak, że problemy reklamy, marketingu, zarobków w sieci oraz także AdBlocka są mi siłą rzeczy stale bliskie.

W związku z tym, że prywatnie o AdBlocku już zapomniałem, to zawodowo dziwię się, że temat ten stale jest na językach. Staram się tłumaczyć to tym, że stale w Sieci przychodzą nowi, młodzi użytkownicy, którzy nie nauczyli się jeszcze szacunku do cudzej pracy i nie wiedzą, że wyświetlając kreacje reklamowe na stronach internetowych przyczyniają się do finansowania czyjejś firmy, i pośrednio sprawiają, że osoby tworzące interesujące treści mają co do garnka włożyć.

Jednak to tylko połowa problemu. Oczy otworzył mi raport “Adblocking goes mainstream”, który prezentuje wiele ciekawych danych związanych z rosnącą na całym świecie popularnością rozwiązań pozwalających na blokowanie reklam w Internecie. To co zdziwiło mnie najbardziej to fakt, iż Polska wiedzie prym pod względem popularności AdBlocków. Z raportu “Adblocking goes mainstream” przygotowanego przez PageFair oraz Adobe wynika, że w 2 kwartale 2014 roku aż 28,6% polskich internautów blokowało wyświetlanie reklam na swoich komputerach.

Mamy pod tym względem PIERWSZE MIEJSCE NA ŚWIECIE!

Źródło: raport “Adblocking goes mainstream”
Źródło: raport “Adblocking goes mainstream”

Próbowałem znaleźć odpowiedź na pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy. Powodu szukałem w mentalności Polaków oraz w naszym nastawieniu do sposobu dystrybucji i konsumpcji treści medialnych. I wydaje mi się, że problem nie leży w nas – w użytkownikach polskiej części Internetu. Powodem tak zatrważająco wysokiej popularności usług blokujących reklamy są media oraz agencje reklamowe, które odpowiadają za przygotowanie treści trafiających do odbiorców.

Zrobiłem sobie wycieczkę po polskich i zagranicznych serwisach informacyjnych i werdykt jest prosty. Polskojęzyczne strony internetowe przeładowane są reklamami. Co ważne problemu nie stanowi sama średnia liczba reklam na stronach internetowych, ale również ich forma. W Polsce bardzo często stosowane są popupy, slidery, wyjeżdżające widżety, które zasłaniają treść, po którą przyszedł czytelnik. Za granicą zdecydowanie częstsze są kolumny reklam, które umieszczono obok treści lub zgrabnie wpleciono między akapity dłuższych publikacji. Do tego dochodzi temat automatycznie startujących reklam wideo, których nie jesteśmy w stanie ani wyłączyć, ani też zatrzymać – o czym na przykładzie Wp.pl pisał ostatnio Przemek.

Nie tylko strony internetowe serwują reklamy, które zdają się sugerować brak szacunku do odbiorcy. Dla przykładu w takim Spotify co jakiś czas z niewiadomych powodów uruchamiają się zagraniczne wersje reklam. Z rozmów na Twitterze wiem, że nie tylko u mnie występuje taka sytuacja. Początkowo mnie irytowała, gdyż dziwił mnie fakt, że nagle ktoś mówi do mnie po angielsku, niemiecku czy też w jakimś azjatyckim języku. Z czasem jednak polubiłem te zagraniczne reklamy, gdyż są milsze dla uszu. Stworzono je tak, żeby w cywilizowany sposób przekazać użytkownikowi jakiś komunikat. Niestety Polskie reklamy w Spotify często są hałaśliwe, agresywne i atakujące dziką muzyką, która razi odbiorcę. Sorry, ale słuchając playlisty “Peaceful Piano” głośna reklama z ostrym dance’owym kawałkiem lub hardcore’ową techniawką potrafi nie tylko przykuć uwagę słuchacza, ale również doprowadzić do do stanu przedzawałowego.

reklama-adblock-baner

I tu dochodzimy do powodów olbrzymiej popularności AdBlocków w Polsce. Serwisy internetowe są napakowane nieprzyzwoitą liczbą agresywnych reklam, które wszelkimi możliwymi sposobami (rozmiarem, obrazem i dźwiękiem) walczą o atencję odwiedzającego. Można więc powiedzieć, że nie ma powodów ku temu, aby dziwić się Polakom, że stosują oprogramowanie blokujące reklamy.

Ja się jednak dziwię.

Dziwię się dlatego, że od wielu lat nie korzystam z takiego oprogramowania i najzwyczajniej w świecie nie widzę potrzeby, abym miał je zainstalować na swoim komputerze czy też smartfonie.

Kluczem do sukcesu i sposobem na zachowanie spokoju ducha jest dbanie o odpowiednią higienę. Higienę tego co mamy na komputerze i jak z tych narzędzi korzystamy. Jeśli nie zainstalujemy byle jakiego oprogramowania i nie zgodzimy się na nie wiadomo jakie warunki zalecanej konfiguracji instalatorów dodatkowych programów możemy być pewni, że nasz internet będzie czystszy. Syfiaste oprogramowanie na komputerze może przełożyć się na to, że na stronach internetowych pojawią się nam dodatkowe reklamy, inne niż te, które przewidział wydawca danego serwisu internetowego.

Druga sprawa to dobór stron, po których się poruszamy. Najlepszą metodą na walkę z chamskimi reklamami, wpychaniem wideo czytelnikom i atakującym zewsząd banerami jest unikanie serwisów, które stosują takie praktyki.

Stworzenie sprawdzonych źródeł, serwisów, witryn i portali, które odwiedzamy w celu zdobycia nas interesujących informacji wymaga czasu i dyscypliny. Jednak odpowiedni dobór treści jest podstawą pewnej internetowej higieny, o którą należy dbać.

reklama-adblock

Osobiście unikam serwisów, które nie szanują użytkowników oraz serwują im nachalne i agresywne reklamy. Gdy trafiam na nie przez przypadek, czyli najczęściej z polecenia w mediach społecznościowych, to zawsze wychodzę bez zapoznawania się z treścią. W sieci jest na tyle dużo źródeł, że zwykle wystarczy wrzucenie odpowiedniego zapytania do wyszukiwarki, aby trafić na podobny artykuł czy też galerię zdjęć w innym miejscu – w innym serwisie.

Tylko w ten sposób, my czytelnicy i odbiorcy treści, możemy skutecznie walczyć z chamskimi praktykami wielkich portali i serwisów, które serwują nam reklamy w nieprzyzwoitych ilościach oraz formach.

A Adblock? A AdBlock nie jest tu żadnym rozwiązaniem.

Korzystanie z AdBlocka porównałbym do jechania brudną, obskurną i śmierdzącą taksówką siedząc na tylnym siedzeniu z klamerką na nosie. Niby nie czuć fetoru, niby nie naciąga na wymioty, jednak jakiś niesmak pozostaje. A na koniec trzeba jeszcze zapłacić. Tylko rezygnując z usług takiego przewoźnika, jakim jest kierowca usyfionej taryfy, możemy wyrazić jasny sprzeciw i pokazać, że taki standard usług nam nie odpowiada i nie zamierzamy brać w nim udziału.

Podobnie jest z serwisami internetowymi. Przejazd z klamerką na nosie włączonym AdBlockiem, też przekłada się na zarobek taksówkarza wydawcy serwisu internetowego. Rosną mu statystyki, więc będzie mógł wyższe kwoty ściągać od reklamodawców. Na całe szczęście w internecie, jak i wśród firm taksówkarskich konkurencja jest duża, więc każdy znajdzie dla siebie miejsce, w którym nie będzie musiał stosować klamerki na nosie czy też innego AdBlocka.

A co, gdy przez przypadek wsiądziemy do śmierdzącej taksówki, bo nam ją ktoś polecił? Wysiąść! Wysiąść szybko i najlepiej trzasnąć drzwiami. Bo klamerka czy też AdBlock nie są tutaj żadnym rozwiązaniem.

 

* Zdjęcia pochodzą ze Shutterstock.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement